• Środa, 15 lipca 2020

    imieniny: Henryka, Włodzimierza

Tego wymaga dobro Polski

Wtorek, 30 czerwca 2020 (14:19)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Pierwsza tura wyborów prezydenckich za nami. Z powodu protestów totalnej opozycji nie mogły się one odbyć 10 maja, ale teraz można je było zorganizować…

Przede wszystkim teraz można powiedzieć, o co tak naprawdę chodziło Platformie, która robiła wszystko, żeby nie dopuścić do wyborów prezydenckich zaplanowanych na 10 maja. Z całą pewnością nie chodziło o bezpieczeństwo Polaków – jak krzyczeli, bo od tamtego czasu, jeśli chodzi o pandemię, niewiele się zmieniło. Wciąż bowiem są przypadki zachorowań na koronawirusa, są też pewne obostrzenia związane z pandemią, w tym obowiązek zachowania dystansu. Wtedy jednak Polacy nie mogli pójść do wyborów, bo podniesiono larum, były słowa o zabójczych kopertach itd., a dzisiaj w niemal porównywalnych warunkach Polacy już mogli pójść do lokali wyborczych. Sprawa jest prosta – chodziło o podmianę kandydatki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która się skompromitowała, na innego kandydata. I tu Platforma częściowy sukces osiągnęła. Ich kandydat Rafał Trzaskowski znalazł się w II turze wyborów prezydenckich, a o to im przecież chodziło.

PKW ogłosiła wyniki I tury wyborów. Jak skomentuje Pan wygraną prezydenta Dudy i rezultat pozostałych kandydatów?

Polacy w I turze dokonali słusznego wyboru, oddając najwięcej głosów na urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę. Myślę, że to dobry prognostyk przed II turą, 12 lipca. Co więcej, w niedzielę mieliśmy do czynienia z rekordową frekwencją, przy zachowaniu niezbędnych środków ostrożności. Chciałbym tu wymienić województwo podkarpackie, gdzie mimo lokalnej powodzi i licznych podtopień w czterech powiatach ludzie, mając świadomość, o co toczy się gra, poszli do urn. Wierzono, że sytuacja powodziowa i usuwanie skutków powodzi, zniszczeń sprawią, iż mało kto wybierze się na głosowanie. Próbowano też zniechęcić wyborców do prezydenta Andrzeja Dudy, promując Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale to się nie udało, o czym najlepiej świadczy marny wynik osiągnięty przez lidera Ludowców. Zawsze mówiłem, że PSL to formacja zanikowa, co w tych wyborach tylko się potwierdziło.      

Wcześniej wspomniał Pan, że Rafał Trzaskowski znalazł się w II turze wyborów prezydenckich, ale w porównaniu z I turą wyborów sprzed pięciu lat osiągnął wynik gorszy niż wówczas Bronisław Komorowski.

Andrzej Duda wygrał w 13 województwach, w tym również na Mazowszu. Wprawdzie urzędujący prezydent RP nieznacznie przegrał w Warszawie, ale zważając na poparcie, jakie ostatnimi czasy zyskiwała tam Platforma, wynik i tak jest bardzo dobry.

To pokazuje, że Warszawa nie jest już tak silnym bastionem opozycji, jak chciałaby Platforma, że ludzie coraz bardziej mają dość rządów Trzaskowskiego i jego nieudolności, co można było zaobserwować m.in. podczas awarii oczyszczalni ścieków „Czajka”. Dopiero interwencja premiera Morawieckiego pozwoliła ograniczyć rozmiary ekologicznej katastrofy. Ludzie oczekują rozwoju Warszawy, a nie zapaści, z jaką mamy do czynienia. Tak czy inaczej Trzaskowski i tak osiągnął wynik gorszy od Bronisława Komorowskiego pięć lat temu, a to nie rokuje najlepiej przed II turą.

No właśnie, jaki wybór przed nami, przed Polską?

Przed Polską jest jeden wybór – Andrzej Duda. Wiemy już, ilu wyborców oddało głos na Rafała Trzaskowskiego w I turze. Jest pytanie, jaki może być przepływ elektoratu, bo jeśli za Trzaskowskim w II turze zagłosują dodatkowo wyborcy Roberta Biedronia, to uzysk i tak będzie niewielki. Natomiast patrząc na pozostałych kandydatów – od Hołowni poczynając, a na Piotrowskim kończąc, to w sumie daje to ok. 20 procent. Warto też wziąć pod uwagę, że raczej nie wszyscy pójdą do wyborów. Trzeba się też liczyć z tym, że w II turze wyborów udział wezmą ci, którzy nie poszli do urn 28 czerwca, co też nie jest bez znaczenia.

Może się zatem okazać, i wszystko na to wskazuje, że II tura wyborów prezydenckich będzie plebiscytem, jakiej Polski chcemy nie na kolejne pięć lat, ale na kolejne dziesięciolecia. Jestem przekonany, że większość Polaków ma tego świadomość i chce Polski silnej, niepodległej, suwerennej, chce Polski, która jest Ojczyzną dumnego Narodu. Większość Polaków nie da się wyzuć z zasad, z korzeni, wartości chrześcijańskich, na których wyrosła nasza państwowość, i dlatego pójdzie do wyborów 12 lipca, oddając głos na Andrzeja Dudę – jako gwaranta tego wszystkiego, o czym powiedziałem. Tego wymaga dobro Polski, Ojczyzny naszej, z którą się utożsamiamy.       

Jak zdefiniować ewentualną prezydenturę Rafała Trzaskowskiego? Okazuje się, że można praktycznie nie mieć programu i być w II turze. Czy ten fakt nie świadczy źle nawet nie o samym Trzaskowskim, ale o tych, którzy go popierają…?

Wydaje mi się, że ci, którzy głosowali na Rafała Trzaskowskiego, którzy skreślali jego nazwisko, niekoniecznie głosowali na tego konkretnego kandydata, ale opowiedzieli się bardziej za wizją Polski, którą on i stojący za nim obóz polityczny uosabiają. Ktoś może się dziwić, że jest ich aż tylu, ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo w każdym społeczeństwie ok. 20-25 procent to ludzie o poglądach lewicowych bądź lewicujący. Kolejne ok. 10 procent to liberałowie bądź – jak to określił premier Mateusz Morawiecki – turboliberałowie, i tych wszystkich ludzi nie interesowało to, czy Trzaskowski ma, czy nie ma programu. Kandydat Koalicji Obywatelskiej liczy bowiem, że społeczeństwo kolejny raz da się ogłupić obietnicami bez pokrycia. Część Polaków już raz dała się nabrać na obietnice Donalda Tuska, co po wyborach skończyło się podniesieniem podatków, np. VAT-u, czy podniesieniem wieku emerytalnego Polek i Polaków. Nie sądzę, żeby teraz Polacy popełnili kolejny taki błąd.

Z Kidawą-Błońską Platforma była już na dnie i tylko wymiana kandydata pozwoliła tej formacji przetrwać, utrzymać się przy życiu, co więcej: wrócić do gry i wprowadzić Trzaskowskiego do głównej rozgrywki o urząd Prezydenta RP…

To prawda, ale proszę zwrócić uwagę, że nie jest to zasługa samej Platformy czy tzw. Koalicji Obywatelskiej, bo na Rafała Trzaskowskiego zagłosowali nie tylko sympatycy tej formacji. Analizując wyniki, trzeba zapytać, gdzie podziały się głosy tych, którzy w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych zagłosowali na Lewicę? Nie wierzę, że ich głosy zostały oddane na Andrzeja Dudę, ale  poszły właśnie na Rafała Trzaskowskiego. Podobna sytuacja jest z PSL-em. I to są główni przegrani tych wyborów – PSL i Lewica. Dlatego wynik, jaki w I turze osiągnął Trzaskowski, niekoniecznie świadczy o tym, że Platforma się odradza, że odbija się od dna. Owszem, wynik Rafała Trzaskowskiego w porównaniu z Małgorzatą Kidawą-Błońską, jest nieporównywalnie lepszy, ale nie oznacza to, że Platforma się odbudowała i że rokuje na przyszłość.

             Dziękuję za rozmowę.           

 

Mariusz Kamieniecki