Waszyngton broni życia
Sobota, 26 stycznia 2013 (10:04)Pod hasłem „40=55M” setki tysięcy młodych przeciwników zabijania dzieci w łonie matki wzięły udział w Marszu dla Życia w Waszyngtonie w 40. rocznicę legalizacji aborcji w USA. Hasło marszu podkreśla, że przez 40 lat w Stanach Zjednoczonych śmierć w wyniku aborcji poniosło 55 mln dzieci.
Setki tysięcy osób przeszły waszyngtońskim Mallem pod siedzibę Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, który czterdzieści lat temu wydał wyrok uznający prawo do aborcji za „fundamentalne prawo konstytucyjne” każdej kobiety. Sąd w USA prawnie usankcjonował wówczas dopuszczalność zabijania dzieci poczętych na życzenie.
Hasłem tegorocznego marszu jest: „40=55M”. – To równanie ma odzwierciedlać ogromne koszty 40 lat etyki Roe. Od decyzji Sądu Najwyższego w 1973 r. wykonano około 55 milionów aborcji – wyjaśnia zaangażowana w ruch pro-life Sarah Torre.
Amerykańska prasa, pisząc o waszyngtońskim Marszu dla Życia, niejako pomija jego ideę, jaką jest obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci.
Wczorajszy „Washington Post” zauważa, że Marsz dla Życia ma dziś „nową twarz”. Nowa szefowa Marszu dla Życia, 40-letnia Jeanne Monahan, która przejęła to stanowisko po śmierci „radykalnej i nieprzyjaznej mediom” 88-letniej Nellie Gray, „ma za zadanie unowocześnić marsz w kraju, który staje się coraz bardziej skonfliktowany, jeśli chodzi o aborcję, nawet jeżeli pozostaje zdecydowanie przywiązany do wyroku Roe i osobistego prawa wyboru” – akcentuje „Washington Post”.
Zdaniem gazety, dla nowego pokolenia przywódców ruchu kluczowym dziś pytaniem jest, „czy powinni koncentrować się na postulatach zmiany prawa i zakazu aborcji, czy też większy nacisk kłaść na zmianę myślenia Amerykanów, zwłaszcza kobiet, które są w niechcianej ciąży”.
Nie inaczej manifestację za życiem traktuje „New York Times”, który skupia się przede wszystkim na tym, że zwolennicy pro-life chcą także ograniczenia dostępności broni.
„W tym roku szefowie organizacji katolickich i teolodzy katoliccy pytali, dlaczego tak wielu z tych, którzy nazywają się »pro-life«, byli cichymi zwolennikami, a nawet byli przeciw, jeśli chodzi o kontrolowanie broni, która jest używana do zabijania i zranienia milionów Amerykanów” – pisze gazeta. Jak dodaje, ponad 60 katolickich księży, zakonnic, uczonych i dwóch byłych ambasadorów w Watykanie wysłało w tym tygodniu list, w którym piszą, że jeśli maszerujący i politycy naprawdę chcą bronić życia, powinny wspierać „zdroworozsądkowe reformy w zwalczaniu epidemii przemocy przy użyciu broń w naszym kraju.”
Sygnatariusze listu wezwali także – jak informuje „New York Times” – o wsparcie dla ustanowienia ustawodawstwa ograniczającego sprzedaż broni szturmowej, takiej jaka została wykorzystywana w masakrze w szkole w Newtown, w Connecticut.
Jeanne Monahan stwierdziła, że jeśli chodzi o organicznie dostępności broni, to „różnicą między najmłodszymi ofiarami masakry w Connecticut, która była tak bolesna, a dziećmi zabijanymi w łonie matki, jest ich wielkość i ich wiek”.
22 stycznia minęło 40 lat od dnia, w którym Sąd Najwyższy w USA w sprawie Roe przeciwko Wade wydał haniebną decyzję przyzwalającą na możliwość aborcji w dowolnym momencie życia dziecka przed narodzeniem.
MM