• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Uniki Trzaskowskiego

Środa, 8 lipca 2020 (10:17)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jakie są Pana odczucia po debacie prezydenckiej w Końskich, debacie innej niż wszystkie z powodu nieobecności jednego z kandydatów oraz innej, nowej formuły, w której to wyborcy zadają pytania?

– To była symboliczna debata pokazująca, że tak jak przez pięć lat pierwszej kadencji prezydent Andrzej Duda był blisko ludzi, blisko ludzkich spraw, tak i teraz, na finiszu kampanii w Końskich, podczas spotkania z mieszkańcami tej miejscowości odpowiadał – bardzo konkretnie – na pytania Polaków. Natomiast w przypadku Rafała Trzaskowskiego mieliśmy do czynienia z ustawką i de facto z ucieczką od debaty z prezydentem Dudą. W Lesznie byli zaprzyjaźnieni dziennikarze poza przedstawicielem „Gazety Polskiej”, który jak został potraktowany przez kandydata Koalicji Obywatelskiej, każdy, kto oglądał tę konferencję mógł sam zobaczyć. To była zasadnicza różnica między tym, co działo się w Lesznie, a tym co mogliśmy widzieć w Końskich. Z jednej strony mieliśmy przykład pogardy Rafała Trzaskowskiego dla zwykłych wyborców, ludzi wyznających przywiązanie do tradycyjnych wartości, a z drugiej strony był Andrzej Duda, który swobodnie z empatią, bez kluczenia odpowiadał na pytania, które zostały zadane przez uczestniczących w debacie mieszkańców Końskich, także pytania internautów.

Jak Pana zdaniem wypadł ten pojedynek korespondencyjny? Zupełnie inny byłby efekt, gdyby w debacie w Końskich uczestniczyło dwóch kandydatów…   

– Zasadniczy cel tej debaty nie został osiągnięty, bo zabrakło bezpośredniej konfrontacji kandydatów, zderzenia dwóch wizji Polski tak, aby niezdecydowani wyborcy mogli podjąć decyzję, który z kandydatów jest bardziej merytoryczny, by w niedzielę pójść do urn i oddać głos. Zatem efekt konfrontacji został utracony. Nie zmienia to jednak faktu, że Andrzej Duda w bezpośredniej relacji z wyborcami podczas wieców, czy tak jak w Końskich wypada znakomicie. Mam nadzieję, że to przysporzy mu jeszcze więcej zwolenników.

W Końskich – jak Pan zauważył – mieliśmy debatę, natomiast w Lesznie bardziej konferencję prasową – może rozbudowaną, z udziałem głównie zaprzyjaźnionych z Trzaskowskim dziennikarzy. Wśród swoich Rafał Trzaskowski czuje się lepiej?

– Z całą pewnością, a wszystko po to, żeby jak sam Rafał Trzaskowski, pytany podczas spotkania ze swoimi sympatykami w Płocku przez lokalnego dziennikarza o ścieki z „Czajki”, powiedział, że „o tym są te wybory, by nie były zadawane tego typu pytania”. Bezpośredniej konfrontacji Rafał Trzaskowski się jednak obawiał, stąd taka, a nie inna formuła konferencji w Lesznie z zaprzyjaźnionymi mediami, dziennikarzami – formuła bezpieczna, gdzie nic złego nie mogło się wydarzyć, gdzie można było przygotować ustawkę, np. z podaniem wody dziennikarce.

Czy Trzaskowski coś na tym zyskał…?

– Wydaje mi się, że bardziej chodziło o to, żeby nie stracić, żeby zmobilizować dotychczasowy elektorat, a także ten, który przepływa od Szymona Hołowni i Rafała Biedronia, który już wcześniej deklarował, że w II turze wyborów zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego. Natomiast z tej konferencji – moim zdaniem – kandydat Koalicji Obywatelskiej nie miał żadnych zysków. Również odbiór zwykłych Polaków, wyborców, także mieszkańców Końskich, którzy oczekiwali na debatę dwóch kandydatów, że Trzaskowski przyjmie zaproszenie mediów narodowych, był raczej negatywny. Tym bardziej, że w każdym demokratycznym państwie, gdzie są media publiczne – to one z racji swojej misji, są głównym organizatorem debat kandydatów na prezydenta.    

Czego mógł się obawiać Rafał Trzaskowski?

– Oficjalnie przekaz ze strony środowiska Rafała Trzaskowskiego był taki, że będzie on poddany presji  przygotowanych z góry pytań. Tymczasem w ramach ustalonej formuły debaty szanse obu kandydatów byłyby równe. A zatem powodów do obaw nie było żadnych. Pytania, na które odpowiadał prezydent Andrzej Duda dawały też możliwość Rafałowi Trzaskowskiemu na zaprezentowanie swojego programu. Jednak z uwagi na różne nazwijmy to „tajemnice programu” Rafał Trzaskowski mógł się obawiać, że zostanie przymuszony do odpowiedzi na pytania dotyczące kwestii związków partnerskich, chociażby adopcji dzieci przez pary homoseksualne, ale są to rzeczy, kwestie i pytania, na które każdy kandydat powinien być przygotowany. Te odpowiedzi powinny być jednoznaczne tyle tylko, że Rafał Trzaskowski w swoim przekazie jednoznaczny nie jest. Widać, że ma zbyt wiele do ukrycia, jeżeli chodzi o swoje rzeczywiste poglądy, których w trakcie kampanii nie chce ujawniać. Nic zatem dziwnego, że wiceprzewodniczący Platformy udaje przed Polakami osobę, która jest otwarta, która nie ma przeszłości politycznej. Co więcej, chce pokazać, że jest za organizacją Marszu Niepodległości w Warszawie podczas, gdy wiemy dobrze, że chciał tenże marsz zdelegalizować.

Czy ten błąd sztabu Trzaskowskiego może przełożyć się na wynik wyborów i czy ta debata, zlekceważona przez kandydata Koalicji Obywatelskiej, może wpłynąć na decyzje wyborców?

– W mojej ocenie Rafał Trzaskowski ma czego żałować, bo jak się okazuje, oglądalność była bardzo wysoka – ponad cztery miliony widzów zasiadło przed telewizorami, aby oglądać debatę w Końskich z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Gdyby pojawił się tam również Rafał Trzaskowski, to zainteresowanie tym starciem byłoby prawdopodobnie jeszcze większe. Zatem Trzaskowski miał szansę przekonać do siebie niezdecydowanych wyborców, którzy jeszcze nie podjęli decyzji, czy i na kogo zagłosować 12 lipca. Niestety, kandydat Koalicji Obywatelskiej z tej okazji nie skorzystał. Natomiast tak duża oglądalność debaty przy świetnej formie Andrzeja Dudy może wskazywać, że ci, którzy głosowali na prezydenta w I turze, tylko utwierdzili się w słuszności swojego wyboru. Ufam, że pozytywny przekaz debaty w Końskich i to jak dobrze wypadł Andrzej Duda, trafi także do tych, którzy tej debaty nie oglądali i zachęci ich do udziału w wyborach i zagłosowania na Andrzeja Dudę. Tym bardziej, że według wszystkich sondaży różnica między kandydatami jest niewielka, około dwóch procent. O wyborze prezydenta RP na kolejną kadencję może zdecydować kilkaset tysięcy głosów. Gra idzie zatem o każdy głos i błąd, jaki popełnił Rafał Trzaskowski poprzez nieuczestniczenie w debacie w Końskich, może zadecydować, że te wybory przegra.

W wystąpieniach prezydenta Andrzeja Dudy widać spokój, klasę, powagę i pewność siebie, natomiast Rafał Trzaskowski mówi o jedności. Tymczasem można zauważyć wiele tłumionej agresji. Kim zatem jest Rafał Trzaskowski?

– Prawdziwy Rafał Trzaskowski to ten, który zawsze atakował Prawo i Sprawiedliwość, który nie ukrywa swoich poglądów, który w jednym z pierwszych ruchów po objęciu urzędu Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy podpisał kartę LGBT. Dzisiaj próbuje wmawiać ludziom, że jest osobą, która wyznaje tradycyjne wartości, choć każdy wie, że tego rodzaju wolty podważają całkowicie jego wiarygodność jako kandydata na prezydenta RP. Jeżeli ktoś jest do tego stopnia nieszczery, jeśli ktoś w zależności od sytuacji zmienia poglądy, to pewnie ma też świadomość, że wyborcy to zauważą. Nic zatem dziwnego, że jest zdenerwowany i spięty. Momentami ta ukrywana złość wypływa i to widać. Można to było dostrzec chociażby podczas konferencji w Lesznie, gdy na pytania zadawane przez red. Jacka Liziniewicza o finansowanie fundacji Jolanty Gontarczyk obecnie Lange, Rafał Trzaskowski nie odpowiedział. Zresztą to nie jedyny przykład braku odpowiedzi na zadawane pytania, których nie było także przy okazji np. wątku związanego z awarią oczyszczalni „Czajka” i odpowiedzialności władz Warszawy za tę katastrofę ekologiczną. Tych niewygodnych pytań, które można by postawić Rafałowi Trzaskowskiemu jest znacznie więcej i prezydent Warszawy ma tego świadomość. Nic zatem dziwnego, że obawiał się debaty oko w oko z prezydentem Andrzejem Dudą i w Końskich się nie pojawił.

      Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki