• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Platforma – wyjałowiona ziemia

Środa, 9 września 2020 (09:15)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przegrane wybory prezydenckie, fatalne zarządzanie Warszawą, kolejna awaria oczyszczalni „Czajka”. W jakim miejscu jest dzisiaj Platforma?

– W mojej ocenie, Platforma z pewnością jest w miejscu nie do pozazdroszczenia. Partia ta ma cały czas jeden, zasadniczy, ale zarazem dość błahy problem, to znaczy brak programu politycznego. Ta formacja nie wie do końca, jaki jest jej elektorat, w jaki – mówiąc językiem marketingowym – target wyborczy ma uderzyć, aby zdobyć poparcie pozwalające na zwycięstwo w wyborach nad Prawem i Sprawiedliwością. Platforma jest konstrukcją eklektyczną i ten eklektyzm niszczy tę formację, która wyraźnie się miota.

Ponadto partia ta skłania się też w kierunku Lewicy, co odstrasza część elektoratu centrowego, onegdaj konserwatywnego, który popierał tę formację. Przypomnijmy sobie – ponad dekadę temu odwoływanie się do wartości chrześcijańskich parlamentarzystów Platformy, dni skupienia w krakowskich Łagiewnikach. Przypomnijmy sobie także deklarację krakowską z 2003 roku, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, kiedy Platforma zapowiadała, że będzie walczyć o pełne prawa w Europie dla polskiej tożsamości narodowej, o obecność polskiego języka i równoprawne traktowanie Polski i Polaków przez inne narody Europy, ale także bronić praw religii, rodziny i tradycyjnego obyczaju. To był swoisty manifest konserwatywny, od którego ta formacja zupełnie odeszła i dzisiaj domaga się wprowadzenia edukacji seksualnej w szkołach, dostępnej i refundowanej antykoncepcji, a także wsparcia partnerskiego modelu rodziny.

Nic zatem dziwnego, że dzisiaj twarzą Koalicji Obywatelskiej jest poseł Dariusz Joński, który nie pamięta daty wybuchu Powstania Warszawskiego, który jeszcze niedawno był rzecznikiem SLD. Co więcej, dzisiaj twarzą Koalicji Obywatelskiej jest także Barbara Nowacka, która jeszcze pięć lat temu była kandydatem Lewicy na premiera. To pokazuje, jak bardzo Platforma skręciła w lewo, pozostawiając część polityków, którzy zmienili poglądy, ale mają jeszcze wizerunek konserwatywny i do tego grona dobrała przedstawicieli Lewicy, ale też ludzi zupełnie bez poglądów, jak chociażby Klaudia Jachira.

Czy ten skręt w lewo to była konieczność, czy próba zyskania części elektoratu lewicowego, a w konsekwencji zmarginalizowania Lewicy jako takiej?   

– W Platformie – od dłuższego czasu – pokutuje przekonanie, że jako formacja są w stanie skonsumować elektorat Lewicy. Co ciekawe – z mniejszym bądź większym skutkiem się to udaje. Oczywiście jest to też wynik błędów, które popełnia Lewica, np. wystawiając w wyborach prezydenckich Roberta Biedronia – człowieka, który kojarzy się wyłącznie z zachowaniami homoseksualnymi. I ten kandydat zdobył poparcie odpowiadające sympatiom polskiego społeczeństwa dla środowisk homoseksualnych, czyli 2,2 procent. 

Do tej listy kompromitacji doszły jeszcze popisy głupoty w postaci popierania jakiegoś lumpa ulicznego profanującego symbole religijne i patriotyczne, łażenie po komisariatach policji, wymachiwanie legitymacją poselską i utrudnianie funkcjonariuszom wykonywania czynności służbowych. I to wszystko – dosyć zachowawczy w relacjach społecznych elektorat Lewicy odbiera negatywnie, co sprawia, że w tej chwili, naturalny elektorat Lewicy ma bliżej do Platformy niż do Lewicy, czy to spod znaku III Międzynarodówki, czy IV Międzynarodówki.   

Włodzimierz Czarzasty wchodząc w alians z Platformą, próbował zyskać coś dla siebie, Platforma też liczyła, że ogra Lewicę. Kto w tej chwili wygrywa tę batalię?

– Wygrywa Prawo i Sprawiedliwość...

Prawo i Sprawiedliwość, które też ma swoje problemy…

– Myślę, że są to innej kategorii problemy – używając języka badawczego, dlatego skupiałbym się mniej na warstwie kłopotliwej, a bardziej zagadnieniowej. Idąc tym tropem, problemy badawcze nie są czymś złym.

Zostawiając PiS na boku, proszę powiedzieć, jakie sygnały dotyczące sytuacji w Platformie słychać na sejmowych korytarzach, bo oficjalny przekaz mówi, że wszystko jest niemalże idealnie?

– W Platformie jest rozczarowanie kolejnymi z rzędu przegranymi wyborami. Kolejna klęska wyborcza z całą pewnością nie jest powodem do optymizmu. Wygląda, że Platforma przyjęła taktykę polegającą na okopaniu się we własnych przyczółkach i trwanie tam do momentu, kiedy Polakom znudzą się rządy PiS i na powrót oddadzą władzę PO. W mojej ocenie, jest to bardzo naiwna strategia, bo zanim ten scenariusz się spełni Platforma może przestać istnieć jako formacja polityczna, bowiem siły odśrodkowe mogą okazać się na tyle mocne, że rozmontują tę partię.

To realny scenariusz?

– Jest to tym bardziej realny scenariusz, że Platformie brakuje programu, brakuje przywództwa, a także brakuje idei. To wszystko sprawia, że PO jest dzisiaj czymś w rodzaju eklektycznej, bezideowej partii władzy, od pięciu lat bezrobotnej, czyli pozbawionej władzy. Jest formacją, która – po części – zaspokaja potrzeby włodarzy wielkich miast, bo tam właśnie się okopała i tam broni swoich przyczółków, natomiast jest całkowicie w defensywie. Popełnia też całe mnóstwo błędów i w oczach swoich wyborców, w sposób zupełnie irracjonalny dokonuje korekty swojego wizerunku, de facto ten wizerunek rujnując.

Nazwa Platforma źle kojarzy się wyborcom, coraz częściej słychać o możliwości zmiany nazwy…

– Zmiana nazwy nic nie da. Proszę zwrócić uwagę, że Platforma już od jakiegoś czasu zmienia szyld, a ostatni raz startowała w wyborach pod własnym szyldem partyjnym w 2015 roku. Później – najpierw w wyborach samorządowych – startowała pod szyldem nie Platformy, ale Koalicji Obywatelskiej, w wyborach do Parlamentu Europejskiego wystąpiła jako Koalicja Europejska, a w ostatnich wyborach parlamentarnych jako Koalicja Obywatelska. To pokazuje, że Platforma uważa – zresztą słusznie, że ten szyld Polakom bardzo źle się kojarzy. Jest to niezwykle ciekawe zjawisko – myślę, że nie tylko w skali Polski, ale także i świata, nad którym politolodzy powinni się pochylić.  

Tylko czy zmiana szyldu wystarczy, żeby uratować tę formację?

– Absolutnie nie wystarczy. Zasadniczym problemem Platformy nie jest kwestia nazwy, ale największym problemem jest brak programu, brak idei oraz brak światłego przywództwa. Donald Tusk torując sobie drogę, po części wyjałowił Platformę z charyzmatycznych liderów, wszelkich konkurentów – mówiąc brutalnie – wyciął, a pozostawił osoby od siebie wyraźnie słabsze intelektualnie i moralnie. Dlatego to, co dzisiaj obserwujemy, patrząc na Platformę, to jest dziedzictwo Donalda Tuska. Wyjałowiona ziemia – ziemia, na której Platforma Obywatelska nie jest w stanie nic posiać.

A Borys Budka, którego ambicją było stanąć na czele Platformy i został w dwójnasób?

– Borys Budka osiągnął swój cel – jeśli tym celem rzeczywiście było wyłącznie osiągnięcie przywództwa w Platformie. Natomiast jeśli celem jego było postawienie Platformy na nogi, to ten cel nie został zrealizowany. Porażka Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich, brak programu, brak jakiegokolwiek kośćca ideowego, to wszystko powoduje, że PO jest ciągle bezideową, amorficzną partią władzy bez władzy.

Wszystko wskazuje na to, że Borys Budka zostanie wymieniony – przynajmniej na fotelu szefa klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej, ale kandydaci proponowani na następcę do wybitnych też raczej nie należą?

– Tomasz Siemoniak, Sławomir Neumann czy Sławomir Nitras są owszem dobrze znani, ale raczej nie najlepiej postrzegani. Grono tych kandydatów na przywództwo w klubie parlamentarnym to jest koronny dowód na wyjałowienie ziemi w Platformie przez Donalda Tuska.

Miał być też – szumnie zapowiadany po wyborach prezydenckich – ruch obywatelski „Nowa Solidarność”, który się wykoleił zanim stanął na torach…

– Moim zdaniem, od samego początku była to tylko czcza gadanina. Dziwnym zrządzeniem losu 5 września, kiedy w Gdańsku miała nastąpić inauguracja ruchu obywatelskiego Rafała Trzaskowskiego, dokładnie w tym dniu, do Gdańska i do Bałtyku dopłynęła fala kulminacyjna ścieków z Warszawy. To symptomatyczne.

Politycy PO, którzy w wyborach prezydenckich popierali Rafała Trzaskowskiego, dzisiaj są bardziej powściągliwi. Czy to oznacza, że Trzaskowski, jeszcze niedawno kreowany na lidera totalnej opozycji, jest dzisiaj obciążeniem dla Platformy?

– Rafał Trzaskowski nie jest pierwszym politykiem Platformy, od którego koledzy odwracają się, kiedy wiedzie się gorzej. Natomiast Rafał Trzaskowski, w tej chwili, na pewno ma wizerunek – co trzeba powiedzieć – polityka, który nie jest w stanie ogarnąć podstawowych kwestii dotyczących zarządzania m.st. Warszawa. W tym wypadku kwestia zarządzania odpadami płynnymi – ściekami, a więc coś, co potrafią ogarnąć wójtowie, burmistrzowie małych miasteczek, a nie jest w stanie ogarnąć człowiek z doktoratem, były europarlamentarzysta, człowiek, który chlubi się tym, że z Bronisławem Geremkiem rozmawiał wyłącznie w języku francuskim, to dowód nieudolności. To jest smutne, przygnębiające i kompromitujące.

  Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki