• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Nie żyje Janusz Wichowski

Piątek, 1 lutego 2013 (09:06)

Janusz Wichowski, jeden z najwybitniejszych polskich koszykarzy, zmarł wczoraj po południu w szpitalu we francuskim Valenciennes. Miał 77 lat. O śmierci olimpijczyka poinformowała warszawskich przyjaciół jego żona, Iwona Wichowska. Wcześniej podane zostały błędne informacje, że Wichowski zmarł w środę.

 

Komunikat o śmierci byłego reprezentanta Polski, srebrnego i brązowego medalisty mistrzostw Europy (1963, 1965), uczestnika igrzysk olimpijskich w Rzymie (1960) i Tokio (1964) oraz mistrzostw świata w Montevideo (1867) ukazał się w środę na stronie internetowej Polskiego Związku Koszykówki. Wiadomość tę potwierdził także prezes PZKosz Grzegorz Bachański.

– W środę nastąpił błędny przekaz wiadomości, ale tym razem jest to już, niestety, prawdziwa informacja. Potwierdził mi ją także syn Janusza Wichowskiego, Paweł, mój chrześniak. Wybitny koszykarz zostanie pochowany tam, gdzie mieszkał i gdzie żyje jego rodzina – powiedziała Maja Świderska.

Wichowski, pseudonim boiskowy „Wichoś″, zawodnik błyskotliwy i skuteczny, był jedną z najjaśniejszych gwiazd złotego okresu polskiej koszykówki.

Po olimpiadzie w Rzymie otrzymał propozycję z Barcelony, ale na kontrakt nie zezwalały ówczesne przepisy, a on nie chciał wyjeżdżać nielegalnie, zamykać sobie drogi powrotu do kraju, gdzie zostali rodzice. Wyjechał do Valenciennes dopiero na początku lat siedemdziesiątych.

Był nie tylko świetnym zawodnikiem, ale fantastycznym kolegą, dobrym duchem drużyny i wspaniałym gawędziarzem – wspominają Janusza Wichowskiego jego przyjaciele.

– Moim zdaniem, to był najlepszy polski koszykarz, pod każdym względem. Potrafił grać wszędzie, na każdej pozycji. Umiał dryblować, wiedział, gdzie się ustawić, a poza tym miał niesamowitą technikę. Nikt w Polsce nie podawał tak jak on. Janusz potrafił operować piłką jak mało kto w Europie. Wyróżniał się błyskotliwymi dograniami – tyłem, przodem, miał oczy dookoła głowy. To rzadki dar. Pomagały mu w tym długie palce, jak u pianisty. Nie bez przyczyny był w lidze wielokrotnym królem strzelców. Szybko biegał do kontrataku, pod koszem zbierał piłki wyższym zawodnikom. Grał taką zmysłową koszykówkę – ocenił Wichowskiego jego klubowy kolega z Legii, a potem z reprezentacji Włodzimierza Tramsa.

Janusz Wichowski grał w Budowlanych Jelenia Góra, Ślęzie Wrocław oraz stołecznych drużynach: Polonii, Legii i Skrze. Czterokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski – z Polonią (1959) i Legią (1961, 1963, 1966). W reprezentacji Polski w latach 1956-1967 rozegrał 224 spotkania, zdobywając 2970 punktów. Na igrzyskach w Rzymie (1960) był drugim strzelcem turnieju – 166 pkt, za słynnym Radivojem Koraciem z Jugosławii – 192. Był także olimpijczykiem z Tokio (1964).

Pięciokrotnie występował w finałach mistrzostw Europy, zdobywając srebrny medal we Wrocławiu (1963) i brązowy w Moskwie (1965). Był szósty w Stambule (1959), siódmy w Sofii (1957), dziewiąty w Belgradzie (1961) – w trzech ostatnich był najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny. Grał także w jedynych dotychczas mistrzostwach świata, w których wystąpili Biało-Czerwoni – w 1967 roku, w Montevideo zespół zajął piąte miejsce.

IK, PAP