• Niedziela, 27 września 2020

    imieniny: Wincentego, Amadeusza

Legii gra o marzenia

Poniedziałek, 17 sierpnia 2020 (18:28)

Meczem z Linfield FC z Irlandii Północnej piłkarze Legii Warszawa rozpoczną jutro walkę o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Walkę, w której przynajmniej na początku będą zdecydowanymi faworytami.

Cztery rundy i pięć meczów – tak może wyglądać droga podopiecznych Aleksandara Vukovicia do futbolowego „raju”. W pierwszych trzech rundach rywalizacja nie będzie bowiem toczona tradycyjnym formatem mecz i rewanż. To konsekwencja pandemii, tego, że ligowe rozgrywki w wielu krajach zakończyły się sporo później niż zwykle, a nowego sezonu przedłużyć się nie da z racji mistrzostw Europy, przeniesionych na czerwiec i lipiec 2021 roku. Na dzień dobry warszawianie zmierzą się z Linfield FC, który to awansował do tej fazy z rundy wstępnej. I to bez konieczności wychodzenia na boisko, bo jego rywal, KF Drita Gnjilane z Kosowa, został ukarany walkowerem za zbyt późne wykrycie przypadków koronawirusa w swoich szeregach. Legioniści będą zdecydowanymi faworytami tego starcia i to nie tylko dlatego, że rozegrają je na własnym stadionie, na Łazienkowskiej. Trudniej, ale tylko nieco trudniej, może być w rundzie drugiej, w której to mistrzowie Polski – w przypadku zwycięstwa – natrafią na lepszego z pary Ararat-Armenia z Erywania z Omonią Nikozja. Jeśli na ich drodze staną Cypryjczycy, pojedynek nabierze dodatkowego smaczku z tego tytułu, iż prowadzi ich doskonale znany na Łazienkowskiej Norweg Hening Berg.

Warszawianie solidnie przygotowali się do gry o marzenia. Dawno żaden polski klub – w tym i… Legia – przed kwalifikacjami do Champions League nie dokonała tylu transferów i to mądrych transferów, wzmacniając się w każdej niemal formacji i tam, gdzie było to potrzebne. Kilka dni temu kontrakt z mistrzami Polski podpisał Bartosz Kapustka, a więc człowiek, który zachwycił podczas Euro 2016, a potem na kilka lat zniknął, fatalnie kierując swoją karierą. Teraz, po latach upokorzeń, ma się wreszcie odbudować i potwierdzić, iż opinie o jego wielkim talencie nie były wygłaszane na wyrost.

Kapustka zjawił się na Łazienkowskiej z Leicester City, a kilka tygodni przed nim, także z Wysp, na swój ulubiony stadion wrócił doświadczony bramkarz Artur Boruc. Do Warszawy trafiło również dwóch bardzo solidnych defensorów, Serb Filip Mladenović, który w poprzednim sezonie błyszczał w Lechii Gdańsk oraz Chorwat Josip Juranović, grający dotychczas w Hajduku Split. Legię wzmocnił też portugalski napastnik Rafael Lopes, a więc najlepszy strzelec Cracovii Kraków w minionych rozgrywkach. Jego pozyskanie było niemalże promocją, bo wiązało się z zapłatą skromnego odstępnego wpisanego w kontrakcie piłkarza.

Z tymi ludźmi drużyna jest mocniejsza. Czy na tyle, by awansować do Ligi Mistrzów? Zobaczymy. Do tej pory polskie kluby głównie potykały się na drodze do niej, a do wyliczenia sukcesów wystarczą palce jednej ręki. W sezonach 1995/96 oraz 1996/97 bramy Champions League przekroczyły Legia i Widzew Łódź, po czym nastała długa posucha, przełamana przez warszawian dopiero w kampanii 2016/17.

Przed rokiem ówczesny mistrz, Piast Gliwice, odpadł już w pierwszej rundzie kwalifikacji, przegrywając z BATE Borysów. Dwa lata temu przeszkodą nie do pokonania dla Legii okazał się Spartak Trnawa, a sezon wcześniej warszawian powstrzymała FK Astana. Białorusini, Słowacy, Kazachowie…

Kilka dni temu legioniści pokazali się z bardzo dobrej strony w meczu 1/32 finału Pucharu Polski, pokonując na wyjeździe GKS Bełchatów 6:1. Wcześniej mieli spotkać się z Cracovią w pojedynku o Superpuchar Polski, ale został on odwołany po tym, jak u jednego z masażystów stołecznej ekipy wykryto koronawirusa. Wtedy zrobiło się naprawdę nerwowo, na szczęście testy wykonane u wszystkich piłkarzy oraz członków sztabu szkoleniowego drużyny dały wynik negatywny. Wtedy na Łazienkowskiej dało się odczuć oddech ulgi, teraz czas na okrzyk radości.

Piotr Skrobisz