• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Myśleć kategoriami państwa

Niedziela, 21 czerwca 2020 (16:22)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Profesorze, jaki wymiar mają zbliżające się wybory prezydenckie w Polsce?

– Wybory, które nas czekają mają charakter, powiedziałbym graniczny. To znaczy, że są bardzo ważne, bo albo wygra strona nihilistyczna, która będzie uciekała od wszelkich wartości, co więcej będzie usiłowała wprowadzić antywartości, albo wygrają wartości. Od nas zależy, jaki model wybierzemy. Jeśli sukces miałaby odnieść ta pierwsza opcja – nihilistyczna, byłoby to dramatyczne dla polskiego społeczeństwa. Niewątpliwie czekałaby nas wojna o charakterze światopoglądowym, niemalże religijnym. Zatem musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: jaka ma być, jaka będzie Polska? Obowiązkiem wszystkich Polaków, zwłaszcza tych, dla których dziedzictwo wiary i tradycji ma znaczenie, ważna jest mobilizacja, aby możliwie najszersze kręgi społeczeństwa nastawione patriotycznie wzięły udział w wyborach, 28 czerwca. Potrzeba mobilizacji ludzi wierzących, którzy są zwolennikami zasad, którzy nie chcą dopuścić, żeby zagrożone były ostatnie bastiony naszego dziedzictwa, czyli rodzina i Kościół.

Jeśli tego nie zrobimy, to nastąpi regres polskiej podmiotowości?

– Dokładnie tak. Niewątpliwie jest to zdanie bardzo racjonalne, jednocześnie stwierdzające pewien dramatyczny stan rzeczy, sytuację, w jakiej się znajdujemy. Dlatego są to wybory graniczne, co już mówiłem – wybory, które przyniosą nam zmiany, które zaprzepaszczą czy wręcz staną naprzeciwko naszemu dziedzictwu kulturowemu, albo te wybory usytuują nas na pozycji państwa, któremu inni będą zazdrościć, że potrafimy budować na wartościach.

Co wpływa na stosunkowo duże poparcie dla Rafała Trzaskowskiego, kandydata Koalicji Obywatelskiej, która właściwie nie ma nic do zaproponowania Polakom?

– Jest coś takiego jak zmęczenie rządzącymi i to dotyczy wszystkich krajów. To naturalne, że po jakimś czasie ludzie mogą chcieć zmiany, ale nie tylko to wpływa na sondaże. Warto też zauważyć, że nasze społeczeństwo przechodzi pewien kryzys wartości. I diabeł bardzo mocno mąci i niejednokrotnie poprzestawiał w głowach ludziom, powodując, że katolicyzmem nazywane jest to, co ma niewiele wspólnego z wiarą. W istocie, w wielu przypadkach mamy też promowanie antywartości. Weźmy chociażby Konstytucję RP, z którą opozycja totalna się obnosi i przedstawia jako pewien wzorzec, od którego rzekomo rządzący odchodzą. Tymczasem, ci rzekomi strażnicy Konstytucji wydobywają z jej zapisów tylko to, co jest im wygodne, a nie patrzą na literę i ducha ustawy zasadniczej, którą osobiście uważam za wyjątkowo złą, ale obowiązującą w Polsce. Przedstawiciele opozycji próbują grać Konstytucją jako elementem, który ma deprecjonować sprawujących władzę, a przy okazji załatwiają swoje własne interesy.

Drugim bardzo istotnym wątkiem jest to, że nasze społeczeństwo przestało myśleć kategoriami państwa, racji stanu natomiast myśli kategoriami racji grupy, racji partii. I to jest szalenie niebezpieczne, bo takie myślenie doprowadza do tego, że zamiast racji ogólnych, obiektywnych, zamiast dobra wspólnego opowiadają się za dobrem czy interesem wąskiej grupy, interesem partii.

Skąd wzięła się ta degrengolada społeczna?          

– Wynika to z faktu, że nasze społeczeństwo de facto nie przeszło swoistego oczyszczenia ze względu na powiązania z przeszłości. Może zabrzmi to stanowczo, ale my wciąż nie jesteśmy społeczeństwem niepodległym. Ciągle jeszcze nie jesteśmy związani kontynuacją z II i I Rzeczpospolitą, ale ciągle, niestety, jesteśmy powiązani pępowina z PRL. Jesteśmy ciągle społeczeństwem postkomunistycznym i wszystkie obce naleciałości, wszystkie totalitaryzmy są w naszym społeczeństwie bardzo mocno zakorzenione. To one deprawują, prowadzą do degrengolady społecznej, sprzyjają myśleniu nihilistycznemu. Efekt jest taki, że wartości dziedzictwa narodowego są jakby spychane na margines. Mimo wszystko wierzę, że ci, którzy opowiadają się za naszym dziedzictwem kulturowym, za duchem wiary katolickiej, etosem społecznym i wizją polskiego ducha wolnościowego, że oni są większością i oni zdecydują o tym – oby w I turze, że prezydent Andrzej Duda zwycięży, a my razem z nim. Dzisiaj to jest polska racja stanu, inaczej grozi nam wielkie niebezpieczeństwo ze strony części zagubionego społeczeństwa.

Zanim udamy się do lokali wyborczych, w przyszłą środę prezydent Duda będzie gościł w Białym Domu. Co łączy dzisiaj Polskę i Stany Zjednoczone i jak silny jest ten sojusz?

– Wizyta polskiego prezydenta w Białym Domu jest wyrazem sojuszu polsko-amerykańskiego, dobrych relacji obu prezydentów Dudy i Trumpa. Okazuje się, że odwołujemy się – mam na myśli kręgi prezydenta Dudy i prezydenta Trumpa, do tych samych wartości, do tych samych źródeł, które nakazują budować własne państwo, ale również wspólnotę NATO w oparciu o zasady współpracy i wspólnego myślenia w kategoriach bezpieczeństwa światowego. Jest to dobry prognostyk, jest to też znak dla Polski świadczący o naszej pozycji jako państwa, ale także pozycji prezydenta Andrzeja Dudy. Skoro przywódca największego światowego mocarstwa, państwa, które jest nam szczególnie bliskie w sferze aksjologicznej, skoro prezydent Stanów Zjednoczonych pragnie umocnić ten sojusz zarówno w sensie militarnym, gospodarczym, ale także kulturowym, to jest to sukces zarówno prezydenta Dudy, ale także sukces wspólnoty, która tak wspaniale witała amerykańskiego prezydenta w Warszawie, w lipcu 2017 roku. Polacy zrobili wówczas na prezydencie Trumpie bardzo dobre wrażenie, co przyczyniło się do tego, że z sentymentem i bardzo życzliwie traktuje dzisiaj Polskę i Polaków.

Czy Polska może być łącznikiem między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską zdominowaną przez Niemcy i w dużej mierze niechętną prezydentowi Trumpowi?

– Unia Europejska zdominowana przez Niemcy coraz bardziej izoluje się od Stanów Zjednoczonych, które traktuje dość instrumentalnie jako gwaranta bezpieczeństwa Europy, przy czym nie chce za to płacić. Co więcej, Berlinowi coraz bliżej do Moskwy, co jest bardzo niepokojące. Nic zatem dziwnego, że prezydent Trump stawia sprawę jasno i decyduje się na ograniczenie liczby swoich amerykańskich wojsk w Niemczech i stawia na Polskę. Mamy zatem szansę być niejako zwornikiem między Waszyngtonem a Brukselą. Unia nie bardzo dostrzega zagrożenie płynące ze strony Moskwy, uważając, że Putin jest człowiekiem, który gwarantuje bezpieczeństwo w Europie i gdyby jego zabrakło, to Rosja mogłaby wkroczyć na drogę konfrontacji. Zachodnia Europa niestety nie dostrzega, że konfrontacja się już rozpoczęła, iż Putin dzisiaj, to wczesny Hitler, który wraz ze Stalinem zdominował Europę. Dzisiaj ten kompleks Rosji w wielu państwach zachodniej Europy jest obecny. Jest to kompleks połączony z fascynacją Rosją i jednocześnie z błędnym przekonaniem o wielkiej potędze Moskwy, której nie sposób się przeciwstawić. Właśnie ta fascynacja Rosją i Putinem stoi na przeszkodzie normalnych, głębszych relacji europejskich państwa NATO ze Stanami Zjednoczonymi. I tutaj Polska może rzeczywiście być tym zwornikiem, i nie tylko łączyć, ale też pokazywać, że jest inna droga, że Rosji można się przeciwstawić. Powinniśmy pokazywać, że Moskwa to de facto kolos na glinianych nogach, i że 300 mln Amerykanów wcale nie musi się angażować bezinteresownie w obronę 500-milionowej nacji Europejczyków, którym tak trudno samym przeciwstawić się rosyjskiemu zagrożeniu.

Opozycja drwi sobie z wizyty prezydenta Dudy w Białym Domu, a szef Platformy Borys Budka mówi nawet „myślę, że będzie to dobry koniec prezydentury Andrzeja Dudy”…

– Polska nie jest klientem, narzędziem wykorzystywanym przez Amerykanów, jak niektórzy uważają, ale relacje ze Stanami Zjednoczonymi są oparte na partnerstwie. Oczywiście, znamy też swoje możliwości, zdolności, tym bardziej poprzez współpracę w wielu aspektach mamy okazję podnosić się gospodarczo, technologicznie, a także podnosić stan własnego bezpieczeństwa i to nie tylko militarnego. Opozycji totalnej znacznie bliżej do Berlina niż do Waszyngtonu stąd ten prześmiewczy ton. W naszym interesie jest utrzymywanie przyjaznych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale także z Niemcami jako najbliższym sąsiadem. Jeśli jednak chodzi o naszego zachodniego sąsiada, to relacje mogą być tylko na zasadach partnerskich, a nie wiernopoddańczych, jak było to za rządów koalicji PO – PSL. Obecność Amerykanów w Europie jest na naszą korzyść, a próby wyrzucenia tego mocarstwa ze starego kontynentu oznaczałyby wzrost dominacji niemiecko-rosyjskiej, co skończyłoby się źle dla wszystkich. Myślę też, że drwiny, jakie wychodzą z szeregów Platformy, wynikają z bezsilności totalnej opozycji. To ich negatywne nastawienie wobec rządzących jest de facto nastawieniem przeciwko własnemu państwu. To ludzie gotowi zaszkodzić Polsce zawsze i wszędzie. Nic zatem dziwnego, że taka a nie inna ich reakcja – negacja wszystkiego, co służy budowie silniejszej Polski. Tymczasem prezydent Andrzej Duda swoją postawą i działaniami na arenie międzynarodowej udowadnia, że Polska liczy się w świecie, że Polska jest ceniona za granicą, co więcej, że Polska może być oparciem także dla innych krajów i liderem w tej części Europy. Natomiast z bezsilności opozycji rodzi się tylko zawiść, złość i niszczenie wspólnego dorobku. To jest małostkowe, żałosne i myślę, że ze spotkania w Białym Domu prezydent Andrzej Duda wyjdzie bardzo wzmocniony. Natomiast stan totalnej opozycji coraz bardziej zagubionej w swoich matactwach i bezradnej złości będzie się tylko pogłębiał.  

Dziękuję za rozmowę.       

 

Mariusz Kamieniecki