• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Odbudujemy rynki polskiej żywności

Niedziela, 7 czerwca 2020 (10:18)

Z Janem Krzysztofem Ardanowskim, ministrem rolnictwa i rozwoju wsi rozmawia Karolina Goździewska

Narodowa lub Krajowa Grupa Spożywcza ma nadal rację bytu?

– Nikt od koncepcji Krajowej Grupy Spożywczej nie odszedł. Jej szkieletem będzie Krajowa Spółka Cukrowa, która oprócz przerobu buraków zajmuje się produkcją skrobi ziemniaczanej, a także przetwórstwem warzyw, produkcją cukierków. W zasobach spółki jest też nowoczesny młyn.

Teraz prace nad tworzeniem KGS przejęło Ministerstwo Aktywów Państwowych i przeszło do fazy analitycznej. Wyłoniono firmę mającą dokonać analizy sytuacji ekonomicznej zakładów, które planuje się włączyć do Krajowej Grupy Spożywczej. Mam nadzieję, że w ciągu kilku miesięcy zakończy się organizacja Grupy. Dodatkowo Ministerstwo Aktywów pracuje nad utworzeniem polskiej sieci handlowej, tak aby na rynku krajowym mieć gdzie sprzedawać rodzime owoce i warzywa.

Jaka jest dziś kondycja Krajowej Spółki Cukrowej?

– Po zmianach kadrowych, które przeprowadziłem ponad rok temu, firma jest prawidłowo zarządzana i radzi sobie dobrze. Problemem jest natomiast znacznie tańszy cukier trzcinowy, wypierający z rynków światowych cukier buraczany. Branża zaczyna przeżywać kryzys. Prędzej czy później produkcja buraków w Europie może być zakwestionowana. W UE już tylko nieliczne kraje produkują buraki, w tym Polska. Opłacalność gwarantują wyłącznie dopłaty unijne. Zgłosiłem potrzebę ich utrzymania do produkcji cukru w Europie. Czekamy na decyzję. Unijna większość jest jednak sceptyczna co do kontynuowania tego wsparcia. Stąd dywersyfikacja działalności KSC i tworzenie Krajowej Grupy Spożywczej.

Powstanie Grupy przyniesie profity rolnikom?

– Odchodzimy od doktryny neoliberalnej, że państwo jest „nocnym stróżem”, a wszystko ma wyregulować rynek. Państwo, na ile pozwolą na to regulacje UE, będzie wspierało rolników będących najczęściej najsłabszym ogniwem łańcucha żywności. To oni ponoszą największe koszty i mają najmniejsze profity. Państwo nie może pozostawić „niewidzialnej ręce rynku” decydowania o produkcji żywności i bezpieczeństwa żywnościowego. Dlatego Krajowa Grupa Spożywcza nastawiona jest na stabilizację rynku, a nie na prostą interwencję, która w większości przypadków jest w Unii Europejskiej zakazana.

Firmy działające pod auspicjami Grupy na własne ryzyko i na własny koszt będą skupować i przetwarzać nadwyżki surowców rolnych z rynku, np. owoców miękkich. Ma to wyeliminować drastyczne obniżanie cen przez pośredników, odbywające się pod hasłami mechanizmów rynkowych. W 2018 roku skup jabłek przemysłowych przeprowadzony przez firmę „Eskimos” sprawił, że 500-600 mln zł trafiło do polskich rolników, a nie na konta niemieckich firm przetwórczych, zaniżających drastycznie ceny owoców. Proszę sobie wyobrazić, że ci rynkowi oszuści oferowali wtedy rolnikom 10 gr za kilogram jabłek.

ASF i ptasia grypa wymusiły utylizację wielu ton mięsa wieprzowego i drobiowego, choć można było je przerobić na konserwy. Żadna firma nie chciała się tego jednak podjąć. Cała branża przetwórcza mięsa jest w prywatnych rękach. Uda się to zmienić w ramach tworzenia Krajowej Grupy Spożywczej?

– Żałuję, że nie doszło do przejęcia jednego z zakładów (w upadłości), który dałby państwu narzędzie na rynku wieprzowiny. Traktuję to jako swoją porażkę. Jestem przekonany, że państwowy zakład mięsny w strefie ASF, który skupowałby świnie także przerośnięte, zahamowałby obniżanie ceny przez pośredników. Różne firmy żerujące na rolnikach, niektórzy politycy, a nie wykluczam, że także dawne służby, zrobili wszystko, by nie dopuścić do uruchomienia państwowego zakładu mięsnego.

Niewiele zostało z sektora rolno-spożywczego w rękach państwowych. Na gruzach tego, co pozostało, próbujemy tworzyć Krajową Grupę Spożywczą, która powinna była powstać kilkanaście lat temu. Ale ówcześni włodarze twierdzili, że kapitał nie ma narodowości, a polskie firmy można wyprzedać i rynek będzie dobrze działać. Tymczasem to się nie sprawdziło. Branża przetwórców mięsa jest przejęta przez duże zachodnie firmy, które nie liczą się z rolnikami. Trzeba położyć nacisk na organizowanie się rolników, by mieć silniejszą pozycję na rynku. Rola państwa może być pomocna głównie w sytuacjach kryzysowych, jak np. afrykański pomór świń czy inne choroby.

Złożona sytuacja jest też na rynku mleka, gdzie sektor w 70 proc. należy do spółdzielni. Dostrzegam jednak ogromne wady funkcjonowania spółdzielni w Polsce, których zarządy oderwały się od rolników i nie liczą się z interesami właścicieli. Ten ruch wymaga naprawy. Rolą państwa jest stabilizowanie rynku, a nie wyręczanie relacji pomiędzy producentami surowców a przetwórcami. Państwo musi także zapewnić, że te relacje będą transparentne i oparte na uczciwości.

Czy to wpłynie na stabilizację cen w rolnictwie?

– Nigdzie w wolnym świecie nie ma odgórnej stabilizacji cen. To mit. Rynek jest grą interesów. Inne są interesy producentów surowców, czyli rolników, a inne przetwórców i handlowców. W Polsce ze względu na rozdrobnienie rolnictwa występują jeszcze pośrednicy, którzy pasą się na krzywdzie chłopskiej. Problem rozwiąże organizowanie się rolników, ale w tej kwestii brakuje jeszcze zrozumienia wśród samych rolników. Stopień zrzeszenia jest minimalny w rynku; często rolnicy zrzeszali się tylko i wyłącznie, by uzyskać przez kilka lat dodatkowe wsparcie unijne, a nie po to, by poprawić swoją pozycję na rynku.

Rolnicy sami też szukają nowych kierunków produkcji. Nowością jest uprawa konopi, co budzi wiele emocji w obawie przed rozwojem narkomanii. Słusznie?

– Do produkcji narkotyków używane są konopie indyjskie i na uprawę tej rośliny nie ma zgody w większości krajów świata. Minister zdrowia też nie widzi potrzeby ich uprawy w Polsce. Mojej zgody na to też nie ma. Zabiega o to natomiast ugrupowanie polityczne Kukiz’15.

W Polsce legalnie uprawiane są natomiast konopie siewne (Cannabis sativa L.). To jedna z ciekawszych roślin, mająca znikome ilości substancji halucynogennych, wykorzystywana dawniej do produkcji płótna i lin okrętowych. Jest to też bardzo bogate źródło biomasy, która może być spalana i zgazowywana lub wykorzystywana do produkcji kompozytów. Konopie są bardzo odporne na suszę. To roślina oczyszczająca glebę z pozostałości m.in. metali ciężkich. Badaniem właściwości konopi zajmuje się Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu. Jest też duże zapotrzebowanie na nasiona konopi, z których tłoczy się olej. To roślina wielorakiego zastosowania, toteż jej plantacje będziemy rozwijać. To jednak nie wymaga szczególnych regulacji ustawowych.

Na świecie rolnictwo zredukowano do kilkunastu roślin, my jednak chcemy to powoli zmienić. Rolnicy mogą uprawiać inne rośliny, na które jest zbyt. Przykładowo Europa jest uzależniona od amerykańskiej soi GMO. My zaczynamy to zmieniać, uprawiamy rośliny białkowe: groch, łubiny, bobik. Wielką popularnością cieszą się zioła.

Za co świat szczególnie ceni polską żywność?

– Polska żywność sprzedaje się ogólnie dobrze na świecie, choć koronawirus załamał niektóre rynki. Mam nadzieję, że z pomocą m.in. polskich ambasadorów i dzięki kontaktom z ministerstwami w wielu krajach w ciągu najbliższych tygodni odbudujemy rynki, m.in. ten azjatycki, w tym chiński oraz arabski. Oferty handlowe złożyliśmy też ambasadorom akredytowanym w Warszawie.

Polska żywność jest dobrej jakości, stosunkowo tania. Jeśli jej ceny wzrastają, to nie zarabiają na tym rolnicy, ale pośrednicy. Staramy się temu przeciwdziałać. Od tygodnia działa e-bazarek – platforma cyfrowa stworzona przez Ośrodki Doradztwa Rolniczego, na której rolnicy mogą wystawiać na sprzedaż produkty bezpośrednio z gospodarstwa.

Są różne opinie na temat bezpieczeństwa żywnościowego Polski. Mówi się, że zapewnią nam je tylko wielkie gospodarstwa towarowe.

– Taką tezę promują ekonomiści neoliberalni, a jej skutkiem są olbrzymie nadwyżki żywności, którą musimy wyeksportować, bo nadwyżek nie zjedzą konsumenci w Polsce. Na eksport trafia ok. 85 proc. wołowiny, 65 proc. drobiu, ok. 45 proc. produktów mlecznych oraz ogromnie ilości przetworów i koncentratów z warzyw i owoców. Uważam, że trzeba wspierać mniejsze gospodarstwa, które produkują żywność wyższej jakości na rynek lokalny. Duże gospodarstwa muszą wiedzieć, że w Europie nie ma już mody na wielkie farmy, a te, które istnieją, to są de facto przedsiębiorstwa przemysłowe, które na europejską pomoc nie mają co liczyć. Unia Europejska zmienia swoją politykę i popiera gospodarstwa mniejsze, rodzinne.

Dziękuję za rozmowę.

Karolina Goździewska