• Sobota, 6 czerwca 2020

    imieniny: Norberta, Ingridy, Laurentgo

Hasła lewicowe nie przekonują Polaków

Piątek, 22 maja 2020 (21:55)

Z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan kampanię wyborczą – dość nietypową, bo w czasie pandemii – kampanię, której po rezygnacji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej oficjalnie jeszcze nie ma?

Rzeczywiście jest to bardzo specyficzna kampania wyborcza. Przede wszystkim mamy zawirowania związane chociażby z datą wyborów, co było podyktowane pandemią koronawirusa, później z przetasowaniami politycznymi wynikłymi z obstrukcji Senatu. Następnie – kuriozalna i ciekawa – sytuacja związana z wymianą kandydata Koalicji Obywatelskiej, który oficjalnie wciąż nie jest ogłoszony.

Nie został zarejestrowany komitet wyborczy, nie ruszyła też zbiórka podpisów poparcia pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego, dlatego mamy wciąż kandydata na kandydata. Wybory odbędą się prawdopodobnie 28 czerwca, choć oficjalnie też nie zostały ogłoszone. Jak widać, tych zawirowań jest bardzo wiele. Wiele jest też niewiadomych. Kampania jest szczególna, specyficzna.

Owszem, jedna debata kandydatów odbyła się w telewizji publicznej, ale z pewnością nie jest to typowa, klasyczna kampania, jak to ma miejsce zazwyczaj. Jest to, rzec można, swojego rodzaju eksperyment wyborczy demokracji z uwagi na szczególne okoliczności, które towarzyszą kampanii prezydenckiej, o których wspomniałem.     

Z wiadomych względów ta kampania będzie krótsza. Komu to służy, a komu może przeszkadzać?

Sama kampania i wyniki wyborów niekoniecznie muszą być związane z samymi kandydatami. Dlatego że wpływ na decyzje wyborców, na kogo zagłosują, mogą, choć wcale nie muszą, być uzależnione od sytuacji z koronawirusem, od związanych z tym okoliczności. Wiadomo już – są tego pierwsze symptomy – że ta kampania ze strony opozycji będzie brutalna. Platforma ma świadomość, że czasu jest bardzo niewiele, nie ma czasu na debaty, nie ma czasu, żeby jeździć po Polsce i przekonywać wyborców, aby zagłosowali na nowego kandydata Rafała Trzaskowskiego. Dlatego można się spodziewać, że pojawią się haki, że gra może być nieczysta związana raczej nie z merytoryczną dyskusją, z przedstawianiem programu, ale przede wszystkim z atakiem na urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę.

Rafał Trzaskowski powoli odzyskuje w sondażach to, co straciła Kidawa-Błońska. Co jest celem tej kandydatury, bo raczej nie wygrana z Andrzejem Dudą?

Cel Platformy jest dalekosiężny i bynajmniej nie chodzi tu o wygraną w wyborach prezydenckich, chyba że pojawią się wyjątkowe okoliczności. Natomiast prawdziwy cel, jaki stawia sobie dzisiaj Platforma, to kolejne wybory parlamentarne. Dlatego już próbują sobie stworzyć dogodną pozycję, aby na starcie osłabić obecnie rządzącą Zjednoczoną Prawicę. Zatem wszystkie działania są podporządkowane właśnie temu celowi – w perspektywie – pokonać i odsunąć PiS od władzy.

Czy skręt w lewo Platformy, agresywna retoryka Trzaskowskiego, strategia ostrej polaryzacji i stały element, czyli anty-PiS mogą dać sukces?

W jakimś stopniu tak. Z pewnością elektorat, który jest wciąż niezdecydowany, na kogo zagłosuje, i elektorat, który nie do końca kieruje się racjonalnymi przesłankami – a dużo jest takich obywateli, którzy kierują się emocjami, tym, co zauważą gdzieś w telewizji (mam na myśli jakieś szczególne sytuacje, niekoniecznie istotne i ważne okoliczności) – część tego nieaktywnego elektoratu może ulec akurat tej formie kampanii wyborczej, może ich przekonać do oddania głosu.

Zatem ci, którzy niekoniecznie interesują się polityką, którzy gdzieś w mediach usłyszą wiadomości nie do końca sprawdzone, niepewne, mogą zostać przekonani i pójść do urn. Jednak wydaje się, że na szerszą skalę Rafał Trzaskowski większych szans nie ma i ta ostra, a nawet brutalna retoryka, raczej nie przekona większości elektoratu do kandydata Koalicji Obywatelskiej. Tym bardziej że społeczeństwo na ogół woli kampanię, która niesie jakieś przesłanie, w której przedstawiony jest pewien program – pozytywne elementy, co kto chce zrobić dla społeczeństwa, dla kraju, jakie proponuje rozwiązania, jakie programy w szerszej perspektywie. Natomiast tylko atak, goła siła i negatywna kampania, i negatywne przesłanie, które zamyka się w haśle: odsunąć Prawo i Sprawiedliwość od władzy, nie zyska większego poparcia, docierając tylko do niewielkiej części społeczeństwa.          

Czy w Polsce jest zapotrzebowanie na lewicowe, wręcz lewackie poglądy prezentowane przez niektórych kandydatów, takich jak Rafał Trzaskowski, Robert Biedroń czy też Szymon Hołownia?          

Ogólnie polskie społeczeństwo – zwłaszcza młode osoby – jeśli chodzi o poglądy, owszem, liberalizuje się. Jednak słysząc wypowiedzi niektórych młodych ludzi, obserwując ich zachowania i preferencje wyborcze, muszę powiedzieć, że lewicowość wśród nich jednak nie przeważa. Młode społeczeństwo, ogólnie rzecz biorąc, nie jest tak lewicowe, jak przedstawiają to kandydaci, chociażby Robert Biedroń czy Rafał Trzaskowski, który mówi, że jest liberałem, aczkolwiek w swoich decyzjach pokazuje, że raczej ma poglądy lewicowe.

Pokazuje to zresztą różnymi decyzjami, piastując urząd prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy. Hasła lewicowe nie są chwytne, nie są popularne, a przykładem jest  Robert Biedroń i jego notowania w sondażach. Także agresja i antykatolicyzm, który zawsze jest na sztandarach Lewicy, one nie przynoszą zamierzonych rezultatów. Społeczeństwo polskie raczej nie ulega tego typu presji.

Filmy czy ataki na biskupów, na księży czy w ogóle na ludzi wierzących, a więc na Kościół – nawet brutalna retoryka, to wszystko nie przynosi zamierzonych efektów, co więcej, jest przeciwskuteczne. Dlatego wydaje mi się, że lewicowi czy mocno lewicowi kandydaci, którzy skręcają na lewo, mogą osiągnąć jedynie niewielki poziom poparcia, ale pewnego – dość niskiego – pułapu nie są w stanie przekroczyć i wspiąć się wyżej. A zatem wszystkie takie działania i usilne próby nie przyniosą takim kandydatom zamierzonych rezultatów.

              Dziękuję za rozmowę.         

 

Mariusz Kamieniecki