• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Ważne spotkanie

Piątek, 19 czerwca 2020 (16:14)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W jakich kategoriach powinniśmy patrzeć na spotkanie Duda – Trump, do którego dojdzie 24 czerwca w Białym Domu?

– Spotkanie prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych traktowałbym jako olbrzymią szansę – przekreślenie nawet nie tyle ustaleń zimnowojennych czy post-jałtańskich, co już post-zimnowojennych. Mam na myśli umowę Rosja – państwa NATO w kwestii dyslokacji stałych baz wojskowych sił Sojuszu Północnoatlantyckiego w byłych państwach Układu Warszawskiego.

Przypomnę, że umowa z 1997 roku, która zapewniała Rosji, że na terenie Polski czy w ogóle krajów nadbałtyckich: Czech, Słowacji, Węgier nie będą rozlokowane wojska amerykańskie, w tej chwili to porozumienie przechodzi do lamusa. Z drugiej strony realnie zwiększa to nasze bezpieczeństwo z uwagi na stałą obecność zarówno baz jak i instalacji amerykańskich. Można zatem powiedzieć, że jest to realne podwyższenie stopnia naszego bezpieczeństwa w ramach NATO, ale także w ramach relacji bilateralnych polsko-amerykańskich. Przypomnę tylko, że Sojusz Północnoatlantycki de facto składa się w ponad 50 procentach z wojsk amerykańskich, które są najpotężniejszą armią na świecie. Ponadto Stany Zjednoczone, to państwo dysponujące olbrzymim potencjałem nie tylko militarnym, ale również ekonomicznym.

To jest nasze podejście. Dlaczego inaczej widzą to Niemcy? Mam na myśli dyslokację wojsk amerykańskich w Niemczech, co też chyba nie dzieje się bez przyczyny...

– Słowa prezydenta Donalda Trumpa o wycofaniu 10 tysięcy żołnierzy amerykańskich z Niemiec upokorzyły naszych zachodnich sąsiadów na arenie międzynarodowej. Prezydent Trump – zresztą słusznie – wytknął Berlinowi, że nie wywiązuje się ze swoich sojuszniczych zobowiązań w kwestii nakładów na obronność. Trump zauważył, że nakłady w wysokości 2 procent PKB ponoszone przez sojuszników, to nie są tylko wydatki na obronę Niemiec, ale na obronność całego Paktu Północnoatlantyckiego.

Warto przy tym dodać, że Stany Zjednoczone w tym względzie są bardzo sprawiedliwe rzecz można aż do bólu w tej kwestii. Ustalenia szczytu NATO w Newport z września 2014 roku zakładają bowiem, że co najmniej 2 procent PKB każdego z państw członkowskich będą przeznaczane na uzbrojenie. Odbyło się to przy akceptacji wszystkich państw i jest to uzasadnione zwłaszcza po agresji Rosji na Ukrainę. Niemcy mimo licznych napomnień ze strony prezydenta Trumpa nie spełniają tego warunku umowy, dlatego Amerykanie wycofują część swoich wojsk z kraju naszego zachodniego sąsiada.

Nie można też zapominać, że jednostki, które mają być wycofane z Niemiec stanowiły ważny komponent, instrument odstraszający dla ewentualnego agresora. Skoro Niemcy nie były w stanie wywiązać się ze zobowiązań sojuszniczych, to teraz będą musiały – po części – same ponieść koszty utrzymania swojego militarnego bezpieczeństwa.

Biorąc pod uwagę zapowiedź wycofania 10 tysięcy wojsk amerykańskich z Niemiec zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Polsce może być większe? Czy możemy – w jakimś zakresie – zająć pozycję Niemiec?

– Nie postrzegałbym tego w tak radykalnych kategoriach. Sytuacja Niemiec jest specyficzna – wynika w dużej mierze z zaszłości historycznych po II wojnie światowej. Rola Amerykanów w politycznym procesie bezpieczeństwa Republiki Federalnej Niemiec była zasadnicza. Przez długi czas, to Amerykanie dyktowali politykę bezpieczeństwa RFN. Teraz Stany Zjednoczone wycofują z Niemiec nie wszystkie wojska, ale ich znaczącą część – nawet nie połowę.

Tak czy inaczej z Waszyngtonu płynie chyba dość jasny komunikat, że w Europie prezydent Trump – w dużej mierze – stawia na Polskę?

– Z całą pewnością, a wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w najbliższą środę w Białym Domu jest tego najlepszym sygnałem. Na pewno wizyta polskiego prezydenta zostanie odnotowana przez wszystkie agencje prasowe świata. Tym bardziej, że Andrzej Duda jest pierwszym przywódcą, który po trzech miesiącach pandemii wywołanej przez koronawirusa, zostanie przyjęty w Białym Domu przez głowę najpotężniejszego mocarstwa na świecie. Można zatem powiedzieć, że będzie to z całą pewnością  symboliczna wizyta i duże wyróżnienie dla Polski świadczące też o więzach jakie łączą obu prezydentów.

Przy okazji chyba upada też mit, że prezydent Duda nie robi nic dla Polski na arenie międzynarodowej…

– Taka retoryka jaka jest powtarzana przez totalną opozycję jest od początku bzdurą. Wystarczy tylko spojrzeć na rolę prezydenta Andrzeja Dudy w relacjach czy to transatlantyckich, czy w relacjach z naszymi partnerami europejskimi. Idą za tym wymierne sukcesy. Przypomnę tylko jeden fakt, że prezydentowi Dudzie w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi udało się to, co nie udało się żadnemu z jego poprzedników, mianowicie doprowadzenie do zniesienia obowiązku wizowego dla polskich obywateli podróżujących do Ameryki. To symboliczna, ale jakże ważna kwestia, która wcześniej była nie do przeskoczenia.

Biorąc pod uwagę trwającą kampanię prezydencką, czy ta wizyta może przekonać niezdecydowanych wyborców do oddania głosu na Andrzeja Dudę? Mówię o tym, bo prezydent – w toku kampanii – na dwa lub trzy dni opuszcza Polskę, i czy nie jest to pożywka dla opozycji, która może wykorzystać ten fakt do ataków na prezydenta?

– Polska opinia publiczna nie jest aż tak dogłębnie zainteresowana polityką zagraniczną jak to ma miejsce w innych państwach dajmy na to europejskich, gdzie rola polityki zagranicznej w wykonaniu ekipy rządzącej odgrywa znacznie ważniejszą rolę. Natomiast jest to oczywiście ważny sygnał jeśli chodzi o narrację opozycji w Polsce, gdzie główne ostrze ataku na prezydenta jest takie, że jakoby Polska – za prezydentury Andrzeja Dudy ponosiła same klęski i nie osiągała żadnych sukcesów czy zwycięstw. Tymczasem ta wizyta w sposób niepodważalny pokazuje pozycję prezydenta Andrzeja Dudy na arenie międzynarodowej.

Jakie kluczowe, ważne z punktu widzenia Polski decyzje, mogą zapaść podczas spotkania Duda – Trump?

– To pokaże czas. Natomiast byłbym zadowolony z trzech rzeczy: po pierwsze z decyzji o ulokowaniu w Polsce stałej bazy wojsk amerykańskich i określenia liczebności garnizonu w tejże bazie. Liczę też, że efektem rozmów obu prezydentów będą decyzje dotyczące współpracy handlowej oraz współpracy gospodarczej między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Zresztą te kwestie znajdują się w agendzie rozmów zapowiedzianej dziś przez polskiego prezydenta. Mam tu na myśli, aby to nie port w Hamburgu był portem docelowym dla kontenerowców, tankowców amerykańskich, ale port w Szczecinie, Gdyni czy w Gdańsku. Żeby to u nas była ostatnia nitka i ostatnia stacja podróży tankowców czy kontenerowców, co jest możliwe. Byłaby to rzecz niezwykle istotna z naszego punktu widzenia. Kolejna rzecz dotyczy amerykańskiego wsparcia w modernizacji uzbrojenia polskiej armii. Te trzy kwestie są według mnie kluczowe.

Panie Pośle, czy powstanie Fort Trump w Polsce, to wciąż realne?

– Moim zdaniem, to będzie pierwszy i podstawowy punkt spotkania prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, czyli stała baza wojsk amerykańskich w Polsce.

Zważając na trwającą kampanię prezydencką w Polsce na finiszu, ale też w Stanach Zjednoczonych, komu bardziej potrzebne jest to spotkanie, Andrzejowi Dudzie czy Donaldowi Trumpowi, którego na jesieni też czeka batalia o reelekcję?

– Uważam, że na to spotkanie nie można patrzeć jedynie w kategoriach doraźnej polityki, ale w kontekście przyszłych relacji oraz pozycji obu państw. Spotkanie Duda – Trump, w mojej ocenie – swoją doniosłością będzie miało o wiele większą skalę niż tylko element kampanii wyborczej, czy to w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych.       

    Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki