• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Wyłącz telewizor, włącz myślenie

Niedziela, 7 czerwca 2020 (18:06)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrał Pan ostatnie wydarzenia w Sejmie – mam na myśli wszczynanie awantur przez posłów Platformy, co mogła zobaczyć cała Polska?

– Nie czuję się ani zaskoczony, ani zgorszony, bo jako były poseł, w poprzedniej kadencji miałem okazję słyszeć i widzieć to wszystko z bliska. Odnosząc się jednak do ostatnich wydarzeń trzeba powiedzieć, że owszem trudno uznać za eleganckie to, co powiedział prezes Jarosław Kaczyński, ale z całego kanonu zwrotów jakie miałem okazję słuchać przez cztery lata, to był to jeden z bardziej delikatnych i subtelnych. Polacy, którzy oglądają w telewizji obrady Sejmu nie mają świadomości i nie słyszą tego, co dzieje się na sali, nie mają pojęcia jakie zwroty padają w trakcie posiedzeń, bo transmisje i mikrofony medialne tego nie wyłapują.

Na sali plenarnej, gdzie obraduje kilkaset osób, do głosu bardzo często dochodzą emocje, które powodują, że standardem są takie zwroty jak: spadaj, zniknij stąd, gadasz głupoty i zwroty tego typu można mnożyć nie mówiąc już o bardziej wulgarnych tekstach, które też się zdarzają. To pokazuje, że Sejm nie jest wolny od emocji – tak samo jak nasze domy, miejsca pracy. I tu wychodzi jaki jest człowiek. Mogę tylko powiedzieć, że zasiadając w ławach poselskich słyszałem i widziałem naprawdę wiele łącznie z tym, kiedy jeden poseł do drugiego mówił: „Czy nie chcesz wyjść na solówkę poza Sejm”. Takie zwroty, takie zachowania też są obecne w Sejmie tylko, że nikt o tym głośno nie mówi – może i dobrze, bo byłoby to wielkim zgorszeniem dla zwykłych Polaków.

Czy Sejm jest miejscem dla takich zachowań rodem spod budki z piwem?

– Czasem, wcale nie tak rzadko, w Sejmie zdarzają się takie wypowiedzi, padają takie sformułowania, które mogłyby być obraźliwe dla chłopaków spod budki z piwem. Często od polityków oczekujemy doskonałości, ale chyba czas, aby wyleczyć się z tego, bo to są tylko ludzie, którzy nie są doskonali, którzy mają też swoje słabości i tak jak często na Sali obrad zdarzają się zwroty niecenzuralne, tak bywały też przypadki, że na Sali plenarnej Sejmu dało się wyczuć woń alkoholu. Nie przypadkowo był taki moment w Sejmie, kiedy jako Klub Kukiz’15 mówiliśmy bardzo głośno o tym, żeby poseł, który ma uczestniczyć w obradach i zabierać głos, przed wejściem do Sejmu był badany alkomatem. To wcale nie był kawał.

Czy polski Sejm wciąż jeszcze jest miejscem parlamentarnej debaty?

– Sejm oczywiście jest miejscem debaty, jest miejscem dialogu i dyskusji, ale jest także miejscem, gdzie często górują emocje. Jeśli ktoś idealizuje polityków to znaczy, że wpadł w pewną pułapkę. Zresztą w tę pułapkę wpadamy wszyscy jako społeczeństwo, którzy za sprawą głównie mediów głównego nurtu mamy wykreowany obraz idealnego polityka, obraz odrealniony.

Od polityków w Sejmie jednak wymagamy, żeby byli kulturalni. Tego chyba można wymagać od przedstawicieli narodu?         

– Zgadza się. Kultura powinna być nieodłącznym elementem każdej dziedziny życia także polityki. Ale wszędzie tam, gdzie są emocje mogą komuś puścić nerwy. Polityka to są emocje, a emocje w Sejmie są gigantyczne. Elementem polityki jest prowokowanie, badanie jak długo dana strona – mój przeciwnik – wytrzyma ataki, które często są bez sensu. Nie ma to żadnego podłoża merytorycznego, ale są po to, aby usłyszeć jakąś odpowiedź, jakieś słowo, które się wyłapuje i nagłaśnia robiąc z tego wydarzenie. Trochę przypomina to zabawę dzieci z piaskownicy, co najwyżej z pierwszej klasy, kiedy dzieci skarżą się pani.

Dokładnie tak było ostatnio, kiedy ze słów prezesa Kaczyńskiego uczyniono burzę…

– Tak, co więcej, często najpierw się prowokuje, obraża, a następnie oczekuje się na jakąś reakcję. Po czym z emocjonalnych wypowiedzi wyciąga się zdanie, sformułowanie czy nawet słowo na bazie, którego buduje się całą narrację. I tak – również w tym wypadku – w świat poszła fama, że prezes Jarosław Kaczyński jest niekulturalny, że nie jest dżentelmenem. Jeśli przejrzelibyśmy całą debatę, to zobaczylibyśmy jak politycy burczą, kiedy na salę wchodzi prezydent – część posłów w ogóle nie wstaje, nie okazując kultury i szacunku dla Głowy Państwa.

Cóż powiedzieć jeśli podczas debaty i wystąpień z mównicy słyszymy serię docinek, mamy wrzutki czasem obraźliwe, które mają wybić z rytmu wypowiadającego się. Tylko, że tego nie słychać w telewizji. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że po kilku czy kilkunastu godzinach przebywania w takim tyglu, w napięciu i stresie człowiek po prostu nie wytrzymuje, ma dość. Jeśli do tego dodamy liczne prowokacje, to nie dziwmy się, że komuś puszczą nerwy i pada męski, ostry komentarz czy wypowiedź.

Pamiętam, że kiedy jako Klub Kukiz’15 głosowaliśmy  za jakąś ustawą, to z ław totalnej opozycji słyszeliśmy, że jesteśmy zdrajcami. Cóż oznacza zwrot zdrajca, kogo zdradziliśmy i czy zwrot zdrajca jest kulturalny…? Przecież to jest inwektywa. W wachlarzu obraźliwych określeń jakie padały pod moim adresem czy adresem moich ówczesnych kolegów klubowych ze strony totalnej opozycji były też takie określenia jak przekupczyki czy judasze. Czy da się to przyjąć ze spokojem, chyba nie… Ale to jest wszystko polityka, to jest gra, pewien teatr.

Czy w Sejmie są „specjaliści”, którzy przodują w tym podpuszczaniu, prowokowaniu, czy jest to improwizacja?      

– Owszem są tacy i to zarówno ze strony opozycji jak i partii rządzącej. Co ciekawe ci krzykacze z reguły siedzą wyżej, bliżej drzwi Sali sejmowej i ich teksty docierają do posłów, ale najczęściej nie docierają do marszałka i ich zachowania nie wyłapują kamery. Politycy, którzy siedzą bliżej mównicy z reguły – choć są też wyjątki – tego nie robią i nie krzyczą, krzyczą ci, o których wspomniałem. Zasada w Sejmie jest taka, że ważniejsi politycy siedzą na dole, a mniej ważni bliżej wyjścia i z reguły mają dodatkowe zajęcie polegające na przeszkadzaniu, burczeniu, tuptaniu czy gwizdaniu, co też się zdarzało na Sali plenarnej Sejmu.     

Czym ta wrogość generowana w Parlamencie, która nie ma nic wspólnego z ostrą, ale merytoryczną dyskusją może się zakończyć?

– Mam nadzieje, że nie będzie się to przekładało na zachowania społeczne. Tylko trzeba nauczyć Polaków, aby nie przesadzali z ilością oglądania programów informacyjnych i materiałów publicystycznych. Często się zdarza, że grupa kilku dziennikarzy poprzez odpowiednią retorykę próbuje zarazić nas wirusem negacji wszystkiego, co się dzieje. Nie dajmy się zmanipulować. Wybierajmy sprawdzone informacje. Jak mamy przesyt, kiedy nie jesteśmy pewni czy dane informacje są prawdziwe zwyczajnie wyłączmy telewizor, porozmawiajmy z rodziną, idźmy na spacer.

Tak jak wspomniałem wcześniej, to jest teatr, który trwa. I tak jak w teatrze kiepska sztuka potrafi uśpić, znudzić i powoduje zniesmaczenie takim czy innym spektaklem, tak samo jest z polityką. Wszystkim nam potrzebny jest większy dystans, więcej spokoju. Często zachowania takich czy innych polityków nie oznaczają, że są oni źli, niedobrzy, ale używają takich chwytów, podejmują takie działania jakie obecne są także w parlamentach innych państw np. Wielkiej Brytanii, gdzie buczenie i wyrazisty apel spikera o ciszę są nam przecież znane. I jest pytanie czy to zachowanie parlamentarzystów Izby Gmin świadczy, że są to ludzie niekulturalni – nie. polityka to emocje, które były są i będą i nawet jeśli zmieniłby się układ w Sejmie, to też byłoby podobnie. Nie znam nikogo, kto tych emocji jest pozbawiony.

Tylko, że nie każdy odbiorca potrafi wyłączyć telewizor, a często to, co ludzie widzą w Sejmie budzi ich agresję. Czym może się zakończyć i do czego prowadzi polityka hejtu, wrogości i nienawiści?

– Jeszcze raz powtórzę, to, co mówiłem wcześniej i co zawsze radziłem swoim znajomym, którzy nie potrafili zrozumieć zachowania polityków, które widzieli oglądają relacje z Sejmu: – wyłącz telewizor, włącz myślenie. Powinniśmy zacząć myśleć, nie brać wszystkiego dosłownie. Politycy, którzy na Sali plenarnej Sejmu często się kłócą i używają wobec siebie różnych zwrotów, po zakończeniu obrad za słynną kratą sejmową, w barze czy w hotelu sejmowym piją razem piwo.

Często jest też tak, że podczas emocjonujących debat w Sejmie czy w telewizji, kiedy gasną światła kamer politycy z różnych ugrupowań podchodzą do siebie i przepraszają za zbyt ostre słowa. Tym bardziej nam przyglądającym się dzisiaj z boku potrzeba większego dystansu, więcej spokoju, nie brać wszystkiego do siebie, bo to jest polityka. Przypomnijmy sobie moment – nie tak dawny, kiedy kamery przyłapały posłów Borysa Budkę i Władysława Kosiniaka-Kamysza, kiedy pozytywnie wyrażali się o tarczy antykryzysowej rządu. Tymczasem wcześniej z mównicy sejmowej krytykowali nie pozostawiając przysłowiowej suchej nitki na działaniach rządu w zakresie pomocy przedsiębiorcom poszkodowanym w wyniku pandemii koronawirusa.

Po co zatem cały ten cyrk?  

– Są dwie szkoły – wielu polityków opozycji przyjmuje zasadę, że nie wolno chwalić rządzących tylko krytykować wszystko, z gruntu. Jako poseł miałem inny model, mianowicie wychodziłem z założenia, że jeśli coś jest dobre, korzystne dla Polski i Polaków, to trzeba to poprzeć, pochwalić, a kiedy jest coś ewidentnie złego, to skrytykować wskazując błędy. Według mnie na tym polega elementarna ludzka uczciwość.

I tak wielokrotnie robiłem, choć wielu moich kolegów było na nie. Dziś jest podobnie cokolwiek zrobi rząd w ramach wspierania Polaków w dobie koronawirusa w ocenie opozycji jest złe, niedobre, wszystko jest na nie. Retoryka na poszczególnych etapach jest taka, że rząd zamknął gospodarkę, hotele, granice, kiedy mamy odblokowywanie gospodarki, możliwość przemieszczania się, to słychać, że to nie dobrze, bo mamy pandemię. To pokazuje, że opozycja totalna przyjęła jedną zasadę, że wszystko, co zrobi rząd Zjednoczonej Prawicy musi być skrytykowane.     

              Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki