• Środa, 15 lipca 2020

    imieniny: Henryka, Włodzimierza

Potrzeba odpowiedzialności Polaków

Poniedziałek, 29 czerwca 2020 (17:55)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Komu można pogratulować wyniku osiągniętego w I turze wyborów prezydenckich?

– Z całą pewnością prezydentowi Andrzejowi Dudzie, to po pierwsze. Liczba zdobytych głosów świadczy, że Andrzej Duda ma potencjał, a co za tym wizja Polski tradycyjnej, Polski dumnej, opartej na wartościach i nowoczesnej zarazem zyskuje poparcie Polaków. W drugiej kolejności uznanie należy się chyba jednak Krzysztofowi Bosakowi, bo ponad sześcioprocentowe poparcie dla Konfederacji przy tak dużej frekwencji, to bez wątpienia jest duży wyczyn. Na trzecim miejscu umieściłbym Rafała Trzaskowskiego, który odzyskał to, co straciła Małgorzata Kidawa-Błońska, innymi słowy pozbierał głosy zwolenników Platformy. Jest też Szymon Hołownia z blisko 14-procentowym poparciem, który na tej bazie będzie budował nową partię, co zresztą już wcześniej zapowiadał. Uzyskany wynik byłby bonusem, gdyby wybory parlamentarne odbyły się w niedługim czasie, ale skoro wybory odbędą się za trzy lata, to może być problem z utrzymaniem takiego poparcia.   

Zaskakuje Pana niski wynik Kosiniaka-Kamysza 2,37 proc.?

– Nie zaskakuje mnie, bo jest taki, jak od jakiegoś czasu podawały sondaże, natomiast zaskakuje mnie widoczny brak profesjonalizmu politycznego Władysława Kosiniaka-Kamysza. Wygląda na to, że sądził, iż udając kandydata niezależnego w stosunku do wszystkich opcji zarówno do Platformy, jak i do Prawa i Sprawiedliwości, że będzie alternatywą dla tych formacji. Z drugiej strony, zapowiadał zbieranie podpisów poparcia dla Rafała Trzaskowskiego i wyrażał z nim solidarność. Sądził, że wyborcy, szczególnie na wsi tego nie zauważą i dadzą się na to nabrać. Niestety, ale alians z Platformą, z Trzaskowskim kojarzy się Polakom jednoznacznie z podniesieniem wieku emerytalnego, z różnymi aferami itd., więc w tym względzie lider ludowców się przeliczył i na własne życzenie dostał to, co dostał. Zresztą podobnie jak Lewica, której wynik jest też dużo niższy od oczekiwań polityków tej formacji.

Z czego wynika postawa młodzieży, która w dużej mierze poparła Rafała Trzaskowskiego, inaczej niż to było przed pięciu laty, gdzie postawiła na Andrzeja Dudę?  

– Warto pamiętać, że prawo wyborcze otrzymało inne, nowe pokolenie młodzieży, które na przestrzeni pięciu ostatnich lat weszło w dorosłość. Ci ludzie – w swoim dorosłym już życiu – nie pamiętają, czym były rządy Platformy i PSL-u. To jest pierwsza kwestia, a druga to fakt, że młodzież jest dzisiaj częścią wojny ideologicznej, na nią zwaliły się ogromne fale wrogiej ideologii płynące z różnych portali itd. I w młodym pokoleniu toczą się gigantyczne zmagania – nie jestem pewien, czy świat dorosłych to dostrzega – a powinien. Młodzież trzeba chronić, młodzież trzeba wzmacniać tak, żeby czytała rzeczywistość, a nie poddawała się ideologiom i manipulacjom stosowanym przez utopistów.

W odróżnieniu od Rafała Trzaskowskiego taki program – oparty na tradycyjnych wartościach – głosi prezydent Andrzej Duda…

– Tak, tylko akty wyborcze to jest skutek wcześniejszego procesu wychowania. To nie jest tak, że przez program, przez proces wyborczy wychowujemy młodzież. Owszem, ale tylko do pewnego stopnia. Natomiast wychowanie odbywa się przede wszystkim w szkole, w rodzinie w Kościele, także w mediach i to są przestrzenie, gdzie rozstrzyga się proces wychowawczy natomiast wybory są skutkiem tego, jak wychowujemy polską młodzież.

Jako dorośli nie odrobiliśmy lekcji…? Myślę o nas rodzicach, o szkole, o Kościele…

– Trzeba wiedzieć, że przeciwnik jest mocny, a przede wszystkim ma o wiele mocniejsze narzędzia, środki i to jest problem. Natomiast jest pytanie: czy zrobiliśmy wszystko żeby naszą młodzież przestrzec, żeby młodzież chronić przed zagrożeniami, przed niebezpieczeństwem i żeby tę młodzież zbliżać do Pana Boga, żeby pokazywać alternatywę i żeby skutkiem tej wielowymiarowej edukacji były dobre, mądre wybory? Wszyscy po kolei powinniśmy uderzyć się w piersi, bo wszyscy mamy w tym obszarze coś na sumieniu.

Przed nami dwa tygodnie kampanii i II tura wyborów. Wśród jakiego elektoratu Andrzej Duda powinien szukać poparcia?

– Są dwie przestrzenie do zagospodarowania. Pierwsza to elektorat Krzysztofa Bosaka, więc podniesienie tutaj kwestii walki z ideologią – zwłaszcza z ideologią LGBT może zaktywizować elektorat Konfederacji i stworzyć okazję do pozyskania głosów. Drugim obszarem do wykorzystania, do zagospodarowania jest elektorat płynny, elektorat nie do końca zorientowany, elektorat, który chodzi tylko na wybory prezydenckie. I taka grupa – w II turze może się uaktywnić. W tym wypadku istotne są zatem kwestie wizerunkowe, bo ludzie ci nie do końca są rozeznani w polityce, i bardziej przemawia do nich wizerunek, czyli to jak się prezentuje dany kandydat, liczy się to, jaką ma małżonkę – kandydatkę na Pierwszą Damę. I tutaj większe atuty ma prezydent Andrzej Duda, bo Agata Kornhauser-Duda prezentuje się świetnie – również jej dorobek pod względem aktywności społeczno-charytatywnej, a także wizerunek podczas wizyt zagranicznych u boku prezydenta Dudy wygląda bardzo dobrze. Jeśli zostanie to dobrze wykorzystane przez sztab prezydenta Dudy, to można się spodziewać dobrego wyniku i uznania niezdecydowanej części wyborców, elektoratu, który rzadko chodzi na wybory.

W I turze zauważalna była agresja Rafała Trzaskowskiego, czy może to być obciążeniem i jak poważnym w decydującej rozgrywce?

– Dla Rafała Trzaskowskiego obciążeniem może być debata z prezydentem Andrzejem Dudą. Wydaje się, że Trzaskowski chcąc pozyskać elektorat Szymona Hołowni, bo część tego elektoratu – w moim przekonaniu – może nie pójść do urn 12 lipca, a część – mniejsza, może zagłosować na Andrzeja Dudę, musi wziąć na tapetę ekologiczne postulaty Hołowni. I to może być dla niego zagrożeniem, bo podczas debaty wystarczy riposta prezydenta Dudy i pytanie o „Czajkę”, awarię oczyszczalni ścieków w Warszawie i zagrożenie ekologiczne, jakie to spowodowało nie tylko dla stolicy.

Również słowa o walce z przestępczością mogą się spotkać z pytaniami o reprywatyzację i związane z tym afery w Warszawie. Trzaskowski jest też na straconej pozycji, jeśli chodzi o kwestie społeczne w Warszawie. Póki co kandydat Koalicji Obywatelskiej w swoim przekazie powtarza, że ma dość PiS-u, dość Andrzeja Dudy, ale samo hasło bez pokrycia to za mało. Same emocje, których po stronie Trzaskowskiego jest całąa masa nie wystarczą, żeby być alternatywa dla mądrych rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydentury Andrzeja Dudy. Na samej negacji daleko się nie pojedzie.

A zatem Trzaskowskiemu zwyczajnie brak argumentów…?

– Dokładnie. Po stronie Trzaskowskiego jest czysta retoryka oparta na pustych emocjach.

Czy elektoratowi, który popiera Trzaskowskiego, potrzebne są argumenty, skoro życie pokazuje, że można nie mieć programu, a znaleźć się w II turze wyborów prezydenckich?

– Dlatego w sztabie Trzaskowskiego na pewno trwa szukanie, co powiedzieć, co pokazać, aby zachęcić do poparcia tych, którzy w I turze zagłosowali na innych kandydatów, jak przekonać ich, że warto pójść do urn i zagłosować na kandydata Koalicji Obywatelskiej. To może być poważny problem, bo II tura odbędzie się w czasie wakacji i trzeba czymś zachęcić ludzi, żeby zrezygnowali czy przerwali wypoczynek, żeby nawet wyjeżdżając na urlop, wzięli zaświadczenie itd. To może być problem tym bardziej, że czeka nas debata obu kandydatów, w której Rafał Trzaskowski nie wypada dobrze, bo zwyczajnie nie ma argumentów.                    

Jakiej zatem kampanii możemy się spodziewać na finiszu?             

– Musi to być intensywna kampania, spotkania z wyborcami, co obaj kandydaci już robią. Andrzej Duda będzie chciał pozyskać elektorat Krzysztofa Bosaka – zresztą już podjął kwestię obrony rodziny, a Rafał Trzaskowski będzie się starał powiedzieć, że jest najlepszym anty-PiS-em i powtórzyć to, co mówi, że ma dość i będzie liczył, że zagłosują na niego ci, którzy nie popierają PiS-u. W przypadku Trzaskowskiego to dość karkołomne zadanie i – w mojej ocenie – tylko jakiś poważny błąd, poważna wpadka w kampanii prezydenta Andrzeja Dudy mogłyby sprawić, że działania Platformy okazałby się skuteczne.

Zważając na doświadczenie prezydenta Dudy i jego sztabu, chyba trudno liczyć tylko na to?    

– Dlatego podczas wieczoru wyborczego, po ogłoszeniu wyników I tury Rafał Trzaskowski nie był zbyt zadowolony. Zdaje sobie sprawę, że nadrobienie 13 procent, to są miliony głosów, które trzeba pozyskać. I już na starcie kampanii przed II turą musi gonić, nadrabiać stratę, ale to nie będzie proste. Trzeba mieć argumenty, trzeba czegoś, co zelektryzuje ludzi i skłoni ich po pierwsze, do udziału w wyborach, w II turze i zdyscyplinuje elektorat do głosowania za Trzaskowskim. Tylko i wyłącznie zohydzenie wyborców do Andrzeja Dudy może spowodować przeniesienie poparcia, bądź zaniechanie udziału w wyborach. Znając środowisko Platformy, takie próby na niskim poziomie wiarygodności pewnie zostaną podjęte, ale wątpię, żeby ktokolwiek uwierzył w kombinacje Platformy i w czarny PR – zwłaszcza na finiszu kampanii.   

Świeżości, która miała być atutem Trzaskowskiego też coraz mniej…

– Rafał Trzaskowski był już średnio świeży w momencie, kiedy wszedł do gry. Jednak na pewno będzie walczył, tym bardziej, że ma za sobą liberalne media i ośrodki, które zajmują się tego typu retoryką wyborczą. Można zatem oczekiwać, że wszystkie działa zostaną wytoczone przeciwko prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

                    Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki