Warszawą trzeba zarządzać
Środa, 2 września 2020 (21:07)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Warszawska Prokuratura Regionalna po doniesieniu resortu gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej rozpoczyna śledztwo w sprawie awarii oczyszczalni „Czajka”. Są podstawy do działań prokuratorskich?
– W moim mniemaniu jeśli organ władzy publicznej, w tym przypadku Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej informuje organy ścigania – prokuraturę o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa, to ma ku temu stosowne argumenty. Polski Kodeks Postępowania Karnego mówi jasno, że osoba, która w sposób świadomy informuje organy ścigania o przestępstwie, do którego nie doszło, bądź jeśli nie ma ku temu jakichkolwiek przesłanek, to taka osoba sama popełnia przestępstwo.
A zatem przesłanki musiały być na tyle istotne, aby takie zawiadomienie złożyć. Patrząc na to zupełnie z boku, jeśli analogiczna sytuacja miała miejsce rok wcześniej, i jeśli Miasto Stołeczne Warszawa – spółki, których jest właścicielem, odpowiedzialne za gospodarkę odpadami czy też zajmujące się oczyszczaniem ścieków, nie wykonują w sposób właściwy swoich zadań, w efekcie czego ponownie dochodzi do gigantycznego zanieczyszczenia środowiska poprzez wylewanie ścieków do Wisły, to podejrzenie popełnienia przestępstwa wydaje się być uzasadnione. Jest to tym bardziej zasadne, że Kodeks Postępowania Karnego chroni również środowisko, jest tam nawet cały rozdział, który mówi o przestępstwach wymierzonych w środowisko naturalne.
Co ciekawe, także stołeczne MPWiK złożyło zawiadomienie w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga o zbadanie, czy awaria oczyszczalni ścieków nie była wynikiem sabotażu lub działania o charakterze terrorystycznym…
– Nie chcę komentować pobudek, jakie skłoniły stołeczny ratusz i podległe mu organy do podjęcia takich działań. Natomiast uważam, że jeśli organ władzy publicznej decyduje się na poinformowanie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, to musi mieć ku temu jakieś przesłanki. Jestem bardzo ciekaw, jakie to przesłanki…? Może będzie nam dane dowiedzieć się coś więcej na ten temat…
Z tego, co słyszymy, to już w kwietniu pojawiły się ostrzeżenia władz rządowych o możliwości awarii „Czajki”. Jednak władze Warszawy to zlekceważyły…
– Tu kluczowa jest rola prezesa Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, Przemysława Dacy, który w minionych miesiącach informował, co zresztą przedstawił w mediach, o potrzebie przeprowadzenia koniecznych prac, aby sytuacja w Warszawie – z sierpnia 2019 roku – się nie powtórzyła. Widać jednak, że słowa prezesa Wód Polskich zostały zlekceważone przez przedstawicieli stołecznego ratusza i prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Nic zatem dziwnego, że do takiej sytuacji doszło ponownie.
Wojsko kolejny raz wybuduje most pontonowy, który będzie podtrzymywać awaryjny rurociąg odprowadzający ścieki do „Czajki”. Tyle, że tymczasowy rurociąg może funkcjonować do połowy listopada…
– Na to pytanie powinien odpowiedzieć zarząd spółki Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie, który się tym zajmuje oraz oczywiście organ właścicielski tejże spółki, czyli Miasto Stołeczne Warszawa, którego jedynym organem zarządzającym jest prezydent Warszawy. I to jest właściwy adresat. Teraz jest pytanie, co dalej…? Tyle, że takie samo pytanie zadawaliśmy sobie już w ubiegłym roku, po pierwszej katastrofie ekologicznej, kiedy również interweniowało państwo, rząd, a Wojsko Polskie wybudowało most pontonowy przez Wisłę i prowizoryczny, tymczasowy rurociąg.
Jak widać nie tylko mamy awarię oczyszczalni ścieków, nie tylko są problemy z komunikacją miejską, ale dzisiaj mieliśmy też awarię w warszawskim metrze. Czy to tylko pech?
– Nie, to nie jest pech. To jest pokłosie słów prezydenta Rafała Trzaskowskiego, który w trakcie kampanii prezydenckiej przed wyborami na najwyższy urząd w państwie, kiedy Warszawę zalewała woda po burzy – mówił, że miastem można zarządzać z samochodu, zdalnie, że jego obecność na miejscu nie jest konieczna. To jest wynik lekceważenia, dyletanctwa, braku umiejętności zarządzania – słowem braku kwalifikacji Rafała Trzaskowskiego do zarządzania tak poważnym organizmem, jakim jest Miasto Stołeczne Warszawa.
Przypomnę tylko, że mówimy o aglomeracji, w którym mieszka realnie ponad dwa miliony ludzi, co więcej, mówimy o największym mieście w Polsce, które jest stolicą państwa. To w Warszawie mieszczą się wszystkie organy władzy centralnej. Jest to zatem miasto, które wymaga odpowiedniego nadzoru, konkretnych działań – także działań natury personalnej.
Trzaskowskiemu brak tych umiejętności? Czy jest to wynik lenistwa, o czym się coraz częściej mówi?
– Jedno i drugie. Rafał Trzaskowski przyjął niejako z dobrodziejstwem inwentarza Warszawę, po kilku kadencjach rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz i na dobrą sprawę nie dokonał żadnych zmian. To pokazuje, że kwestie personalne, czy kwestie realnego zarządzania miastem zwyczajnie go nie interesują. Najlepszym przykładem była jego kampania przed niedawnymi wyborami prezydenckimi w Polsce, na czym się skupił pozostawiając zupełnie w tyle Warszawę, której jest przecież włodarzem. Jak widać, nie jest zainteresowany tym, aby w sposób realny, faktyczny zarządzać miastem, natomiast skupia się na polityce ogólnopolskiej.
Ponadto jest różnica między realnym kształtowaniem polityki samorządu dajmy na to małej gminy, czy tak dużego organizmu, jakim jest Miasto Stołeczne Warszawa, gdzie trzeba podejmować trudne, ważne decyzje, aby chronić poszczególne instytucje miejskie przed nieprawidłowościami. Jak widać, Rafał Trzaskowski nie tylko, że nie podejmuje tych zadań, co nawet nie wyciąga wniosków z już zaistniałych zdarzeń. Po pierwszej katastrofie „Czajki”, po pierwszej awarii kolektora powinny zostać podjęte konkretne działania – swoiste zarządzanie ryzykiem i poszczególnymi instytucjami, ale tego nie było i nie ma. Dzisiaj mieliśmy awarię w warszawskim metrze, kilka tygodni temu mieliśmy sytuację jednego z przewoźników, który na zlecenie miasta wykonuje usługi związane z transportem zbiorowym, gdzie okazało się, że dwóch kierowców było pod wpływem środków odurzających, a jeden spowodował poważny wypadek drogowy.
Te sytuacje pokazują, że miasto to nie mechanizm zegarka, który wystarczy raz na jakiś czas nakręcić i wszystko będzie działać. Tu trzeba realnie, cały czas podejmować konkretne decyzje, trzeba po prostu zarządzać, a nie panować nad miastem. Rafałowi Trzaskowskiemu widocznie pomyliły się te dwa pojęcia: rządzenie i panowanie. On chce panować, a nie rządzić.
To panowanie też może nie wypalić. Okazuje się, że inauguracja ruchu społecznego pod przewodnictwem Trzaskowskiego, planowana na sobotę się nie odbędzie…
– Znamienne jest, że do Gdańska, gdzie w sobotę 5 września miała się odbyć inauguracja Ruchu Obywatelskiego, właśnie w tym dniu ma dotrzeć fala kulminacyjna warszawskich ścieków. Można rzec, że Rafał Trzaskowski nie ma szczęścia do wielkiej polityki i nawet politycy Platformy przebąkują, że z tej jego inicjatywy są nici. Po pierwsze, trzeba było pójść za ciosem i taki ruch stworzyć bezpośrednio po wyborach prezydenckich. Teraz – zważając na okoliczności – ta inicjatywa nie spotka się z aplauzem, z zainteresowaniem społecznym.
Czy zatem sprawa ścieków może się okazać przysłowiowym gwoździem do politycznej trumny Trzaskowskiego?
– Nie wydaje mi się, żeby to był już koniec. Uważam, że, niestety, czeka nas jeszcze seria innych zdarzeń w Warszawie, jeśli Rafał Trzaskowski nie zacznie realnie zarządzać tym miastem. I tutaj rzeczywiście są obawy, bo awaria kolektora, to nie jest incydent, ale w Warszawie mamy do czynienia z serią zdarzeń, które są bardzo niepokojące.
Na jakich przesłankach miał być zbudowany ten ruch, przecież 10 milionów głosów, jakie otrzymał Trzaskowski, nie były głosami poparcia dla niego, ale przeciwko Andrzejowi Dudzie?
– Dokładnie tak, w pełni się z panem zgadzam. Realne poparcie dla Rafała Trzaskowskiego, to było poparcie dla Platformy z pierwszej tury wyborów prezydenckich. Natomiast dodatkowe – prawie 20 procent, jakie Trzaskowski zdobył w drugiej turze, to głosy innych kandydatów, którzy po pierwszej turze odpadli z wyścigu wyborczego, a głosy przeciwko Prawu i Sprawiedliwości niejako przerzucone zostały na kandydata Koalicji Obywatelskiej. Zatem mieliśmy do czynienia z kolejną ewolucją czegoś w rodzaju KOD-u, Obywateli RP, a więc amorficznego ruchu społecznego skupiającego najbardziej ekstremistycznie nastawionych do władzy zwolenników Platformy. Tyle, że takie działania – jak pokazuje życie – mają krótki żywot.