• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Uspołecznić sądy

Niedziela, 23 sierpnia 2020 (10:25)

Z mec. Lechem Obarą, prezesem Stowarzyszenia Patria Nostra rozmawia Zenon Baranowski

Podkreśla się konieczność dalszej reformy wymiaru sprawiedliwości. Pan jako praktyk ma w tym względzie szereg konkretnych propozycji. Jedną z nich jest uspołecznienie sądów poprzez zwiększenie roli ławników.

– Potrzebne jest uspołecznienie wymiaru sprawiedliwości. Można to przeprowadzić poprzez zwiększenie udziału i roli ławników. Jest to realizacja konstytucyjnego prawa do udziału obywateli w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości. Na świecie dominują tendencje, żeby właśnie oddawać wymiar sprawiedliwości nie tylko w ręce zawodowych sędziów, ale również obywateli, którzy mogą się podzielić z nimi zadaniami.

W Stanach Zjednoczonych bycie ławnikiem jest obowiązkiem prawnym. Za uchylanie się grozi kara pozbawienia wolności. W Polsce wyeliminowaliśmy ławników z 90 proc. postępowań.

Ławnicy mogą być remedium na bolączki wymiaru sprawiedliwości?

– Mówi się, że mamy problem sprawiedliwości w sądach. Brak jest zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Ławnicy wnieśliby do sądów poczucie sprawiedliwości, system wartości obowiązujący w społeczeństwie. Stanowiliby klasyczną, konstytucyjną kontrolę społeczeństwa nad wymiarem sprawiedliwości.

Dotychczas ławnicy raczej nie za dobrze się kojarzyli…

– Dlatego powinni to być ławnicy sensu stricto, odpowiednio przygotowani do swojej roli. Zrzeszeni w izbach ławniczych, ze stałą obsługą prawną. Dokształcający się i lepiej opłacani. Przechodzący szkolenia m.in. z tzw. klauzul generalnych, jak zasada sprawiedliwości społecznej. Także sztuki pisania ,,zdań odrębnych„, którymi mogą przegłosować zawodowych sędziów. Sędzia składa przysięgę, że wyrok ma być zgodny nie tylko z prawem, ale i z sumieniem. Sumienie to wartości, które są realizowane poprzez te klauzule. Ławnicy mogliby wnosić do sądownictwa tego ducha sprawiedliwości.

Wskazuje Pan, że reformy czasami wymagają poprawek. Chodzi o wycofanie zmian dotyczących tzw. zawezwania do próby ugodowej, które poszły w niekorzystnym dla obywateli kierunku. Co to w ogóle jest za rozwiązanie?

– Jedna to rzecz, która boli, to, co zostało zrobione z tzw. zawezwaniem do próby ugodowej. Jest to instytucja, która pozwala przerwać bieg przedawnienia roszczeń. Instytucja ta, stanowiąca swoistą broń zwykłych obywateli przeciwko np. dużym firmom, funkcjonowała dobrze przez lata i setki tysięcy ludzi poprzez takie zawezwanie nie traciło swoich roszczeń. Ktoś, kogo np. nie było stać na prawnika w danej chwili, mógł przerwać bieg przedawnienia, a są to krótkie terminy: dwu-, trzyletnie. Sądy nie były obciążane takimi sprawami, ponieważ były to niezmiernie krótkie posiedzenia. Jeżeli ktoś chciał ugody, to ją zawierał. A jak nie, to taki wniosek przerywał bieg przedawnienia.

Jak ograniczono dostęp do tej możliwości?

– Wprowadzono warunek wniesienia 1 proc. wartości sporu – przy dużych roszczeniach to jest nie do udźwignięcia. Poza tym jeżeli nie dojdzie do ugody, ten 1 proc. przepada. Nie zostaje zaliczony na poczet wpisu późniejszego pozwu, który wynosi 5 proc.

I nagle tysiące ludzi pozbawiono tej drogi. Kogo nie stać, to w takich przypadkach musi nastąpić przedawnienie. Prawo do sądu zostało tutaj ogromnie ograniczone. W Holandii, we Włoszech wystarczy bardzo sformalizowane zawezwanie do drugiej strony, żeby przerywało bieg przedawnienia.

Inna związana z tym kwestia to zmiana wykładni sądów w oparciu o wyrok Sądu Najwyższego, dotyczący skrajnego przypadku nadużycia zawezwania. I teraz pojawiają się wyroki, że tylko pierwsze zawezwanie przerywa bieg przedawnienia, a kolejne już nie. To jest poważna kwestia, ponieważ dotyczy pewności prawa. Takie wyroki ją naruszają i pozbawiają setki tysięcy ludzi ich praw.

Rozumiem, że motywacją zmian było odciążenie sądów, ale wskazał Pan, że sprawy te nie stanowiły bagażu dla sądów…

– Takie sprawy to była kwestia pięciominutowego spotkania. Jeżeli mówimy, że w sądach powinno być jak najmniej spraw, to można wprowadzić mediacje, czy też wyprowadzić tę kategorię spraw poza sądy, np. do notariuszy, jak to zrealizowano we Włoszech.

Inny postulat to naprawienie skargi nadzwyczajnej. Liczba wniosków pokrzywdzonych sięga blisko 15 tys., ale do Sądu Najwyższego trafiło około stu.

– Z rosnącym niepokojem obserwujemy proces stopniowego ”wygaszania„ instytucji skargi nadzwyczajnej. Istnieje rażąca dysproporcja pomiędzy społecznym zainteresowaniem skargą nadzwyczajną a efektem w postaci skarg wniesionych do Sądu Najwyższego. Nie przekonują nas wyjaśnienia, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest bezzasadność zdecydowanej części wniosków.

Niezależnie od tego, jakie są powody obstrukcji, system skargi nie działa należycie, a obywatele już raz pokrzywdzeni przez wymiar sprawiedliwości zostali pokrzywdzeni ponownie, tym razem pustymi obietnicami o naprawie sądowych błędów i zaniechań.

Pomysły na rozwiązanie problemu są różne.

– Postuluje się rozpatrywanie skarg w takiej formule, jaka dotyczy kasacji rozpatrywanej bezpośrednio przez Sąd Najwyższy. To proponował w mediach również prof. Leszek Bosek zasiadający w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Za wart debaty uważamy również pomysł wprowadzenia równolegle przymusu adwokacko-radcowskiego. Na pewno potrzebne jest wprowadzenie możliwości skorzystania z profesjonalnej pomocy prawnej przez osoby wnoszące skargi. Warto w tym celu wykorzystać system nieodpłatnej pomocy prawnej i utworzyć w każdym województwie jeden specjalistyczny punkt do przygotowywania skarg. Właściwe byłoby też wprowadzenie obowiązku sporządzenia wyczerpującej opinii o bezzasadności wnoszenia skargi nadzwyczajnej, tak aby obywatel mógł otrzymać poważną i umotywowaną odpowiedź na swój wniosek.

Czasu nie ma za wiele…

– Wprowadzone rozwiązania powinny umożliwić analizę złożonych wniosków o skargę nadzwyczajną. Dla osób pokrzywdzonych ma to kapitalne znaczenie – ”stare sprawy„ (np. z lat 90.) są ograniczone 3-letnim terminem do wniesienia skargi, który upłynie 3 kwietnia 2021 r. O popularności skargi i nadziejach z nią związanych najlepiej świadczą tysiące wniosków. Powodem ich złożenia są ludzkie dramaty, za którymi stały błędne decyzje sądów.

Dziękuję za rozmowę.

Zenon Baranowski