Groźby z Brukseli
Wtorek, 16 czerwca 2020 (22:05)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Jak odebrał Pan słowa, a właściwie groźby wiceszefowej Komisji Europejskiej Very Jourowej, która próbując wymusić posłuszeństwo Polski wobec Brukseli, straszy polskie samorządy odebraniem unijnych pieniędzy za rzekomą dyskryminację osób o odmiennej orientacji seksualnej?
– Jest to zupełnie nieuprawniona groźba, bo w Polsce – po pierwsze nie mamy do czynienia z jakimikolwiek formami dyskryminacji mniejszości seksualnych, wręcz przeciwnie, to te mniejszości starają się narzucić społeczeństwu swój jedynie poprawny tok myślenia na temat społeczności LGBT. Po drugie, osobiście nie znajduję tutaj żadnych podstaw, aby tego rodzaju groźba ze strony Brukseli mogła być zrealizowana w praktyce.
Wystąpienia wiceszefowej Komisji Europejskiej wpisują się w kampanię wyborczą w Polsce, są sygnałem dla Polaków – uważajcie, bo jeżeli nie będziecie wspierać słusznych stronnictw, partii w Polsce – takich, jak chociażby Koalicja Obywatelska, to może się to niedobrze skończyć. Jestem jednak spokojny, ponieważ nie ma merytorycznych podstaw do nałożenia na Polskę jakichkolwiek sankcji finansowych, a ponadto proweniencja komisarz Jourowej jest powszechnie znana – reprezentuje ona lewicowy punkt widzenia, więc słowa przez nią głoszone też wielkiego zdziwienia u mnie nie wywołują.
W tę samą narrację wpisuje się wypowiedź lewicowego polityka, byłego premiera Belgii, Elio Di Rupo, który po wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy na temat ideologii LGBT wezwał Komisję Europejską do uruchomienia art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej przeciw Polsce, co może skutkować karami finansowymi. Polityk ten powiedział, że „każda pomoc europejska powinna być uzależniona od poszanowania wartości europejskich i podstawowych swobód”. Od kiedy LGBT jest wartością, co więcej wartością, na której zbudowano Unię Europejską?
– Podstawy Unii Europejskiej budowano na zupełnie innych wartościach. Dzisiaj założyciele Unii Europejskiej, Robert Schuman i Alcide De Gasperi, którzy są nawet kandydatami na ołtarze, przewracają się w grobach, widząc takie deklaracje, a de facto kłamstwa. Zjednoczona Europa była budowana na wartościach chrześcijańskich i obecna Unia Europejska z jej liderami, bardzo daleko od tych wartości odeszła. Mamy zatem Europę politycznych poprawności, mamy Europę dyktatury liberalnego i lewicowego myślenia, i jakiekolwiek odchylenia od tego głównego nurtu powodują nerwowe wystąpienia, jak chociażby komisarz Very Jourowej czy też byłego premiera Belgii Elio Di Rupo.
Polska idzie swoją drogą, Polska oczywiście jest członkiem Unii Europejskiej i szanuje te wszystkie wartości, które są zapisane przede wszystkim w Konstytucji RP, i które są z nią zgodne. W Konstytucji RP mamy zapisaną szczególną ochronę rodziny i małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Polska jest zatem silna wartościami małżeństwa i rodziny i nikomu nie uda się tego zmienić. Nie ma zatem zgody na jakiekolwiek manipulacje w tym zakresie, ale także zgody na wczesną edukację i de facto deprawację naszych dzieci, bo jak wiemy, próby w tej materii wciąż mają miejsce.
Czy mniejszość może narzucać swoją wolę większości tylko dlatego, że ma duże wpływy w mediach, w rządach wielu państw. Czy układy homoseksualne sięgają wyżej niż układy polityczne?
– Przede wszystkim w Polsce obowiązuje Konstytucja, z jednolitą definicją małżeństwa. Mniejszości seksualne nie powinny narzucać swoich poglądów większości. Nie na tym polega tolerancja, aby większość przyjmowała ideologię czy poglądy strony przeciwnej – mniejszości, jest dokładnie na odwrót. Tolerancja nie jest też akceptacją i trzeba to sobie jasno powiedzieć. Z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej taka akceptacja byłaby nie tylko niewskazana, ale wręcz demoralizująca.
Z drugiej strony, trudno jest narzucić polskiemu społeczeństwu brak tolerancji. Nie ma u nas przestrzeni do dyskryminacji czy prześladowań kogokolwiek, natomiast takie wrażenie chcą wywrzeć – chociażby na swoich sojusznikach, na opinii publicznej w Europie – organizacje reprezentujące mniejszości seksualne. Wydaje się, że w tych swoich działaniach są skuteczne. Widać to chociażby przez niewspółmierną reakcję do tego, co zostało powiedziane przez prezydenta Andrzeja Dudę i zawarte w Karcie rodziny. Natomiast, ani poseł prof. Przemysław Czarnek, ani prezydent Andrzej Duda nie powiedzieli nic, co byłoby wymierzone przeciwko społeczności LGBT, ale odnosili się do ideologii. Natomiast próbuje się wyrwać ich słowa z kontekstu, kreując rzeczywistość, której nie ma.
Rafał Trzaskowski, który na progu swojej prezydentury tak ochoczo podpisał Deklarację LGBT+ teraz jednak ucieka od tego tematu i odpowiedzi: czy jako prezydent Rzeczypospolitej poparłby małżeństwa homoseksualne oraz adopcję dzieci przez pary jednopłciowe? Skąd ta wstrzemięźliwość?
– Nie da się oszukać Polaków, bo przecież znane są wcześniejsze słowa i deklaracje Rafała Trzaskowskiego, który mówił, że marzyłby, aby być pierwszym prezydentem Warszawy, który mógłby udzielić ślubu parze homoseksualnej. Mówił zatem głośno o swoich osobistych przekonaniach, patronował też paradom gejów i lesbijek w Warszawie. Dlatego dzisiaj, nie odpowiadając na konkretne pytania, pokazuje hipokryzję. Zakłamanie polityków Platformy czy szerzej Koalicji Obywatelskiej widać na każdym kroku, przy wystąpieniu każdego przedstawiciela tej formacji.
Ostatnio szef Platformy Borys Budka w wywiadzie udzielonym jednej ze stacji radiowych pytany o związki partnerskie, bardzo kluczył, szczególnie w temacie inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do zalegalizowania związków partnerskich, tłumacząc, że w tej chwili jego ugrupowanie zajmuje się tematem bieżącym – kampanią Rafała Trzaskowskiego. To tylko pokazuje, że Platforma jest formacją, która z jednej strony puszcza oko do lewicowego, liberalnego elektoratu i do społeczności LGBT, a z drugiej strony – dociśnięta do muru – kluczy i nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, czy zalegalizowanie takich związków popiera, czy też nie. Są zatem niewiarygodni, a jeśli przejrzeć się ich wcześniejszym wypowiedziom, a także program, chociażby z ubiegłorocznej kampanii parlamentarnej, to jest jasne, że ten kierunek popierają.
Co zatem jest stawką w zbliżających się wyborach prezydenckich?
– Stawką wyborów prezydenckich jest dalszy cywilizacyjny rozwój Polski. Musimy przetrwać tę ideologiczną nawałę i trwać dalej przy korzeniach, z których wyrośliśmy jako naród chrześcijański. Zatem gra idzie o zachowanie tradycyjnych wartości, ale także wartości konstytucyjnych. Przecież Konstytucja RP jasno definiuje, co jest związkiem małżeńskim – związek kobiety i mężczyzny, oraz że małżeństwo pozostaje pod szczególną ochroną państwa polskiego. Dlatego takie liberalne eksperymenty, jakie dzisiaj są prowadzone na Zachodzie, a które zupełnie inaczej definiują pojęcie rodziny i które próbuje się przetransponować na polski grunt, bez zmiany Konstytucji w Polsce nie mają żadnych szans powodzenia. Myślę też, że długo jeszcze tych szans mieć nie będą.