• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Sejm to nie miejsce dla politycznych harcowników

Niedziela, 7 czerwca 2020 (21:19)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co możemy powiedzieć o debacie w polskim parlamencie?

– Niestety, jesteśmy świadkami wprowadzania zachowań chuligańskich, prymitywnych. Z żenującym poziomem mieliśmy do czynienia w poprzednich kadencjach Parlamentu, ale teraz jest coraz gorzej. Powiedziałbym, że od 1989 roku poziom debaty w polskim parlamencie jest coraz gorszy. W latach 90., w Polsce okrągłostołowej, która miała swoje różne patologie w życiu społecznym, gospodarczym, ale także politycznym, poziom debaty w parlamencie był wyższy niż obecnie. Oczywiście były spory, ale nie było przejawów postaw zupełnie nielicujących z powagą Sejmu.

Proszę zauważyć, że są osoby, które się dzisiaj zachowują w sposób skandaliczny – mam na myśli głównie Platformę, która ma tzw. harcowników – ludzi, którzy używają bardzo prymitywnego, wulgarnego języka. To działanie wpisuje się w strategię, w plany działania kierownictwa tej formacji, bo to nie jest tak, że wspomniani harcownicy wyrażają swoje poglądy w sposób spontaniczny – oczywiście zgodny z ich poziomem kultury, ale patrząc szerzej, jest to działanie strategiczne, rzec można – zaplanowane. I to obciąża całą formację – nie tylko tzw. harcowników. Oczywiście na Lewicy też zdarzają się tego typu wystąpienia, ale jednak są bardziej stonowane.

A co z dyskusją merytoryczną?   

– Chodzi właśnie o to, żeby dyskusja w parlamencie nie była merytoryczna, żeby ta debata była ukierunkowana na zupełnie inne obszary. Proszę zwrócić uwagę, jacy ludzie zasiadają w Sejmie – co najmniej kilkadziesiąt osób, to są ludzie, których stan wiedzy o historii, o naszym dziedzictwie narodowym jest po prostu kompromitujący. To są ludzie pozbawieni elementarnej wiedzy o historii, tradycji, tożsamości polskiego Narodu – użyję tego sformułowania – wręcz wykorzenieni z polskości.

Tak można sądzić po ich wypowiedziach, postawie. Trzeba też powiedzieć, że wielu naszych rodaków oddawało głosy na te osoby, a więc mamy tutaj do czynienia z szerszym zjawiskiem. Stan klasy politycznej jest taki, jaki jest stan świadomości polskiego społeczeństwa. I tutaj przemiany polityczne i odchodzenie od komunizmu, to jest jedna kwestia, ale z drugiej strony mamy do czynienia z wchodzeniem w model demokracji permisywnej w sensie wartości, demokracji tzw. liberalnej, która jest demokracją relatywizmu moralnego, co oczywiście przekłada się na takie, a nie inne postawy i wypowiedzi w Sejmie.   

Czy w Sejmie jest miejsce dla tego typu harcowników i jak zatrzymać upokarzanie  oraz de facto niszczenie polskiego parlamentaryzmu? Może przydałyby się jakieś dotkliwe kary dla posłów, którzy notorycznie zachowują się poniżej pewnych norm? 

– Proszę zwrócić uwagę, że o ile podczas debaty nad wotum nieufności wobec ministra Łukasza Szumowskiego opozycja – szczególnie Platforma – pokazała poziom antykultury swoich posłów, których agresja jest coraz większa, to w Parlamencie Europejskim przedstawiciele tej formacji są niezwykle spolegliwi wobec polityków unijnych. Nie są w stanie w żaden sposób podjąć polemiki w sprawach oczywistych, w obronie polskich interesów, często tam, gdzie są one wyraźnie sprzeczne z polityką Brukseli.

Natomiast mechanizmy, o których pan redaktor mówi, są bardzo trudne do wprowadzenia i opisania w systemie prawnym. Owszem, te rozwiązania może przyniosłyby pożądane rezultaty, ale wydaje mi się, że tylko doraźne. Tak naprawdę trudno znaleźć konkretne rozwiązania, konkretne mechanizmy prawne. Natomiast myślę, że powinien zostać wprowadzony kodeks etyki polityka – osoby publicznej, parlamentarzysty, ale nie tylko, bo powinien dotyczyć polityków na każdym poziomie, gdzie reprezentowane jest społeczeństwo, a więc również w jednostkach samorządu terytorialnego.

Taki kodeks powinien zostać przyjęty przez parlament, a więc powinien być uniwersalny, natomiast jakie rozwiązania zostałyby tam zastosowane za złamanie takiego kodeksu, to jest kwestia do dyskusji. Rozwiązania, konsekwencje finansowe uważam za niewłaściwe, bo raczej powinniśmy dążyć do rozwiązań pozytywnych, oczywiście eliminując postawy niegodne piastowanego mandatu. Powinno tu być porozumienie ponad podziałami związane z wprowadzeniem uniwersalnych zasad kodeksu etycznego i zastosowane bardzo konkretne sankcje związane z jego nieprzestrzeganiem.

Jest też regulamin Sejmu…

– Owszem jest, ale okazuje się, że jest niewystarczający. Zresztą ze zjawiskiem, o którym rozmawiamy, mamy do czynienia nie tylko w Polsce, żeby to był tylko specyfika polskiego parlamentaryzmu. Trzeba powiedzieć, że podobny poziom debaty publicznej, politycznej jest mniej lub bardziej obecny także w krajach zachodniej Europy. Różnica polega jednak na tym, że tam mamy do czynienia z daleko idącym ujednoliceniem tzw. konwergencją polityczną, czyli brakiem różnic między tzw. prawicą, której tam już de facto nie ma, i tzw. lewicą, tylko po prostu z klasą polityczną, gdzie różnic ideowych właściwie nie ma. Jest też inny poziom debaty – mam na myśli emocje. Jeśli chodzi o polski parlament, to zachowania, jakie obserwujemy, są bardzo przykre, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę historię polskiego parlamentaryzmu.

Mógłby Pan rozwinąć tę myśl?

– Jeśli spojrzymy na tradycję polskiego parlamentaryzmu, to naprawdę mamy powód do dumy. Myślę o parlamentaryzmie I Rzeczypospolitej, o oryginalnych rozwiązaniach, którymi możemy się szczycić, np. sejmiki ziemskie, wolne elekcje – metoda wyboru monarchy zupełnie nieznana, wręcz niezrozumiała w ówczesnej Europie. Również w okresie parlamentaryzmu II Rzeczypospolitej – przynajmniej do 1926 roku – pomimo sporów, blasków i cieni parlamentaryzmu i tego, że byli tam przedstawiciele różnych opcji, ale byli to wybitni Polacy.

Niezależnie czy to byli socjaliści, chadecy czy narodowcy, ale była to naprawdę intelektualna elita Polski. Możemy tu wymienić wielu fantastycznych mówców, wybitnych parlamentarzystów i mimo–że spory w II Rzeczypospolitej również były bardzo gorące, być może nie mniejsze niż dzisiaj, ale poziom wystąpień adwersarzy był zupełnie inny, był wyrazem ich osobistego i intelektualnego poziomu.

Przypomniał Pan piękną historię polskiego parlamentaryzmu, ale skąd posłowie krzykacze mają czerpać wzorce, skoro – jak zauważył Pan wcześniej – nie znają historii?

– Nie chciałbym wykazywać daleko idących braków wiedzy obecnych parlamentarzystów, ale jestem przekonany, że poziom wiedzy historycznej w sprawach elementarnych – tylko ze współczesnej historii Polski XX wieku – większości posłów jest żenujący. Myślę, że w wielu wypadkach nie osiąga nawet poziomu szkoły podstawowej. Co więcej, ci ludzie mają wielkie mniemanie o sobie i zachowują się tak jakby przed nimi nic nie było, że to oni tworzą historię i wzorce polskiego parlamentaryzmu. Tylko jak mogą to robić, skoro zupełnie nie znają historii Polski. Może dobrze byłoby, aby wśród polityków, parlamentarzystów przeprowadzić egzamin z historii Polski.

Może TVP, która organizuje testy z różnych dziedzin, mogła pójść także w tym kierunku?

– To dobry pomysł do rozważenia przez władze TVP. Tak czy inaczej może znaczące dzienniki w Polsce mogłyby zorganizować taki quiz. I wcale nie chodzi tu o jakąś wiedzę szczegółową, nie chodzi też o to, żeby próbować kogoś przyłapać na nieznajomości dat itd., ale chodzi o wiedzę w podstawowych, elementarnych kwestiach, żeby znać ważne postaci z historii Polski, takie jak np. Roman Dmowski, gen. Józef Haller czy temat chociażby wojny z 1920 roku, o działalności Komunistycznej Partii Polski jako agentury NKWD w okresie II Rzeczypospolitej, wreszcie o Polskim Państwie Podziemnym, o Armii Krajowej, oczywiście też o Powstaniu Warszawskim, nie mówiąc już o bardziej współczesnych wydarzeniach z naszej historii.

Mam tu na myśli kwestie związane z PRL-em, można by zrobić quiz od „Sierpnia 1920 roku do Sierpnia 1980 roku”, bo to są daty symboliczne, za którymi kryją się ważne wydarzenia, podobnie jak Poznański Czerwiec 1956 roku i wystąpienia ludności tego miasta krwawo stłumione przez wojsko i milicję.           

    Dziękuję za rozmowę.                  

Mariusz Kamieniecki