• Sobota, 26 września 2020

    imieniny: Justyny, Damiana, Kosmy

Szaleństwo Djokovicia

Poniedziałek, 7 września 2020 (17:19)

Miał wygrać 18. w karierze turniej Wielkiego Szlema, a na własne życzenie został z niego dyscyplinarnie wyrzucony. I choć później – za późno – przeprosił, Serb Novak Djoković może oczekiwać dalszych i poważniejszych sankcji.

 

26:0 – taki był bilans tegorocznych meczów lidera rankingu tenisistów. Jeszcze dłuższy, biorąc pod uwagę poprzedni sezon. Lepszą serię w karierze miał tylko raz i wszystko – jego forma i problemy najgroźniejszych rywali –  wskazywało na to, iż będzie w stanie ją poprawić. W Nowym Jorku chciał po raz 18. wygrać w Wielkim Szlemie i zbliżyć się do rekordzisty Rogera Federera. Szwajcar US Open opuścił z powodów zdrowotnych, ze startu za oceanem zrezygnował i inny z wielkich, Hiszpan Rafael Nadal. Droga Novaka do celu zdawała się zatem prostsza niż kiedykolwiek, ale sam się na niej potknął. Wywrócił, zatracił.

Mecz 1/8 finału z Hiszpanem Pablo Carreno-Bustą mu nie wychodził. Popełniał błędy, w pierwszym secie przegrywał 5:6. Irytował się, ale to oczywiście nie usprawiedliwiło tego, co uczynił. Nagle bowiem, zdenerwowany swoją postawą, postanowił pozbyć się piłki i uderzył ją mocno – traf chciał, że w szyję sędzi liniowej. Trafiona kobieta padła na kolana, zaskoczony Serb natychmiast do niej podbiegł, ale już czuł, iż przesadził. Czuł, że spotka go za to kara. Co prawda próbował pertraktować, przekonywał, że nic specjalnie złego się nie stało, bo sędzia nie musiała jechać do szpitala, ale taka argumentacja była mizerna. Po kilkunastu minutach usłyszał werdykt – dyskwalifikacja. Karna dyskwalifikacja. Nic nie mógł zrobić, nie znalazł obrońcy. Wtedy i do teraz, bo tenisowy świat, który znalazł się w szoku, nie wykazał zrozumienia dla zachowania jednej z największych swych gwiazd.

Serb pospiesznie spakował swoje rzeczy, udał się do szatni i wbrew nakazowi szybko opuścił obiekt i udał się do domu. Powinien spotkać się z dziennikarzami, wytłumaczyć, przeprosić, bo wcale nie byłoby wyrazem skruchy, tylko jego obowiązkiem, wynikającym z takich, a nie innych przepisów. On jednak postanowił uciec.

Zreflektował się później. „To całe wydarzenie pozostawia we mnie wielki smutek i pustkę. Ze swojego zachowania i dalszych konsekwencji, jakie mnie spotkały, wyciągnę lekcję na przyszłość. Mam nadzieję, że stanę się lepszym tenisistą i człowiekiem. Przepraszam organizatorów turnieju oraz wszystkich, którzy czują się dotknięci moim zachowaniem” – napisał w oświadczeniu.

Nikogo jednak nie poruszył, bo poruszyć nie mógł. Nikt nie miał bowiem wątpliwości, że kara była słuszna. Że wynikała z takich, a nie innych punktów regulaminu. Że Serb może winić tylko siebie. Za chwilę szaleństwa straci straci punkty rankingowe i premię za udział w US Open. Może otrzymać jeszcze karę finansową za niesportowe zachowanie, a w tenisowym świecie mówi się, iż na tym sprawa niekoniecznie się zakończy.

Dyskwalifikacja Djokovicia oznacza, że tegoroczne zmagania w Nowym Jorku wygra tenisista, który jeszcze nigdy w karierze nie triumfował w Wielkim Szlemie.

 

 

Piotr Skrobisz