Hipokryzja totalnej opozycji
Środa, 19 sierpnia 2020 (19:08)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Senat głosami opozycji ostatecznie odrzucił ustawę zakładającą podwyżki wynagrodzeń dla parlamentarzystów i wysokich urzędników państwa. Komu szczególnie zależało na poprawie sytuacji finansowej m.in. posłów i senatorów?
– Przede wszystkim chodziło o uregulowanie uposażeń najważniejszych osób w państwie. Oprócz tego posłów i senatorów, ale również samorządowców: prezydentów, burmistrzów i wójtów. Kwestia ta w istocie od lat czeka na systemową regulację, natomiast sama inicjatywa wyszła z Komisji Regulaminowej Spraw Poselskich i Immunitetowych, trudno jednak powiedzieć, czy bardziej ze strony PSL-u czy Koalicji Obywatelskiej, które teraz nawzajem przerzucają się odpowiedzialnością – niczym gorącym kartoflem – próbując odrzucić od siebie odpowiedzialność za tę inicjatywę. Jedno jest pewne, że wszystkie kluby poselskie wyraziły wolę takich zmian, czemu dały wyraz w trakcie głosowania w Sejmie.
Inaczej zachował się Senat, a marszałek Tomasz Grodzki wycofanie się z tej ustawy nazwał dużą odpowiedzialnością senatorów opozycji…
– Zmiana stanowiska w Senacie pokazuje hipokryzję środowisk opozycyjnych, ponieważ nie można w sposób wiarygodny w ciągu zaledwie paru dni diametralnie zmienić zdania. Nasze stanowisko – myślę tu o Klubie Parlamentarnym Prawo i Sprawiedliwość – od początku było takie, że skoro kwestia ta wymaga regulacji, jeśli jest zgoda ponad politycznymi podziałami, to warto te sprawy uporządkować. Faktem jest też, że nie ma dobrego momentu, aby tego rodzaju regulacje wprowadzać.
W tym wypadku inicjatywa wyszła ze strony środowisk opozycyjnych, natomiast my zgodziliśmy się z tą propozycją – uznając, że istnieje potrzeba regulacji uposażenia Prezydenta RP, pierwszej damy, ministrów oraz oczywiście posłów i senatorów. Natomiast tak jak powiedział to przewodniczący klubu PiS Ryszard Terlecki, skoro opozycja się wycofuje ze swoich wcześniejszych deklaracji i pomysłów, to nie ma sprawy. Tym samym projekt nowelizacji ustawy w zakresie wynagradzania osób sprawujących funkcje publiczne upada.
Stała się rzecz chyba kuriozalna, mianowicie opozycji totalnej udało się obalić własny projekt, co więcej, w swojej narracji do społeczeństwa przekonują, że zależy im przede wszystkim na dobru obywateli…
– Opozycja – a szczególnie Koalicja Obywatelska – goni w piętkę. Jak bowiem wytłumaczyć to, że jednego dnia jej przewodniczący Borys Budka jest za regulacją uposażeń osób sprawujących funkcje publiczne, a drugiego dnia przeprasza wyborców za to, że na taką ustawę w Sejmie jego klub się zdecydował. Ale to jest problem wizerunkowy Platformy. Jako PiS podchodziliśmy do tej sprawy w sposób racjonalny i większość naszych posłów na żadne podwyżki nie liczyła. Natomiast ważne jest, żeby podkreślić, że istotnie kwestia pewnego mechanizmu naliczania wynagrodzeń dla najważniejszych osób w państwie cały czas jest otwarta. Trzeba powiedzieć, że dzisiaj mamy olbrzymią dysproporcję pomiędzy chociażby wynagrodzeniami sędziów Sądu Najwyższego a uposażeniami członków rządu, co pokazuje, że w pewnym momencie trzeba będzie wrócić do sprawy i uregulować ją kompleksowo. Jednak kiedy to się stanie, trudno w tej chwili powiedzieć.
Czy i jaką rolę w zmianie narracji Platformy, czy w ogóle Koalicji Obywatelskiej, odegrał Donald Tuski i jego wpis na Twitterze: „Opozycja, która złej władzy podwyższa wynagrodzenie, i to w czasie kryzysu, nie ma racji bytu. Po prostu. Ogarnijcie się, proszę”. Dodajmy, że napisał to polityk, który jako szef Rady Europejskiej zarabiał niemałe pieniądze.
– Dlatego myślę, że tacy politycy jak Donald Tusk czy chociażby europoseł Andrzej Halicki są ostatnimi osobami, które powinny się wypowiadać na ten temat. To, co mówią, śmiało można określić jako Himalaje hipokryzji. Krytykę wyrażają ci politycy, którzy otrzymują ogromne profity związane z piastowanymi funkcjami w instytucjach Unii Europejskiej, a próbują pouczać, jakie wynagrodzenia są właściwe, jeśli chodzi o polityków na arenie wewnętrznej, polskiej.
Czy jednak te pouczenia miały jakieś znaczenie, jeśli chodzi o zmianę stanowiska Koalicji Obywatelskiej?
– Wygląda na to, że miały. Jednak sądzę, że większy wpływ w tym wypadku wywarła presja ze strony mediów. Koalicja Obywatelska z pewnością nie chce tracić w oczach zaprzyjaźnionych tabloidów czy mediów takich jak TVN czy „Gazeta Wyborcza”. Nic zatem dziwnego, że kiedy z tamtej strony pojawiły się głosy krytyczne, to chyłkiem się wycofali z proponowanych przez siebie rozwiązań.
Czy chwiejna postawa Borysa Budki może pociągnąć za sobą jakieś konsekwencje, czy możemy się spodziewać zmiany na stanowisku szefa Platformy?
– Dyskusja o przywództwie w Platformie czy szerzej, w Koalicji Obywatelskiej, toczy się już od jakiegoś czasu, a przybrała na sile po przegranych wyborach prezydenckich. To dało też pretekst do tego, żeby oceniać odpowiedzialność obecnego przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej Borysa Budki. Natomiast sytuacja z podwyżkami dla najważniejszych osób w państwie rzeczywiście w znaczący sposób osłabia pozycję Budki.
Chodzi o to, że przywódca – Borys Budka, który z jednej strony proponuje czy godzi się na określone rozwiązania i doprowadza do tego, że Klub Koalicji Obywatelskiej w zdecydowanej większości popiera taką ustawę, a następnie – pod naciskiem mediów czy też niepełniącego już żadnych funkcji w partii Donalda Tuska – wycofuje się z tych projektów, pokazuje swoją słabość, i tę słabość politycy wewnątrz Koalicji Obywatelskiej z całą pewnością będą starali się wykorzystać. Można się zatem spodziewać, że w jakimś – niekoniecznie odległym – czasie wewnątrz Koalicji Obywatelskiej będą się działy ciekawe rzeczy.
Platforma – jak słyszymy – ma teraz walczyć o odbudowanie zaufania Polaków nadwątlonego kwestią podwyżek. Mission impossible?
– Nie sądzę, żeby to się udało. Uważam, że wyborcy – sympatycy Platformy, którzy myślą racjonalnie, zdają sobie dokładnie sprawę z tego, że również w tej grupie zawodowej, jaką są politycy, osoby pełniące najważniejsze funkcje w administracji państwowej, samorządowej, również posłowie czy senatorowie, też niezbędne są regulacje, że potrzebne są kompleksowe rozwiązania.
I taka zmienna postawa polityków Koalicji Obywatelskiej, podszyta hipokryzją, może być dodatkowym elementem wpływającym na utratę zaufania do tej formacji. Jeśli chodzi o elektorat Koalicji Obywatelskiej, to zaufanie zostało nadwyrężone już kilkakrotnie, i to na przestrzeni minionego roku. Po pierwsze, wystawienie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydata na urząd Prezydenta RP, a później wycofanie tej kandydatury i postawienie na Rafała Trzaskowskiego. Prezydent Warszawy po przegranych wyborach proponuje powołanie Ruchu Obywatelskiego, i to obok partii. To wszystko nie działa na korzyść tej formacji. Nie stwarza to też stabilnych podstaw do popierania tej partii. Dlatego uważam, że elektorat, który dotychczas popierał Platformę, jest dzisiaj w dużej mierze zdezorientowany takimi niespójnymi działaniami, które w tej chwili podejmują politycy Koalicji Obywatelskiej.