• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Dyplomatyczny sukces

Poniedziałek, 22 czerwca 2020 (17:09)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W jakich kategoriach powinniśmy postrzegać czekające nas w środę spotkanie prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa w Białym Domu?

– Przede wszystkim w kategoriach kolejnego, dużego sukcesu dyplomatycznego prezydenta Andrzeja Dudy. To spotkanie potwierdza doskonałe relacje głowy państwa polskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych – największego światowego mocarstwa. To jednak duży prestiż, zwłaszcza, że będzie to pierwsza wizyta głowy jakiegokolwiek państwa w Białym Domu, po pandemii koronawirusa. Ponadto prezydent Duda będzie pierwszym przywódcą państwa europejskiego po zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczącej redukcji kontyngentu wojsk amerykańskich stacjonujących w Niemczech.

Andrzej Duda będzie zatem rzecznikiem nie tylko Polski, ale także emisariuszem państw NATO i całego regionu…?

– Dokładnie. To też określa temat rozmów i prezydent Andrzej Duda nie ukrywa, że chce wystąpić nie tylko jako reprezentant Rzeczypospolitej, ale również jako reprezentant interesów Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nic zatem dziwnego, że przed wylotem do Stanów Zjednoczonych planowana jest rozmowa prezydenta Dudy z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem.

Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta w Polskim Radiu powiedział, że będą „dobre wieści z Waszyngtonu” po spotkaniu przywódców Polski i Stanów Zjednoczonych. Czego możemy się spodziewać?

– Wiemy, że rozmowy obu prezydentów będą się koncentrowały na takich kwestiach, jak zdrowie, inwestycje i rozwój oraz bezpieczeństwo energetyczne i militarne. Myślę więc, że  możemy się spodziewać przeniesienia na terytorium Polski dużej części wojsk amerykańskich, których liczba zostanie zredukowana w Niemczech. To jest decyzja, która spowoduje zwiększenie bezpieczeństwa Polski, a co zatem idzie całej Unii Europejskiej. Będzie się to też wiązało z dużymi korzyściami nie tylko dla polskiej obronności, ale również wymiernymi korzyściami dla polskiej gospodarki.

Do spotkania prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych dojdzie w dniu, gdy w Moskwie odbędzie się parada z okazji 75-lecia zakończenia II wojny światowej. Udziału w tym wydarzeniu odmówił Donald Trump…

– Prezydent Donald Trump jest w swoich działaniach konsekwentny i nie chce swoim udziałem firmować działań Rosji, w której łamane są prawa człowieka. Jak wiemy, Putin próbuje prowadzić politykę imperialną, politykę podporządkowania sobie państw, które sobie na to pozwolą – również państw europejskich takich jak Białoruś. Nie sposób też nie wspomnieć o politycznych projektach, jak chociażby Nord Stream, którego budowa – dzięki prezydentowi Trumpowi jest na tym etapie blokowana. Widać gołym okiem, że prezydent Trump jest rzecznikiem bezpieczeństwa i stabilizacji w Europie i widzi realne zagrożenie ze strony Rosji.

Jest jeszcze jeden aspekt odmowy udziału Trumpa w uroczystościach w Moskwie, mianowicie wraz z zakończeniem II wojny światowej rozpoczęło się zniewolenie Polski przez ZSRS…     

– To aspekt historyczny. Ta decyzja o okupacji sowieckiej w miejsce okupacji niemieckiej była rezultatem decyzji trzech największych mocarstw, które wówczas brały udział w II wojnie światowej i tę wojnę wygrały. Polska nie ma zatem czego świętować, szczególnie jeśli chodzi o paradę zwycięstwa w Moskwie, zaś fakt, że prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump solidarnie z nami odmawia udziału w tego typu paradach organizowanych przez Putina, to z tego faktu należy się tylko cieszyć.

O ile zagranica podkreśla znaczenie wizyty prezydenta Dudy w Białym Domu, co więcej poszczególni przywódcy państw regionu chcą, aby polski prezydent był także ich rzecznikiem, o tyle opozycja totalna próbuje wykpić kolejną wizytę prezydenta Dudy w Białym Domu i spotkanie z amerykańskim prezydentem. Czy to normalne?

– Wygląda na to, że liderzy Platformy czy szerzej Koalicji Obywatelskiej, a także liderzy lewicy wolą reprezentować interesy Moskwy czy Niemiec. Takie wypowiedzi negujące wagę wizyty prezydenta Dudy w Waszyngtonie są tylko tego potwierdzeniem. Ze strony Rafała Trzaskowskiego padło już tyle rozmaitych stwierdzeń, opinii dotyczących chociażby polskich inwestycji, jak chociażby Centralny Port Komunikacyjny czy przekop Mierzei Wiślanej, że mówi to samo za siebie. Wiemy przecież, że Centralny Port Komunikacyjny godzi w interesy niemieckie, w interesy portu w Berlinie, a przekop Mierzei Wiślanej godzi z kolei w interesy rosyjskie. Dlatego taka postawa jest przykładem tego, że liderzy ugrupowań opozycyjnych w Polsce nie są gotowi na prowadzenie podmiotowej, niezależnej polityki przez nasze państwo, stąd próbują dyskredytować tych, którzy taką politykę prowadzą. Andrzej Duda jest rzecznikiem polskich spraw, jest prezydentem naszych spraw i taką podmiotową politykę chce kontynuować w kolejnej kadencji.    

Jak merytoryczną kampanię prezydenta Andrzeja Dudy skonfrontować z kampanią Rafała Trzaskowskiego, gdzie programu nie widać, za to słyszymy – kolejny już raz, że jeszcze w tym tygodniu taki program kandydat Koalicji Obywatelskiej przedstawi?

– To jest żałosne tłumaczenie, które pokazuje, że Rafał Trzaskowski jest kompletnie niewiarygodny. Na przestrzeni ponad roku sprawowania władzy nie był w stanie zrealizować swoich obietnic dla Warszawy i w momencie, kiedy stolica znajduje się w sytuacjach kryzysowych, bądź bagatelizuje problem, bądź nie potrafi zarządzać – jak chociażby w przypadku awarii oczyszczalni ścieków „Czajka”, kiedy nastąpił niespotykany w historii zrzut ścieków do największej polskiej rzeki – Wisły, największa od lat katastrofa ekologiczna, jaka dotknęła Warszawę i Polskę.

I tylko przejęcie inicjatywy przez rząd premiera Morawieckiego pozwoliło zażegnać jeszcze większą katastrofę. Z drugiej strony Rafał Trzaskowski jest niewiarygodny również w tym sensie, że nawet nie pamięta, że cztery lata temu był posłem na Sejm RP, który głosował przeciwko obniżeniu wieku emerytalnemu kobiet i mężczyzn. Kandydat Koalicji Obywatelskiej na każdym kroku posługuje się albo przemilczeniem swoich działań, bądź zasłania się niepamięcią. Tymczasem wydaje się, że głównym przymiotem kandydata na najwyższy urząd w państwie powinna być wiarygodność. Kandydat, który na końcowym etapie kampanii nie jest w stanie przedstawić konkretnego programu dla Polski, programu swojej prezydentury nie ma szans na to, żeby go Polacy wybrali.

Co sądzi Pan o kampanii wyborczej, która im bliżej wyborów – staje się coraz bardziej brutalna? W internecie pojawiły się produkcje w ramach kampanii „Oni idą na wybory, a Ty?”, w których wyszydza się konserwatywnych wyborców, ponadto w kilku miejscach Warszawy pojawiły się plakaty imitujące klepsydrę „Rezydent Duda” wskazującą prezydenta Dudę jako osobę zmarłą…

– To jest niegodny sposób prowadzenia kampanii prezydenckiej. Widać, że nasi oponenci nie mają pozytywnego przesłania. Takie metody nigdy nie działały, myślę więc, że i w tym wypadku, w wyborach prezydenckich też nie przyniosą inicjatorom tego typu narracji zamierzonych rezultatów.

Niestety, politycy Koalicji Obywatelskiej eskalują język nienawiści, język pogardy, co może mieć przykre, tragiczne konsekwencje. Pamiętamy przecież, czym kampania nienawiści, wrogości zakończyła się w 2010 r. – w trakcie kampanii prezydenckiej w starciu Bronisław Komorowski – Jarosław Kaczyński, gdzie ofiarą nienawiści ze strony naszych przeciwników politycznych była śmierć Marka Rosiaka. Przypomnę tylko kampanię z 2007 r. pod hasłem „Zabierz babci dowód na wybory”, gdzie mieliśmy dyskredytowanie osób starszych, których prześmiewczo nazywano moherowymi beretami, próbując ich obrazić. Od tamtego czasu minęło wprawdzie 13 lat, ale widać, że nic się nie zmieniło. Schematy czy metody, jakimi posługują się politycy Platformy w walce wyborczej wciąż są takie same.

               Dziękuję za rozmowę.       

 

Mariusz Kamieniecki