Zatrzymanie Sławomira N. nie jest dla mnie zaskoczeniem
Poniedziałek, 20 lipca 2020 (15:23)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Były minister transportu w rządzie PO – PSL i najbliższy współpracownik Donalda Tuska, Sławomir N. oraz były szef GROM-u Dariusz Z., a także przedsiębiorca z Gdańska Jacek P. zostali zatrzymani przez agentów CBA pod zarzutem korupcji. Jaki jest pierwszy Pana komentarz?
– Bez zaskoczenia, jeśli chodzi o Sławomira N. Natomiast pozostałych osób nie kojarzę, nawet z mediów. Nie wiemy też, o jakie konkretne zarzuty chodzi, jakiej rangi.
Jako wiceprzewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold przesłuchiwał Pan Sławomira N…
– Sławomira N. widziałem dwa razy w życiu – raz właśnie podczas przesłuchania w ramach sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, gdzie nieudolnie tłumaczył się, dlaczego jako minister infrastruktury, budownictwa i gospodarki morskiej nadzorujący Urząd Lotnictwa Cywilnego nie zrobił nic z nieprawidłowościami. Chodzi o to, jak Urząd Lotnictwa Cywilnego wydał – i to w trybie ekspresowym – certyfikat i koncesję dla OLT Express, dla całej Grupy OLT kierowanej przez Marcina P. i Amber Gold. Drugi raz Sławomira N. spotkałem na Ukrainie w restauracji hotelu, w którym mieszkaliśmy, kiedy spożywał śniadanie ze swoimi kolegami z Platformy. I to były moje dwa „spotkania” ze Sławomirem N. Jego zatrzymanie przez CBA nie jest to dla mnie zaskoczeniem.
Zarzuty: korupcja, działania w ramach zorganizowanej grupy przestępczej i pranie brudnych pieniędzy są poważne i dotyczą czasu, kiedy kierował on ukraińską Państwową Służbą Dróg Samochodowych – Ukrawtodor…
– Wszyscy zachodziliśmy w głowę, dlaczego akuratnie Sławomir N. został osobą odpowiedzialną za budowę sieci infrastrukturalnych na Ukrainie, że to właśnie on miał uzdrowić system dróg na Ukrainie, skoro nie potrafił tego zrobić w Polsce, że delikatnie rzecz ujmując, nie błysnął w Polsce. Już lepszy od niego był Cezary Grabarczyk, który przynajmniej podjął wiele decyzji w kwestii budowy dróg ekspresowych i autostrad w Polsce.
Natomiast Sławomir. N. nie był wielkim budowniczym dróg w naszym kraju, co więcej jako minister podejmował decyzje, czy nadzorował te inwestycje, które nie przyczyniły się do chluby. Mam na myśli wątek Amber Gold i jego rolę w tej sprawie. Zastanawia fakt, że Platforma zdecydowała się na wykluczenie go z klubu, nakłonienie do złożenia mandatu posła i wycofanie się z bieżącej polityki w związku z tzw. aferą zegarkową i wątpliwościami dotyczącymi jego oświadczenia majątkowego, do którego Sławomir N. nie wpisał wartego kilkanaście tysięcy złotych zegarka.
To i tak – moim zdaniem – był tylko wierzchołek góry lodowej, co świadczy, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy podczas konferencji prasowej poinformowało, że chodzi o przyjmowanie korzyści majątkowych za przetargi na budowanie dróg na Ukrainie, ale więcej szczegółów i okoliczności sprawy nie znamy. W tej sytuacji trudno ferować wyroki.
Są już pierwsze komentarze polityków Platformy po zatrzymaniu Sławomira N. Tomasz Siemoniak mówi, że Sławomir N. to uczciwa osoba, że jest to próba uderzenia w Platformę. Europoseł Janusz Lewandowski zaznacza, że nie wie, czy nie kryją się za tym porachunki polityczne, z kolei poseł Paweł Zalewski twierdzi, że nie ma wątpliwości, że prokuratura w Polsce działa pod dyktando zamówień politycznych ośrodka władzy, czyli PiS-u. Czyżby doktryna Neumanna nakreślona w Tczewie była wciąż obowiązująca…?
– Koledzy partyjni stają murem za Sławomirem N., ale to nic nowego. To jest znana nie od dziś linia politycznej obrony stosowana przez tę formację. Oczywiście, że w Konstytucji RP mamy zawartą zasadę domniemania niewinności, to znaczy, że dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok sądu, to daną osobę traktujemy jako niewinną. I podobnie jest w przypadku Sławomira N., gdzie zastosowano bardzo mocny środek zapobiegawczy, a tym samym zabezpieczenie postępowania poprzez zatrzymanie i doprowadzenie do prokuratury. Wnioskuję też, że również ze strony organów ścigania policji i prokuratury wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie też może zostać skierowany. Zarzuty są bardzo poważne i obawa matactwa, jak również kara, która jest przewidziana za tego typu działania, skłaniają do tego, aby zastosować tymczasowy areszt. To pokazuje, że prokuratura i organy ścigania dysponują wystarczającym materiałami dowodowymi, aby podjąć tego typu działania.
Zastanawiające jest stwierdzenie europosła Koalicji Obywatelskiej Janusza Lewandowskiego, który odnosząc się do zatrzymania Sławomira N., powiedział, że pozostaje wiara w niezawisłe sądy, bo one jeszcze istnieją…
– Według mnie jest to próba wywarcia presji na sądownictwo w Polsce, aby ewentualny wyrok czy decyzja procesowa dotycząca tymczasowego aresztowania była podyktowana względami politycznymi. To znaczy, gdyby to był zwykły obywatel, to wówczas prokuratura podjęłaby taką decyzję, jaką zawsze podejmuje, to znaczy skoro jest uprawdopodobnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, to stosuje adekwatny środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Natomiast tu mamy do czynienia ze „słynnym” Sławomirem N., bojownikiem totalnej opozycji, więc z ich pozycji istnieje oczekiwanie, że powinniśmy stosować jakieś nadzwyczajne, szczególne środki zapobiegawcze polegające na odstąpieniu od tymczasowego aresztu, a jedynie ograniczenie się do obowiązku stawiania się na policji. Oczywiście z uwagi na fakt, że Sławomir N. jest mieszkańcem Trójmiasta – w tej sprawie – będzie brał udział trójmiejski wymiar sprawiedliwości.
Czy teraz, kiedy były prominentny polityk Platformy stał się niechlubnym bohaterem, formacja ta może z jeszcze większą energią będzie dążyła do zmiany nazwy i loga swojej partii, które źle się kojarzą? Słyszeliśmy np. o Nowej Solidarności, co już budzi kontrowersje u działaczy opozycji niepodległościowej…
– Z pewnością to parcie może być teraz większe. Przypomnę tylko, że Platforma, kiedy współrządziła z PSL-em, podejmowała wiele szkodliwych decyzji dla Polski i Polaków, decyzji, które godziły w NSZZ „Solidarność” zarówno jako związek, który jest dziedzicem, spadkobiercą Ruchu Społecznego „Solidarność”, ale również w inne związki, które wywodzą się czy odwołują do tego dziedzictwa. Mam tu na myśli NSZZ „Solidarność ’80”, WZW „Sierpień ’80” czy inne związki branżowe. Chodzi o wszystkich działaczy, związkowców, którzy czują się spadkobiercami tego wielkiego ruchu społecznego, jakim była „Solidarność”.
Platforma, mając świadomość, że działacze związkowi – delikatnie rzecz ujmując – nie przepadają za tą formacją, ciągle puszcza oko w tym kierunku. To bardzo dziwne, że Platformie tak bardzo zależy, aby odwołać się do dziedzictwa, z którym od dawna nie ma nic wspólnego, jeśli kiedykolwiek miała. Wielu młodych działaczy Platformy kompletnie nie rozumie, czym był wielki Ruch Społeczny „Solidarność”, że odwoływał się do Katolickiej Nauki Społecznej i do nauczania św. Jana Pawła II, że był to związek, który de facto walczył z komunizmem podczas, gdy oni na swoje listy wyborcze biorą komunistów. Wystarczy tylko spojrzeć na Klub Parlamentarny Platformy Obywatelskiej, gdzie jest wielu czołowych działaczy Lewicy począwszy od zwolenników aborcji, a skończywszy na rdzennych działaczach komunistycznych, którzy chcą przywracać przywileje czy apanaże socjalne członkom dawnej nomenklatury komunistycznej.
Czym jest w ogóle próba wpisywania się Platformy w wielki Ruch Społeczny „Solidarność”?
– Nie wiem, czym jest to spowodowane. Być może stwierdzono, że po kolejnych przegranych wyborach Platforma powinna odwołać się do dziedzictwa „Solidarności” i w ten sposób próbować zdobyć większe poparcie. Trudno powiedzieć, czym się Platforma kieruje, bo w praktyce są to działania sprzeczne, działania zaprzeczające idei „Solidarności” z lat 80. ubiegłego stulecia.
W Parlamencie Europejskim też jest paru byłych prominentnych działaczy PZPR…
– Dokładnie, wystarczy tylko wymienić towarzyszy: Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza czy Marka Belkę. Lewica została reanimowana przez Platformę na wiosnę ubiegłego roku. Kiedy wszyscy złożyli już do grobu postkomunistów w Polsce i jak to określił obecny wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty – nagle ktoś wydobył ich z krypty jako byłych komuchów podobnie, prominentnych działaczy czasów PRL-u. To Platforma wskrzesiła ich z politycznego niebytu. I to, że dzisiaj są w Sejmie czy Europarlamencie, to jest niewątpliwie „zasługa” Platformy.