• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Podsycanie emocji wyborczych

Niedziela, 14 czerwca 2020 (20:26)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na jakich głównych osiach toczy się dzisiaj kampania prezydencka?

Taką główną osią, obok tematów bieżących, gospodarczych, są oczywiście emocje, które bardzo rzucają się w oczy. Tak naprawdę każdy z kandydatów na urząd Prezydenta RP porusza takie tematy, które mają wzbudzić emocje wśród wyborców – szczególnie zaś we własnym elektoracie, który zostanie zmobilizowany jeszcze bardziej. Z kolei w elektoracie niezdecydowanym te emocje mają wzbudzić wątpliwości, natomiast w elektoracie przeciwnika – konkurenta wywołać popłoch. Taki jest cel podsycania emocji wyborczych.

Co ma do zaproponowania prezydent Duda, któremu z tej racji, że już pięć lat pełni urząd głowy państwa, chyba najtrudniej o przedstawienie czegoś nowego, oryginalnego?

Wybory już 28 czerwca, przed nami zatem niespełna dwa tygodnie kampanii, która właściwie jest już na finiszu. I rodzi się pytanie, ile można mówić właściwie o tym samym, co nowego przekazać. Proszę zwrócić uwagę, że kampania, oficjalnie czy nie, trwa od lutego i ilość spotkań, rozmów z wyborcami kandydatów jest spora, więc siłą rzeczy tematy, których liczba jest ograniczona, się powtarzają.

To powoduje znużenie, zmęczenie nie tylko samych kandydatów, którzy od rana do wieczora są w akcji, ale także zmęczeni są wyborcy. I to jest problem, zwłaszcza dla prezydenta Dudy, mówić o czymś nowym, o czym nie mówiłby już wcześniej. Dlatego mamy próbę przestawienia zwrotnicy i przerzucenia akcentów na gospodarkę, inwestycje i na rozwój.

W tym wszystkim pozostaje też kwestia ideowa, mianowicie prezydent Duda podpisał ostatnio „Kartę rodziny” , która spotkała się z ogromną krytyką opozycji, która de facto nie ma nic do zaproponowania…

Podpisując „Kartę rodziny” prezydent Andrzej Duda przypomniał coś, co jest już zagwarantowane w Konstytucji RP, niejako rozwijając ten wątek. W naszej Konstytucji jest mowa o prawach i o wartości rodziny, a „Karta rodziny” jest nawiązaniem do Ustawy Zasadniczej i pewnym jej rozwinięciem, uszczegółowieniem.

Może trzeba to akcentować, skoro ta niezbywalna wartość jest podkopywana?   

Tym bardziej jestem zdziwiony, że środowiska lewicowe i skrajnie lewicowe są zbulwersowane i protestują przeciwko „Karcie rodziny”. Przecież to właśnie te środowiska najgłośniej krzyczały „konstytucja”, ale kiedy ktoś inny rozwija wątki zawarte w Ustawie Zasadniczej, to jest wielkie oburzenie, protesty i totalny sprzeciw. To dowód, jak wybiórczo, jak instrumentalnie środowiska te traktują Konstytucję RP. Tymczasem pojawia się mowa o piętnowaniu i wykluczaniu, tyle że to właśnie te środowiska próbują wykluczać innych, myślących inaczej niż one. Widać, że ktoś czegoś nie rozumie albo działa świadomie.

Jak odebrał Pan pikietę w uroczystość Bożego Ciała przed Pałacem Prezydenckim?   

To był protest podsiany emocjami – to po pierwsze, a po drugie, nie było tam tłumów, ale jedynie garstka osób. I to, co tam wyczyniano, pod jakimi hasłami występowano, stało się bardziej problemem, nie zaś sukcesem opozycji totalnej. Kandydaci opozycyjni, łącznie z Rafałem Trzaskowskim, musieli się bowiem tłumaczyć z czegoś, co jest płytkie, czego nie da się obronić, a jednocześnie jest to niebezpieczne dla kandydatów, którzy są związani z tymi środowiskami. Co więcej, niektórzy nazwali to prowokacją, bo z PR-owego punktu widzenia taka obsceniczna demonstracja, w dodatku w Boże Ciało – jedno z najważniejszych świąt dla wierzących Polaków, była nie tylko niezręcznym, ale politycznie wręcz fatalnym pomysłem. Ale to już problem tych środowisk.

Nic dziwnego, że Rafał Trzaskowski czy inni kandydaci lawirowali, jak mogli, żeby się nie określić…

– Na dzisiaj startują kandydaci, którzy o ile w wyborach samorządowych otwartym tekstem mówili o LGBT, dzisiaj pomijają konkrety, lawirują, bo nie chcą się dać zaszufladkować. Mowa oczywiście o Rafale Trzaskowskim, bo jedynym kandydatem, który mówi o tych kwestiach, o związkach jednopłciowych otwarcie, jest Robert Biedroń. Natomiast Rafał Trzaskowski próbuje lawirować i nie mówi prawdy. Innymi słowy, nie ma cywilnej odwagi, aby nazwać rzeczy po imieniu, i w sposób cyniczny wykorzystuje sytuację.       

Trzeba mu zatem przypominać jego czyny…

– To prawda, ale takie niedookreślenie dzisiaj ma na celu budowanie napięcia, emocji. Z całą pewnością fakt, iż to Rafał Trzaskowski jako prezydent Warszawy podpisał kartę LGBT, jest dzisiaj w kampanii bardzo niezręczny dla niego, dlatego jest i będzie sprytnie ukrywany przez jego sztab. Będziemy zatem świadkami uników i uciekania od pewnych faktów.

Ale karty LGBT, którą podpisał, z pewnością nie da się przykryć milczeniem?

– Prawdę mówiąc, dziwię się, że dzisiaj Trzaskowski się tego wstydzi, bo wygląda to tak, że kandydat na prezydenta RP wstydzi się tego, co robił jako prezydent miasta stołecznego Warszawy. Trzeba nazwać rzecz po imieniu. Jeszcze raz powtarzam, że o ile można mieć jakiś szacunek do Biedronia za to, że nie wstydzi się swoich poglądów, że mówi o tym w sposób otwarty – pomijając, jakie to poglądy, o tyle Trzaskowski nie jest w tym wypadku uczciwy i nie ma cywilnej odwagi bronić swoich wartości.

Jaki jest cel tego lawirowania, kogo chce do siebie przyciągnąć?

– Działanie to, cała ta postawa, jest po to, żeby nie wpaść w pułapkę Biedronia. Pułapka, w jaką wpadł Robert Biedroń, skończyła się dla niego spadkiem poparcia w sondażach do poziomu 4-5 procent. Teraz wejście Trzaskowskiego w tę samą retorykę, co Biedroń, i jednoznaczne poparcie dla małżeństw homoseksualnych, a docelowo także adopcja dzieci przez pary homoseksualne, oznaczałoby spadek poparcia dla jego kandydatury. Stąd zamknięcie tych obszarów stwierdzeniem, że związki partnerskie – tak, a jeśli chodzi o „małżeństwa” homoseksualne, to się pomyśli, zobaczy. Taka jest na dzisiaj strategia na kampanię Rafała Trzaskowskiego, czyli powiedzieć dużo, ale bez żadnych konkretów.

Co zatem w ogóle ma do zaproponowania kandydat Trzaskowski, którego świeżość – jako początkowy atut – zaczyna dziś przygasać?    

– Można powiedzieć, że świeżość po ostatnich upałach już nie istnieje, dlatego koszulkę trzeba zmienić. Rafał Trzaskowski, który wszedł do kampanii jako dubler Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, jako ten młody, gniewny, po paru spotkaniach wpadł w pewien marazm. Trudno zresztą dodać coś do programu, którego nie ma. Wszyscy wiedzą od dawna to, że jedynym punktem programu Platformy, a więc też kandydata tego środowiska, jest obalenie władzy Zjednoczonej Prawicy i przejęcie rządów w Polsce, ale to za mało. W kampanii kandydaci ci sami, z wyjątkiem jednego, pytania się powtarzają, dziennikarze ci sami, więc trudno o świeżość. Zaczyna dominować znużenie wyborcze, ale przed nami najbardziej gorące godziny kampanii, przed nami wzrost jej tempa.

Czego możemy być zatem świadkami na ostatniej wyborczej prostej?

– Myślę, że możemy się spodziewać wszystkich chwytów. Przyznam, że nie jestem zwolennikiem wszystkich chwytów jako dozwolonych, bo kampania, mimo iż polityczna, też powinna mieć pewne granice, jakieś zasady, ale gra idzie o bardzo wysoką stawkę, więc poszczególne partie – wszystkie ugrupowania, rzucą do walki na pierwszą linię frontu wszystkie siły po to, żeby wesprzeć swoich kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd w państwie. Możemy zatem być świadkami ciekawych wydarzeń, zwrotów akcji, ale czy będzie to czysta gra, szczerze mówiąc, wątpię.

           Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki