Przed nami wybór cywilizacyjny
Czwartek, 4 czerwca 2020 (11:20)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wybory odbędą się 28 czerwca, to już pewne. Wygląda na to, że opozycji, mimo prób, nie udało się wykoleić procedury wyborczej?
– Powiedziałbym nawet, że opozycja sama mocno utrudniła sobie życie. Otóż w Sejmie mimo sprzeciwu posłów Prawa i Sprawiedliwości przeszła poprawka autorstwa opozycji, która skraca o kolejne trzy dni proces zbierania podpisów. Mianowicie poprawka zobowiązuje konsulów, aby na 15 dni przed datą wyborów zebrali informacje od tych Polaków mieszkających poza granicami, którzy będą głosować w sposób korespondencyjny w poszczególnych placówkach dyplomatycznych. Wiąże się to z tym, że najpóźniej do 12 czerwca musimy znać zamkniętą listę kandydatów, czyli proces zbierania podpisów może potrwać kilka dni, jak podała dziś Państwowa Komisja Wyborcza, która zaopiniowała kalendarz wyborczy. Oznacza to, że do 10 czerwca komitety nowych kandydatów będą musiały złożyć wymagane sto tysięcy podpisów poparcia. Tak czy inaczej proces ten będzie krótki, w dużej mierze na życzenie opozycji.
Jak słyszymy Państwowa Komisja Wyborcza ma także zmienić kształt list poparcia…
– To jest decyzja ze wszech miar słuszna. Po pierwsze, z racji pojawiających się w przestrzeni publicznej informacji, bo kto widział w telewizji publicznej nagranie, to ma świadomość, że podpisy poparcia pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego były zbierane wcześniej. Po drugie, dla samego Rafała Trzaskowskiego i jego sztabu będzie to komfortowa i jasna sytuacja, ponieważ jeśli zbiorą na nowych formularzach sto tysięcy podpisów, to nikt nie będzie miał prawa zarzucać im fałszerstwa wyborczego. A zatem jest to niewątpliwie dobra decyzja PKW.
Jak ocenia Pan prace Senatu, który ustawę o wyborach prezydenckich przetrzymał 18 dni?
– Większość senacka po raz kolejny wykazała się antypaństwową postawą, brakiem zrozumienia, czym jest dobro wspólne – a dobrem wspólnym jest przeprowadzenie wyborów prezydenckich oraz ograniczenie i tak napiętej sytuacji politycznej wynikłej z przyczyn obiektywnych, czyli pandemii koronawirusa. Senatorowie w karkołomny sposób próbują udowadniać, dlaczego tak długo to trwało, ale jeśli zderzymy fakty z tą argumentacją, to się to absolutnie nie broni. Fakty są bowiem takie, że senatorowie popracowali trzy czy cztery godziny w ramach posiedzenia komisji, następnie pięć dni przerwy i kolejne parę godzin pracy, i znów przerwa.
To, że Konstytucja RP przewiduje 30 dni na rozpatrzenie ustawy, to jest górna granica. Niektóre ustawy owszem są bardzo skomplikowane, wymagające analiz i wnikliwego zapoznania się z poszczególnymi przepisami, ale w tym wypadku mieliśmy do czynienia z prostą, krótką ustawą mieszczącą się na trzech stronach maszynopisu. W tej sytuacji przetrzymywanie tej ustawy tak długo – dodatkowo mając w świadomości, że jest to ustawa niezwykle ważna, aby wybory prezydenckie odbyły się w konstytucyjnym terminie, tak aby ciągłość władzy państwowej była zachowana, to taka postawa obstrukcji była spektaklem ze wszech miar godnym pożałowania.
Kampania, która rozpoczyna się na nowo, będzie krótka. Czego zatem można się spodziewać?
– Myślę, że możemy się spodziewać ostrego starcia cywilizacji. To znaczy z jednej strony starcie cywilizacji chrześcijańskiej – małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, a z drugiej strony antycywilizacji – małżeństwa rozumianego jako związek dwóch kobiet czy może dwóch mężczyzn. Twarzą tej antycywilizacji nie jest Robert Biedroń, który ma takie a nie inne poglądy, ale jest nim Rafał Trzaskowski, który szedł na czele homoparad w stolicy jako prezydent m.st. Warszawy.
Kandydaci w wyborach prezydenckich będą musieli się wypowiedzieć, po której stronie stoją – zwłaszcza w drugiej turze. Będą musieli określić się, czy stoją po stronie tradycyjnych wartości – tych, na których ufundowane jest państwo polskie i które szanuje polskie społeczeństwo, czy też ulegają bardzo złym, szkodliwym, zbrodniczym modom, które przychodzą do Polski z zewnątrz i próbują przewartościować nasz system wartości.
Osią tego sporu, która ostatnio dominuje w przekazie PiS i ant-PiS jest także kontynuacja inwestycji, co – jak wykazują ośrodki rządowe – jest kołem zamachowym gospodarki. Tymczasem Trzaskowski chce wstrzymania takich inwestycji, jak Centralny Port Komunikacyjny czy przekop Mierzei Wiślanej…
– To jest również element walki cywilizacyjnej, choć może mniej rzucający się w oczy. To jest kwestia suwerenności i godności polskiego społeczeństwa. Prezydent Andrzej Duda reprezentuje tę część społeczeństwa, która ma poczucie godności, która uważa, że Polska jest państwem suwerennym, że jako państwo musimy podejmować takie działania polityczne, aby tę naszą państwowość i naszą suwerenność umacniać, że musimy się stać niezależni, i to w wielu aspektach – również w aspektach gospodarczych.
Natomiast Rafał Trzaskowski to jest przedstawiciel myślenia postkolonialnego, które przejawia się w wypowiedzi, którą wszyscy znamy, mianowicie: po co nam Centralny Port Komunikacyjny, skoro jest w Berlinie. Ale to samo mówiono w latach dwudziestych poprzedniego stulecia, kiedy pojawiła się propozycja budowy portu w Gdyni i kiedy mówiono, po co podejmować się tej budowy, skoro jest port w Gdańsku. Dzisiaj mamy kalki żywcem wyrwane z tamtej dyskusji sprzed lat, kiedy także kwestionowano polską państwowość.
I Rafał Trzaskowski uskutecznia to samo. Jest zatem pytanie, czy mamy mieć znamiona państwa suwerennego poprzez to, że jesteśmy liczącym się podmiotem gospodarczym, rozwijamy się, czy mamy być kolonią, małym trybikiem przy dużej maszynerii niemieckiej gospodarki, która tylko pakuje gotowe produkty i wysyła; bądź ewentualnie rynkiem zbytu dla tych towarów? To jest pytanie fundamentalne, które mieści się także w osi cywilizacyjnej, bo chrześcijaństwo zakłada godność człowieka, natomiast jeśli ktoś chce nas traktować jako kolonię, to znaczy, że depcze naszą godność i traktuje nas jako naród i państwo drugiej kategorii. I to jest cały czas ten sam spór, w ramach tej samej osi cywilizacji i antycywilizacji.
Marszałek Grodzki w wypowiedzi cytowanej przez PAP snuje już wizje powyborcze i nie wyklucza, że jeśli prezydentem zostałby Rafał Trzaskowski, to potrzebne będą wcześniejsze wybory parlamentarne. Jak czytać tę wypowiedź? Czy nie jest to jasny komunikat, że prezydent z obozu totalnej opozycji nie będzie współpracował z rządem i większością parlamentarną?
– Z całą pewnością. Rafał Trzaskowski może się zapierać na wszystkie świętości, jeśli oczywiście w nie wierzy, i mówić, że chce być prezydentem wszystkich Polaków i zakopać topory wojenne, natomiast na tym samym oddechu mówi o tym, że jako prezydent Polski powoła nowego I prezesa Sądu Najwyższego, że dokona zaprzysiężenia trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Można więc śmiało powiedzieć, że gdyby wygrał Trzaskowski, to wojna polsko-polska rozgorzeje na nowo z niespotykana dotąd siłą. Nie ma zatem wątpliwości, że Rafał Trzaskowski w roli prezydenta RP, przy większości rządzącej Zjednoczonej Prawicy będzie blokował wszystkie ustawy, co w realny sposób ograniczy możliwość funkcjonowania rządu i większości parlamentarnej, sprowadzając rolę władzy do czysto administracyjnej funkcji.
Jaką zatem wagę mają zbliżające się wybory prezydenckie?
– Te wybory to jest pytanie: Czy kontynuujemy kurs reform, czy robimy zwrot i wracamy do przeszłości, do rządów Platformy i blokowania jakichkolwiek naszych aspiracji państwowych i narodowych oraz przyjęcia polityki wasalnej wobec Niemiec? I to jest zasadnicze pytanie.
Kampania formalna, nieformalna trwa już dość długo. Czy Polacy nie są już zmęczeni tym wyborczym maratonem? Jak zmobilizować ich do pójścia do urn 28 czerwca?
– Z pewnością wszyscy jesteśmy już zmęczeni, ale oliwy do ognia dolała kwestia pandemii koronawirusa i zamieszanie związane z przeprowadzeniem wyborów 10 maja. Jesteśmy w trakcie trudnego okresu, bo za nami trzy wybory w cyklu półrocznym, ale po wyborach prezydenckich będą trzy lata spokoju, bo najbliższe wybory odbędą się za trzy lata – będą to wybory samorządowe i parlamentarne. W tzw. międzyczasie nie czekają nas żadne inne wybory. Natomiast raz jeszcze zwróciłbym uwagę na wagę wyborów prezydenckich, ponieważ jest to nie tylko kwestia, kto będzie prezydentem, ale jest to wybór cywilizacyjny, który pokaże, w którą stronę idziemy.
Jeśli Polacy wybiorą Rafała Trzaskowskiego, będzie to oznaczało zaciągnięcie hamulca ręcznego, bo wszystkie przemiany rozpoczęte, kontynuowane i planowane przez Prawo i Sprawiedliwość zostaną w brutalny sposób cofnięte i nie będą realizowane. Wówczas wrócimy do państwa Platformy i PSL-u, państwa z dykty i paździerzu, państwa bez aspiracji, państwa grup interesów, państwa teoretycznego, które interesuje się wyłącznie swoimi sprawami, swoimi biznesami, a społeczeństwo się nie liczy. Jest zatem pytanie o to, czy chcemy państwa silnego, które troszczy się o obywatela, czy chcemy państwa, które nie jest nawet w stanie panować nad porządkiem i ładem publicznym?
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki