Sąd i sprawiedliwość
Środa, 24 czerwca 2020 (15:59)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Najpierw Sąd Okręgowy w Warszawie w trybie wyborczym orzekł, że Rafał Trzaskowski nie musi przepraszać za słowa wypowiedziane podczas wiecu wyborczego we Wrocławiu 14 czerwca, że „dzisiaj w Polsce prawie milion osób straciło pracę”, a dzisiaj również warszawski sąd apelacyjny utrzymał w mocy ten wyrok. Zatem zażalenie Komitetu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy na orzeczenie sądu I instancji zostaje prawomocnie oddalone. Jak Pan to ocenia?
– Nie ukrywam, że jestem zaskoczony tym werdyktem, bo wydawałoby się, że rzeczą jasną, wiadomą – zwłaszcza dla sądów – jest, iż praca wynika ze stosunku pracy, natomiast Sąd Okręgowy w Warszawie, a teraz również Sąd Apelacyjny w sposób publicystyczny, a nie w sposób prawny, potraktowały to pojęcie. Tymczasem należałoby wymagać od kandydata na najwyższy urząd w państwie, od urzędującego prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy, aby operował pojęciami w sposób precyzyjny i nie wprowadzał w sposób świadomy i celowy w błąd wyborców.
Praca – jak wspomniałem – wynika ze stosunku pracy i tutaj dane są twarde i jasne, bo osób, które straciły pracę w okresie pandemii, jest dziesięciokrotnie mniej niż przedstawił to we Wrocławiu Rafał Trzaskowski. Sądy niestety przychyliły się do tego wniosku, a tym samym oddaliły powództwo sztabu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy. Kuriozalne jest także uzasadnienie Sądu Okręgowego w Warszawie, że Rafałowi Trzaskowskiemu chodziło też o osoby, które mają umowy cywilnoprawne, takie jak umowa o dzieło czy umowa-zlecenie. Stąd taki, a nie inny wyrok.
Tak czy inaczej jest to dla mnie zaskakujące, bo uważałem, że sąd przychyli się do wniosku powództwa, czyli sztabu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy, a mianowicie, że Rafał Trzaskowski w sposób celowy skłamał podczas wiecu we Wrocławiu, mówiąc, że w wyniku pandemii koronawirusa pracę w Polsce straciło milion osób. Byłem też ciekaw, jaki będzie wyrok Sądu Apelacyjnego, bo sztab prezydenta Dudy złożył odwołanie. Jaki jest, widzimy.
Okazuje się jednak, że Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w mocy wyrok I instancji. O czym to świadczy?
– Ten wyrok wskazuje, że Sąd Apelacyjny nie przyjął argumentacji zgodnej z literą prawa, że stosunek pracy jest podstawą do tego, żeby określić, czy ktoś pracuje, czy też nie pracuje, i potraktował tę kwestię w sposób rozszerzający, stosując wykładnię kolokwialną, że praca to także umowa-zlecenie, czy umowa o dzieło. I w taki, a nie inny sposób – rozszerzający – również bez jakichkolwiek podstaw, bo tego typu statystyki nie są prowadzone przez żaden wiarygodny instytut państwowy, który by tak to badał i mówił, uznał retorykę Trzaskowskiego, że na skutek koronawirusa milion osób przestało świadczyć usługi na podstawie tych umów cywilnych. Tak czy inaczej tego typu wyrok – po raz kolejny – podważa zaufanie Polaków do wymiaru sprawiedliwości.
Czy można zatem powiedzieć, że wyroki te są dalekie od sprawiedliwości?
– Z całą pewnością są to wyroki dziwne – tak bym to określił. Można było przypuszczać, że sąd apelacyjny pochyli się nad wyrokiem sądu okręgowego – w zupełnie innym trybie, nieprocesowym, bez udziału stron i zmieni wyrok na korzyść powoda, czyli sztabu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy. Jednak – jak widać – sąd wyższej instancji podzielił racje Sądu Okręgowego w Warszawie.
Co, patrząc na te wyroki i konfrontując je ze słowami Rafała Trzaskowskiego, ma sobie myśleć zwykły Polak?
– Zwykły Polak, patrząc na to wszystko, może pomyśleć – i słusznie – że nadal do sądu idziemy po wyrok, a nie po sprawiedliwość. Ale te wyroki paradoksalnie są na rękę prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Oczywiście sztab wyborczy prezydenta chciał wygrać ten proces, i z takim zamiarem złożył powództwo, a następnie apelację. Natomiast mamy zwycięstwo moralne, jest to zarazem najlepszy dowód na tezy, które Prawo i Sprawiedliwość czy prezydent Duda głoszą od lat. Mianowicie, że Polacy oczekują zmiany w polskich sądach.
I te wyroki są dowodem na tę tezę. Z kolei narracja Platformy, że w sądach jest super i w ogóle łapy precz od sądów, że nie trzeba tam nic zmieniać, bo jest super, „żeby było tak jak było”, takie tezy mają się nijak do rzeczywistości. Wobec powyższego Polak może sobie pomyśleć: „Skoro straciło pracę około stu tysięcy ludzi, a kandydat Koalicji Obywatelskiej wychodzi na mównicę i publicznie mówi o milionie osób, na co sztab wyborczy prezydenta Dudy idzie do sądu i przedstawia fakty, że słowa Trzaskowskiego są nieprawdą i celowym wprowadzaniem wyborców w błąd, a sądy przyznają rację Trzaskowskiemu, to nic dziwnego, że ludzie nie będą mieli zaufania do sądów”.
Co te orzeczenia mówią o kondycji wymiaru sprawiedliwości?
– Na pewno, że stan wymiaru sprawiedliwości w Polsce jest daleki od ideału. Nic zatem dziwnego, że prawidło – mądrość ludowa, którą wielokrotnie słyszę w swoim biurze wyborczym, spotykając się z ludźmi, że do sądu idziemy jako obywatele nie po sprawiedliwość, tylko po wyrok, oddają rzeczywistość. Niestety, ale to twierdzenie – patrząc chociażby na omawiane wyroki Sądu Okręgowego w Warszawie, a teraz także Sądu Apelacyjnego w Warszawie – jest wciąż aktualne.
Zaskakujące wydają się słowa posła Cezarego Tomczyka, który po wyroku sądu I instancji, mówił, zwracając się do PiS-u, „możecie składać ile chcecie pozwów”. Przypominają się słowa Sławomira Neumana z października 2019 roku, że sądy przed wyborami nie rozstrzygną żadnej sprawy…
– Niestety, to prawda. Ale to tylko pokazuje, ile jeszcze trzeba zrobić w wymiarze sprawiedliwości, aby do sądów szło się po sprawiedliwość, a nie po wyrok. To pokazuje też bezsilność zwykłego człowieka, obywatela, który w zetknięciu z wymiarem sprawiedliwości często jest bez szans. Jeśli bowiem sztab wyborczy urzędującego prezydenta nie jest w stanie uzyskać sprawiedliwości, to co może zwykły Polak, który nie pełni żadnych funkcji publicznych. Jak taki człowiek ma się zmierzyć z machiną wymiaru sprawiedliwości czy też z innymi machinami, z którymi się spotka w sądzie.
Ten przykład chyba najlepiej pokazuje słuszność obranej drogi, jeśli chodzi o reformowanie wymiaru sprawiedliwości w Polsce?
– Reforma wymiaru sprawiedliwości jest po prostu niezbędna, jest wręcz konieczna. Jest jednym z filarów polskiej państwowości. Jeśli wymiar sprawiedliwości nie zacznie działać w interesie obywatela, jeśli wyroki będą nieczytelne, niezrozumiałe dla obywateli, to obraz polskiego wymiaru sprawiedliwości będzie ustawicznie się pogarszał. Długość, niesprawiedliwość tych wyroków, przewlekłość postępowań, nieadekwatność środków, które sądy stosują wobec uczestników procesów, to wszystko rzutuje na obraz wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji także na rzetelność naszego państwa. Bez gruntownej reformy wymiaru sprawiedliwości będziemy nadal słabym państwem.
Czy sędziowie, wydając tak kuriozalne wyroki, nie czują się bezkarni?
– Nie chciałbym w żaden sposób podważać składów orzekających, konkretnych sędziów, którzy wydali orzeczenia, że Rafał Trzaskowski nie musi przepraszać za słowa wypowiedziane podczas wiecu wyborczego we Wrocławiu, bo uważam, że sędziowie są niezawiśli. Natomiast tego typu wyroki z całą pewnością nie będą odbierane w społeczeństwie z aprobatą, bo jest to – oględnie mówiąc – próba zawracania kijem Wisły. Myślę, że Polacy czego innego oczekują od niezawisłych sądów. Jak widać znaleziono furtkę, która mogłaby usprawiedliwić tego typu retorykę i z tej furtki skorzystano, i to jest smutne.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki