• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Decyzja ostateczna, niezaskarżalna

Poniedziałek, 25 maja 2020 (16:40)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prezydent Andrzej Duda zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Jak ocenić ten wybór?

– To bardzo dobra decyzja. Sędzia Małgorzata Manowska to doświadczony prawnik. Przeszła wszystkie szczeble kariery sędziowskiej. Przypomnę tylko, że była sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi, następnie była sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie, w latach 2004-2018 była sędzią Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a od października 2018 roku jest sędzią Sądu Najwyższego, orzekającym w Izbie Cywilnej.

Ponadto od 2016 roku sędzia Manowska pełni funkcję dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, jest także doktorem habilitowanym, wykładowcą wyższej uczelni, autorką wielu publikacji z zakresu postępowania cywilnego. Jest to zatem osoba o dużych kompetencjach, ogromnej wiedzy i doświadczeniu prawniczym, na pewno też z dużym autorytetem. Sędzia Małgorzata Manowska z całą pewnością podoła obowiązkom pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, myślę też, że jako kobieta będzie sprawnie zarządzać i łagodzić napięcia, jakie nastąpiły w Sądzie Najwyższym między tzw. starymi sędziami a sędziami powołanymi już po wdrożeniu reformy sądownictwa.

Wcześniej Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego wybrało pięciu kandydatów na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Czy po kilku tygodniach prawnych przepychanek i prób obstrukcji stosowanej przez tzw. starych sędziów jest szansa na uspokojenie sytuacji?

– Myślę, że nowej pierwszej prezes nie zabraknie determinacji, aby uspokoić sytuację wokół Sądu Najwyższego. Wybór prezydenta przecina wszelkie dyskusje. To dobrze, że prezydent Duda szybko powołał nowego pierwszego prezesa, nie pozwalając, aby dyskusje i oceny opozycji niemające żadnych podstaw prawnych rosły w siłę. Wcześniej zadanie, jakie miało do wykonania Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, i cel tej procedury zostały osiągnięte.

Oczywiście, ze strony opozycji wytaczane były zupełnie kuriozalne wnioski, żeby tylko sędziego Włodzimierza Wróbla, który, owszem, uzyskał największą liczbę głosów, brać pod uwagę przy powoływaniu pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Tyle tylko, że takie oczekiwanie czy żądanie chociażby ze strony przewodniczącego Platformy Borysa Budki nie ma jakichkolwiek podstaw prawnych. Ustawa o Sądzie Najwyższym mówi wyraźnie, że Prezydent Rzeczypospolitej powołuje pierwszego prezesa Sądu Najwyższego spośród pięciu kandydatów wskazanych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Wybór pięciu kandydatów przedstawionych prezydentowi został dokonany spośród 10 sędziów, a więc wszystkie formalności, wymogi proceduralne i ustawowe zostały spełnione. Natomiast ostateczny wybór spośród pięciu kandydatów został dokonany zgodnie z prerogatywą przez prezydenta RP. Myślę, że ten wybór powinien wyciszyć emocje.

Niekoniecznie, bo zanim prezydent powołał Małgorzatę Manowską wspomniany przez Pana Borys Budka mówił, wręcz wskazywał, że prezydent musi wybrać tego kandydata, który uzyskał największą liczbę głosów, bo takie wcześniej były zwyczaje…

– To tylko pokazuje, że opozycja totalna szuka dziury w całym, podnosząc absurdalne argumenty niemające podstaw prawnych. Wybór pierwszego prezesa Sądu Najwyższego nie jest wyborem sędziów, ale wybór ten jest prawem prezydenta RP. Gdyby ustawodawca chciał, żeby Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN wybierało pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, to zaznaczyłby to wyraźnie w ustawie. I wtedy osoba, która uzyskała największą liczbę głosów, automatycznie stawałaby się pierwszym prezesem Sądu Najwyższego.

Natomiast zgodnie z obowiązującym prawem jedyną kompetencją Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego jest właśnie przedstawienie prezydentowi propozycji pięciu sędziów. Nie jest to jednak kryterium przesądzające, a ostatecznej oceny i wyboru pierwszego prezesa dokonuje prezydent, bez względu na to, jaką liczbę głosów osoby te uzyskały. To jest prawo prezydenta i wybór sędzi Małgorzaty Manowskiej jest decyzją absolutnie zgodną z prawem, zgodną z artykułem 183, ustęp 3 Konstytucji RP. Jest to sfera osobistej decyzji prezydenta, decyzja ostateczna niezaskarżalna.  

Cała ta burza wokół wyboru pierwszego prezesa i histeria po decyzji prezydenta chyba też pokazuje, jakie były oczekiwania i presja, bo przekaz Platformy był taki, że w wyborze kandydatów, którzy uzyskali mniej głosów, uczestniczyła neo-KRS, a na sędziego Włodzimierza Wróbla głosowali prawidłowo wybrani sędziowie Sądu Najwyższego…

– W tej kwestii mamy już jednoznaczne rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego. Przypomnę, że jest wyrok, jeśli chodzi o status Krajowej Rady Sądownictwa, jak też w kwestii statusu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego oraz statusu poszczególnych sędziów. Wszystko jest zatem lege artis, zarówno jeśli chodzi o działanie Krajowej Rady Sądownictwa, wskazującej kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego, jak i decyzje prezydenta Andrzeja Dudy o powołaniu ich w skład Sądu Najwyższego.

Dlatego doszukiwanie się tutaj jakichś uchybień jest absurdalne. W tym momencie, jeśli ktoś mówi, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie ma mocy prawnej, czy sędziowie powołani w skład Sądu Najwyższego nominowani przez KRS zostali powołani nieprawidłowo, to podważa porządek prawny Rzeczypospolitej. Prawo mówi jednoznacznie, a potwierdził to Trybunał Konstytucyjny, że te wybory zostały dokonane prawidłowo. Myślę też, że nominacja sędzi Małgorzaty Manowskiej na stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego uspokoi nastroje.

Nie ma obaw, że wybór sędzi Małgorzaty Manowskiej – niezgodny z oczekiwaniem części sędziów i opozycji totalnej, może wywołać próby dezawuowania decyzji głowy państwa?      

– Nie mam złudzeń co do tego, że opozycja totalna będzie próbować kwestionować ten wybór, że będą próby donoszenia do Komisji Europejskiej, skarżenia się w Parlamencie Europejskim na Polskę. Pomny na doświadczenia, nie wierzę w dobrą wolę totalnej opozycji. Temu zresztą miał służyć występ przewodniczącego Platformy Borysa Budki, który jeszcze przed wyborem dokonanym przez prezydenta Dudę mówił, że jedynym kandydatem Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego na stanowisko pierwszego prezesa jest sędzia Wróbel, a pozostałych, którzy uzyskali mniej głosów, nie należy traktować jako kandydatów. Stwierdził też, że powołanie któregokolwiek z nich byłoby złamaniem Konstytucji przez prezydenta. Tyle tylko, że takie stwierdzenia są dziełem wymysłu posła Budki.

A zatem możemy oczekiwać, że nie będzie już tak, jak było za prezes Małgorzaty Gersdorf, kiedy Sąd Najwyższy był jednym z głównych ogniw opozycyjnych wobec rządu? 

– Miejmy nadzieję, że to, co było, to już historia. Dobrze wiemy, że sędziowie w swoich działaniach powinni być niezawiśli, składy rozstrzygające niezależne, ale jak będą pojmować tę niezawisłość tzw. starzy sędziowie Sądu Najwyższego, to pokaże przyszłość. Na pewno oczekiwanie jest takie, aby sędziowie zajęli się orzekaniem, rozstrzyganiem sporów zawisłych przed Sądem Najwyższym, rozpatrywaniem skarg nadzwyczajnych i innych odwołań w ramach postępowania sądowego, a nie politykowaniem.

Dlatego oczekiwanie – od wielu miesięcy – na zmianę na stanowisku pierwszego prezesa Sądu Najwyższego było jak najbardziej uzasadnione. Przypomnę, że poprzednia pierwsza prezes, prof. Małgorzata Gersdorf, uwikłała się w politykę, brała udział w protestach i zajmowała absolutnie krytyczne stanowisko wobec reformy wymiaru sprawiedliwości dokonywanej w Polsce. Na tym stanowisku musi być osoba, która akceptuje rozstrzygnięcia polskiego parlamentu. Jest też oczywiste, że od pierwszego prezesa oraz sędziów Sądu Najwyższego należy oczekiwać poszanowania obowiązującego w Polsce prawa, a tę gwarancję daje sędzia Małgorzata Manowska. Myślę, że przed nami czas przywracania autorytetu polskich sądów.

                          Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki