Białorusini walczą o swoją przyszłość
Sobota, 22 sierpnia 2020 (19:42)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak ocenia Pan konkluzje szczytu Rady Europejskiej w sprawie Białorusi?
Cały ten szczyt Rady Europejskiej, a zwłaszcza jego ustalenia są wielce rozczarowujące. Szczególnie rażące jest stanowisko Niemiec i Francji, które stwierdziły, że kluczowa w sprawie Białorusi jest nie tyle podmiotowa rola Unii Europejskiej – jako całości, czy poszczególnych jej członków, którzy graniczą – tak jak Polska i Litwa – z Białorusią, ile stanowisko Federacji Rosyjskiej. Wygląda na to, że Niemcy i Francja są „adwokatami diabła”, czyli Moskwy w Unii Europejskiej.
Co sądzi Pan o zapowiedziach sankcji?
Owszem, szef Rady Europejskiej Charles Michel zapowiedział, że Unia wkrótce wprowadzi sankcje wobec osób odpowiedzialnych za przemoc, represje i fałszerstwa wyborcze, a więc wobec tych, którzy w ramach reżimu Łukaszenki dopuścili się nadużyć. Warto też pamiętać, że tortury stosowano nie tylko wobec społeczeństwa białoruskiego, ale też wobec polskich dziennikarzy czy korespondentów, którzy byli biernymi obserwatorami tych protestów, a mimo to byli atakowani, bezpodstawnie zatrzymywani i torturowani na terenie Białorusi.
Cała ta sytuacja jest swoistym papierkiem lakmusowym standardów praworządności i demokracji w ramach Unii Europejskiej. Jeśli Polska wprowadza rozwiązania prawne znane w krajach zachodniej Europy, to jesteśmy atakowani i oskarżani o to, że odchodzimy od standardów praworządności. Natomiast kiedy na ulicach białoruskich miast, miasteczek i wiosek leje się krew bezbronnych, niewinnych ludzi, którzy wychodzą i manifestują to, że chcą być traktowani jako suwerenny naród w sercu Europy, to Unia Europejska pozostawia tę kwestię Putinowi i Rosji – państwu o charakterze autorytarnym, rządzonemu przez służby specjalne od ponad dwóch dekad, a tak naprawdę od stu lat.
Jak w tej sytuacji może zachować się Rosja? Rosja, która nie wyobraża sobie, żeby Białoruś wydostała się spod jej strefy wpływów, ponieważ w sensie geopolitycznym ma dla niej strategiczne znaczenie…?
To prawda, że Rosja chce zatrzymać Białoruś w strefie swoich wpływów. Niezależnie od tego Moskwa musi mieć świadomość, że cały ten skansen Łukaszenki dłużej w tej formie już nie przetrwa. Wydarzenia, które miały miejsce w związku z wyborami prezydenckimi na Białorusi i z ordynarnym oszukaniem społeczeństwa białoruskiego oraz opinii publicznej na świecie, były przekroczeniem pewnej granicy. Kości – rzec można – zostały rzucone, Rubikon został przekroczony i Łukaszenka już nie będzie miał spokoju.
W tej sytuacji uważam, że jedynym wyjściem jest wariant kompromisowy – przeprowadzenie nowych wyborów przy zachowaniu – przynajmniej minimalnych – standardów demokratycznych, wybranie nowego prezydenta Białorusi i stopniowy marsz w stronę Zachodu. Jest to oczywiście długi proces i Federacja Rosyjska będzie robiła wszystko, aby ten proces maksymalnie wydłużyć i utrudnić. Nawet patrząc na mapę z Witebska czy ze wschodnich rubieży Białorusi, na przedpola Moskwy jest naprawdę niedaleko. Jest tzw. Brama Smoleńska, która otwiera drogę dla każdego najeźdźcy na Rosję, i w rosyjskim interesie obronnym jest, aby Białoruś była w strefie wpływów Moskwy.
Jakie wyjście ma dzisiaj Łukaszenka, który – jak Pan zauważył – nie może już liczyć na przychylność Zachodu, a z drugiej strony Putin też ma go już dość?
Putin ma swoje problemy, przed nim wybory prezydenckie w 2024 roku, które planuje wygrać, teraz mieliśmy zamach na lidera opozycji Aleksieja Nawalnego i choć nie wiemy, kto za tym stoi, ale można się domyślać, że FSB użyło jakiegoś specyfiku ze swoich arsenałów, aby otruć jednego z liderów, który zagraża Putinowi w wyborach. Zatem Putin ma swoje problemy wewnętrzne. Z drugiej jednak strony Łukaszenka jest niejako skazany na Putina, bo tak naprawdę na świecie nie ma drugiego przywódcy o takim potencjale, który byłby w stanie wspomóc Białoruś, która graniczy z Litwą, Łotwą, Polską, Ukrainą i oczywiście z Rosją. Nie ma więcej sąsiadów, nie ma też dostępu do morza, więc siłą rzeczy Łukaszenka zawsze stawia na Putina, choć trzeba przyznać, że nie jest to łatwe partnerstwo, bo białoruski dyktator nie jest łatwym partnerem. Jednak działania, jakie podjął, były daleko dalej idące niż w czasach ZSRS.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
Mam na myśli rusyfikację Białorusinów, bo de facto język białoruski dzisiaj nie istnieje. Jest też umowa bilateralna dotycząca tzw. ZBiR-u, czyli Związku Białorusi i Rosji, jest też bliska współpraca wojskowa, ekonomiczna, a do tego otwarta jest granica między Federacją Rosyjską a Białorusią. Ponadto między tymi krajami są bardzo bliskie związki gospodarcze, bo największym partnerem Białorusi jest właśnie Rosja. Tak więc gospodarka białoruska jest oparta na surowcach, które płyną z Rosji, i to poniżej kosztów produkcji, a zatem to uzależnienie Mińska od Moskwy jest oczywiste, celowe, świadome i przemyślane, dlatego nie ma przesady w stwierdzeniu, że Putin jest w tej chwili panem i władcą Aleksandra Łukaszenki i sytuacji na Białorusi. Co ciekawe, wszystko to odbywa się przy bierności Europy Zachodniej i braku jednoznacznego stanowiska Stanów Zjednoczonych, od których oczekiwałbym konkretnych reakcji czy działań.
Jak powinna się zachować białoruska opozycja, która też nie jest zorganizowana? Swiatłana Cichanouska wprawdzie apeluje do swoich rodaków o kontynuowanie protestów, ale sama jest za granicą.
Przede wszystkim białoruska opozycja powinna się zorganizować. Protesty na Białorusi mają na razie charakter bardziej społeczny niż polityczny. To znaczy na ulice wychodzą zwykli ludzie – robotnicy, mieszkańcy miast, emeryci, inteligencja, uczniowie, a zatem mamy przekrój wszystkich grup społecznych. Mamy zatem do czynienia z ruchem społecznym w jakimś sensie podobnym do Ruchu Społecznego „Solidarność”, który powstał 40 lat temu w Polsce. Dlatego warto, aby cały ten zryw narodu białoruskiego w jakiś sposób ustrukturyzować, stworzyć pewną hierarchię, wybrać przywódcę, delegatów z poszczególnych regionów, tak aby stworzyć reprezentację, z którą może rozmawiać białoruska władza, ale także przedstawiciele organizacji międzynarodowych, przedstawiciele innych państw.
Problemem – zresztą jednym z wielu na Białorusi – jest to, że nie bardzo jest z kim rozmawiać. Po wyborach Swiatłana Cichanouska jest osobą, z którą w tej chwili wiele osób spoza Białorusi rozmawia, ale ona sama mówi o sobie, że znalazła się w tym miejscu raczej z przypadku. Jej sukces wyborczy polegał na tym, że użyła hasła, w którym zapowiedziała, że w przypadku wygranej w wyborach prezydenckich w ciągu pół roku zorganizuje w pełni wolne i demokratyczne wybory. Tym samym ujęła obywateli Białorusi, którzy właśnie tego się domagają: domagają się wolności, demokracji, otwarcia na świat, a więc domagają się tych standardów, jakie mają obywatele państw zachodnich.
Tylko czy to się uda? Czy to możliwe?
To pokaże czas. Myślę, że to jest kwestia dojrzałości narodu białoruskiego, któremu osobiście bardzo kibicuję, ale nie jestem pod tym względem optymistą.
Być może jest to też jakaś odpowiedź – usprawiedliwienie wobec bezczynności i braku zdecydowanych działań Unii Europejskiej czy Waszyngtonu, które widząc na Białorusi nie faktycznych liderów opozycji czy partnerów do rozmów, ale jedynie emocjami podgrzany tłum protestujących, zachowują powściągliwość?
Owszem, jest to jeden z ważniejszych elementów, ale myślę, że nie najważniejszy. Uważam, że to, iż świat Zachodu nabrał wody w usta i wykonuje w dużej mierze pozorowane działania wobec Białorusi, wynika przede wszystkim z tego, że mamy w tej chwili próbę – używając porównania – de facto wyciągnięcia rozgrzanego łomu z pieca hutniczego, którym jest Federacja Rosyjska. Chodzi o to, że jakiekolwiek próby ingerencji w żywotne interesy bezpieczeństwa Moskwy mogą się spotkać z bardzo ostrą reakcją ze strony Putina.
Myślę też, że o wielu sprawach nie wiemy; nie wiemy, jakie sygnały wysyłają dyplomaci rosyjscy do państw na świecie, które próbują w jakikolwiek sposób mocniej naciskać w sprawie Białorusi. Oczywiście istotnym elementem jest to, że trudno jest rozmawiać z kimś, kogo de facto nie ma. W Ruchu Społecznym „Solidarność” było od początku wiadomo, kto ten ruch reprezentuje. Szybko została wybrana Rada Krajowa, w poszczególnych zakładach pracy zostali wybrani delegaci, wybrano też pierwszego przewodniczącego NSZZ „Solidarność” i – można powiedzieć – wszystko to odbyło się w sposób ucywilizowany, poukładany, rzec można: spójny i przejrzysty.
Na Białorusi tego dzisiaj brakuje, ale ten impuls musi przyjść. Cieszy natomiast fakt, że przedstawiciele świata nauki Białorusi, przedstawiciele ośrodków akademickich, zabrali głos, bo jest to właśnie zadanie dla białoruskich elit. Jednak bez usystematyzowania i sprowadzenia tych protestów w warstwy strukturalne nie da się osiągnąć celu, jakim jest odzyskanie wolności, suwerenności, której tak bardzo pragną Białorusini. Owszem, rozumiem obawy, jakie mogą towarzyszyć w takiej sytuacji, obawy przed agenturą reżimu Łukaszenki, przed represjami, jakie mogą paść na osoby, które się wprost zadeklarują jako przeciwnicy Łukaszenki, ale – w mojej ocenie – pewna granica została na Białorusi już przekroczona. Do tego widać odwagę i determinację na ulicach miast i miasteczek ze strony bratniego narodu białoruskiego.
Jaką rolę w tym procesie demokratyzacji Białorusi może odegrać młodzież?
Młodzież jest katalizatorem – powiedziałbym – każdej rewolucji, która wybucha, młodzież jest pełna zapału, idei, jest przy tym bardzo ambitna. I białoruska młodzież jest dzisiaj widoczna podczas tych wszystkich wydarzeń, które mają miejsce na ulicach Mińska, Grodna, Witebska czy innych białoruskich miast. Młodzież – i słusznie – domaga się tego, aby żyć w kraju podobnym do państw sąsiadujących z Białorusią, młodzież chce się uczyć, rozwijać, poszerzać swoje horyzonty, jeździć po świecie, poznawać świat i ludzi, co w tej chwili niestety jest bardzo ograniczone. Dlatego młodzi Białorusini walczą o swoją przyszłość, walczą o swoje marzenia. Możemy się zatem spodziewać, że w tej – mam nadzieję pokojowej – rewolucji na Białorusi młodzież odegra olbrzymią rolę.