• Niedziela, 27 września 2020

    imieniny: Wincentego, Amadeusza

W cieniu dramatu

Środa, 5 sierpnia 2020 (20:33)

Dramatyczny, koszmarnie wyglądający finisz oraz potworny wypadek Holendra Fabio Jakobsena pozostawił w cieniu wszystkie inne wydarzenia pierwszego etapu 77. Tour de Pologne.

To miał być wyścig inny niż wszystkie. Pierwszy wieloetapowy zaliczany do cyklu World Tour, rozgrywany po pandemicznej przerwie. Rozpoczynający się w dzień symboliczny, równo rok po najbardziej tragicznym etapie w historii, podczas którego zginął młody Bjoerg Lambrecht. Organizatorzy wyścigu, by uczcić pamięć Belga, uczynili go patronem klasyfikacji młodzieżowej, zastrzegając jednocześnie jego numer startowy, 143. Nikt nie spodziewał się, że środowe ściganie również przebiegnie pod znakiem dramatu, że po jego zakończeniu również będziemy drżeli o zdrowie i życie kolarza.

Dzisiejszy etap, biegnący z Chorzowa do Katowic (i liczący 198 km) miał bardzo ciekawy przebieg. Na trasie nie brakowało ucieczek, efektowny akcji, pogoni, niestety również kraks, w których uczestniczyła spora grupka zawodników. Niezwykle wygłodniałych rywalizacji, bo przecież wieloetapowego ścigania w najważniejszej z kategorii nie było od pięciu miesięcy. Z bardzo dobrej strony pokazywali się Polacy. Maciej Paterski, startujący w barwach reprezentacji Polski, wygrał wszystkie trzy lotne premie, wyprzedzając na nich Kamila Małeckiego (CCC). Potem przyznał, że walka o koszulkę najaktywniejszego jest jego celem na tegoroczne zmagania. Do Katowic przyjechał już cały peleton i stało się jasne, że o losach etapu zadecyduje sprinterski finisz. Niezwykle szybki, jak to zawsze bywa.

Niestety, tym razem walka o zwycięstwo przybrała przebieg najgorszy z możliwych. Koszmarny, tragiczny. Na ostatnich metrach Holender Dylan Groenewegen (Jumbo-Visma) próbował z wszystkich sił zachować prowadzenie i w niesportowy sposób zepchnął na barierki swojego rodaka, Jakobsena (Deceuninck-Quick Step). Miało to miejsce przy ogromnych prędkościach, przekraczających 80 km/h. Jakobsen z impetem wpadł na odgradzające trasę barierki, wyłamał je, zderzając się z jednym z sędziów obsługujących fotokomórkę. Za metą przewrócił się Groenewegen (minął ją jako pierwszy), wpadło na niego kilku innych kolarzy. Wszystko wyglądało dramatycznie, koszmarnie. Po chwili na miejsce przyjechały karetki pogotowia, samochody policyjne i straży pożarnej. Przyleciał też helikopter ratunkowy. Rozpoczęła się walka o życie straszliwie poturbowanego Jakobsena. Holender został przewieziony do szpitala i wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Jego stan lekarze określili mianem poważnego.


Groenewegen został zdyskwalifikowany. Jego wina nie budziła wątpliwości, zachowanie było bandyckie, skandaliczne, wypaczające wszystkie wartości, jakimi powinien cechować się sport. Gangsterka, jaką pokazał, będzie zapewne miała i inne konsekwencje, bo na takie czyny nie ma pozwolenia. Szef zespołu Deceuninck-Quick Step, Patrick Lefevere, wydarzenia z finiszu określił wprost mianem „kryminału”.

Zwycięzcą etapu sędziowie uznali Jakobsena, walczącego o życie.

 

Piotr Skrobisz