• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Radykalizmy prowadzą do chaosu

Środa, 3 czerwca 2020 (17:18)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak odebrał Pan fakt, że w trakcie zamieszek przed Białym Domem – w związku ze śmiercią czarnoskórego obywatela – został zdewastowany pomnik Tadeusza Kościuszki?

– Przez Stany Zjednoczone przetacza się fala protestów po śmierci 46-letniego George’a Floyda, który zmarł w wyniku brutalnego zatrzymania przez policję. I to jest pierwsza sprawa, natomiast druga, to zniszczenie w Waszyngtonie pomnika Tadeusza Kościuszki – bohatera Polski i Stanów Zjednoczonych, który przyczynił się do podtrzymania niezależności państwa amerykańskiego. Ta dewastacja jest świadectwem tego, jak sami Amerykanie, a zwłaszcza Afroamerykanie nie szanują i de facto nie znają swojej własnej historii. Ten wandalizm pokazuje też, jak obca społeczeństwu amerykańskiemu jest ta postać wielkiego bohatera, który walczył z niesprawiedliwością społeczną.   

Może gdyby wiedzieli, kim był Kościuszko, że walczył o prawa m.in. Afroamerykanów, to nie doprowadziliby do zbezczeszczenia pomnika człowieka, który działał na rzecz równości i sprawiedliwości społecznej? 

– Nie zmienia to faktu, że czyn miał miejsce i jeśli tak zostało zdefiniowane zaplecze tego ruchu dewastacyjnego, to jest to środowisko lewackie, które próbuje wywrócić fundamenty całego kraju. To, czego jesteśmy obecnie świadkami, patrząc na wydarzenia ze Stanów Zjednoczonych, to niewątpliwie jest prowokacja. Niezależnie od tego, że zarzewiem konfliktu jest czyn kryminalny, przestępczy, którego dokonał funkcjonariusz policji, to państwo zareagowało w sposób właściwy, a sprawca tego czynu został natychmiast aresztowany. To pretekst do zniszczenia państwa, a przy okazji dostało się – rykoszetem pomnikowi Polaka – wielce zasłużonego dla Stanów Zjednoczonych i dla narodu polskiego.

Co wzrost radykalizmu lewicowego może oznaczać dla świata, w jakim kierunku tak naprawdę zmierzamy?

– Niewątpliwie w Ameryce ogniskuje się front przeciwko prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który uważany za człowieka prawicy będzie miał przeciwko sobie lewicę, zwłaszcza tę najskrajniejszą, gotową na dewastacje, na prowokacje, na rewoltę, która nie cofnie się przed niczym, żeby wcielić w życie swoje rewolucyjne hasła. Śmierć czarnoskórego obywatela jest pretekstem, żeby podpalić czy podburzyć tych ludzi, którzy są zbyt płytko osadzeni w kulturze własnego kraju.

Myślę, że jest to osobny przyczynek do głębszych analiz socjologicznych – na ile Afroamerykanie, na ile ludzie, których Ameryka przyciągała z całego świata, ludzie różnych ras i kolorów skóry, potrafią się zintegrować z dziedzictwem amerykańskim. Od tej analizy będzie zależało, jak potoczą się przyszłe dzieje Stanów Zjednoczonych. Nie wygląda to dobrze, skoro są tam tak ogromne animozje, że pod byle pretekstem można wywołać wewnętrzną wojnę. Jeżeli prezydent Trump grozi użyciem wojska, a przypomnijmy, że Gwardia Narodowa już jest na ulicach, to oznacza, że mamy do czynienia właściwie z wojną domową.

W tej sytuacji trudno nie zadać pytania o tożsamość amerykańską wielu mieszkańców, czy zasymilowali się na tyle, żeby czuć się częścią tej wielkiej wspólnoty?        

– W Stanach Zjednoczonych mamy bardzo specyficzną społeczność, która przez kilka pokoleń nigdy nie pracowała, żyjąc z zasiłków, bo Stany Zjednoczone są w dużym stopniu państwem socjalnym. I to także jest, a przynajmniej powinno być przedmiotem analiz socjologicznych, prognoz i badań, czy nie należałoby dokonać zmian w zakresie statusu owych – z pokolenia na pokolenie – bezrobotnych.

Przechodząc na grunt europejski, czy podobnej sytuacji, o której Pan profesor mówi, nie mamy w Europie, kiedy kolejne fale migracyjne wcale nie czując się częścią wspólnoty, a jedynie korzystają z zasiłków, próbują nam narzucić kulturę Bliskiego Wschodu?  

– Dzisiaj jest idealna sytuacja do manipulowania procesami społecznymi mianowicie manipulowanie radykalizmem. Mechanizm jest prosty, najpierw jest tendencja odcięcia od przeszłości, od tego, co nazywamy tożsamością, własnym dziedzictwem kulturowym, narodowym, historycznym, i jak się to odetnie, wtedy człowiek właściwie traci korzenie.

Wtedy łatwo mu wmówić, że coś jest nowoczesnością, coś jest postępowe itd. Tylko, że oderwany od wartości człowiek kupuje to, co mu się jako blichtr sprzedaje. Taki człowiek podatny jest na wszelakie ideologie i to także ideologie, które mają charakter skrajnie radykalny. W tym momencie należy wskazać tych, którzy manipulują i tych, którzy są dzisiaj podatni na te manipulacje poprzez wykorzenienie z dziedzictwa narodowego. I tacy ludzie będą gotowi i podatni na wszelkie rewolty, i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w Europie i właściwie wszędzie. Myślę, że za niedługi czas, jeśli nie będzie radykalnego przeciwdziałania – możemy oczekiwać czy spodziewać się w Europie sytuacji podobnych do tych ze Stanów Zjednoczonych.

Jak się temu skutecznie przeciwstawić, póki jeszcze nie jest za późno?

– Przede wszystkim musimy mocno zakorzenić polskie społeczeństwo w tym, co jest naszym dziedzictwem narodowym. Brak tożsamości powoduje zdziczenie w każdej sferze, bo wówczas uruchamiane są mechanizmy emocji i następuje – chciałoby się powiedzieć zezwierzęcenie.

A zatem niezbędna jest troska o symbole narodowe, o powrót do korzeni, z których wyrastamy?

– Bezwzględnie, bo bez korzeni nie ma poczucia tożsamości. Ten, kto wie gdzie jest osadzony, skąd wyrastają jego korzenie, nie da się namówić na niszczenie własnego, ojczystego domu.

Elity brukselskie, europejskie, które fundują nam taką wypaczoną wizję świata, nie zdają sobie sprawy, do czego może doprowadzić rewolucja kulturowa?

– Obawiam się, że niektórzy robią to z rozmysłem, z wyrachowaniem, licząc, że w „nowym świecie” będą mogli wyciągać kasztany cudzymi rękoma. To nie jest przypadek, że właśnie w Europie miała miejsce ludobójcza Rewolucja Francuska, że w Rosji, która jest – rzec można –euroazjatycka, wydarzyła się druga ludobójcza rewolucja. I to już było u nas, ale niewykluczone, że może się pojawić kolejny raz.

Polska kładąc nacisk na wartości narodowe, które są najważniejsze, wkłada kij w mrowisko…                     

– Myśmy już w Europie mieli okazję przekonać się i poznać, co znaczy polityka multikulti i mamy jak najgorsze doświadczenia. Myślę, że klasyczna, zachowawcza, tradycyjna forma tożsamościowa jest tutaj najlepszym lekarstwem i de facto ratunkiem, bo gwarantuje normalny rozwój na przyszłość. Przecież chcemy się rozwijać normalnie, spokojnie i twórczo. Natomiast jesteśmy przeciwni wszelkiego rodzaju dewastacjom, podpaleniom i niszczeniu tego wszystkiego, co dotąd jest naszym wspólnym dorobkiem, dorobkiem wielu pokoleń.

                  Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki