Bez wizji, bez programu
Czwartek, 21 maja 2020 (22:01)Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Wygląda na to, że nie za dwa lata, jak pierwotnie chciał Jarosław Gowin, nie za rok, do czego dążył Borys Budka, ale niebawem odbędą się wybory prezydenckie…
– Jest szansa, żeby wybory prezydenckie odbyły się 28 czerwca. To dobry termin, żeby do 6 sierpnia, kiedy kończy się pierwsza kadencja prezydenta Andrzeja Dudy, odbyło się zaprzysiężenie, żeby 7 sierpnia rozpoczęła się nowa kadencja prezydenta, i żeby Polska nie została pozbawiona głowy państwa. W ten sposób unikniemy kryzysu konstytucyjnego, potężnego kryzysu politycznego, do którego pchała nas Platforma.
Były zabójcze koperty, rzekoma troska o bezpieczeństwo Polaków, ale tak naprawdę Platformie chodziło o wymianę kandydata…
– Zabójcze koperty, to są – przypomnę słowa marszałka Tomasza Grodzkiego, które zwłaszcza w jego ustach brzmią symptomatycznie. Nie miał chyba na myśli kopert wyborczych, skoro dzisiaj, kiedy Platforma ma nowego kandydata, już nie protestuje przeciwko organizacji wyborów. Prawdopodobnie będą teraz chcieli załatwić szybko sprawę ustawy w Senacie, żeby dać jak najwięcej czasu na zebranie podpisów pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego, a tym samym na prowadzenie kampanii wyborczej wymienionemu kandydatowi, kandydatowi zastępczemu.
Jak to rozumieć, z jednej strony odbywa się „okrągły stół” w sprawie wyborów, a tymczasem marszałek Grodzki sugeruje, żeby wszyscy kandydaci od początku zaczęli zbierać podpisy…
– Marszałek Tomasz Grodzki może tylko sugerować, owszem nie można wykluczyć, że jakieś poprawki w tej ustawie będą wprowadzone i przyjęte, ale jakie, to zobaczymy. Tak czy inaczej marszałek Grodzki zapomina, że to nie Platforma ma – dość kruchą większość w Senacie, tylko egzotyczna koalicja. Co więcej, niektórzy uczestnicy tej egzotycznej koalicji wypowiadają się w sposób zdecydowany o tym, co myślą. Nie będę nikogo wymieniał z imienia i nazwiska, ale powiem ogólnie, że lewica dąży do tego, aby wybory prezydenckie odbyły się jak najszybciej i nie stawia przy tym wygórowanych warunków – oprócz dość sensownych poprawek, nad którymi trzeba się będzie pochylić.
Czy to oznacza, że część większości senackiej ma dość sposobu, w jaki marszałek Grodzki prowadzi politykę?
– Tak, i to jest coraz bardziej widoczne. Nie bez powodu większość senacką określiłem mianem egzotycznej koalicji. Można powiedzieć, że owszem większość dokonała wyboru prof. Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu, ale części z senatorów coraz bardziej uwiera funkcjonowanie Izby Wyższej pod kierownictwem pana profesora.
Czy zbieranie podpisów przez wszystkich kandydatów i to w okresie pandemii, to odpowiedzialna propozycja?
– Absolutnie to nie ma najmniejszego sensu. Owszem nowy kandydat będzie musiał zebrać wymaganą ilość stu tysięcy podpisów poparcia, co jest wymogiem, ale jeśli chodzi o pozostałych kandydatów, którzy już zebrali i przedstawili Państwowej Komisji Wyborczej listy poparcia, to jest to bezcelowe. Ustawa uchwalona przez Sejm, która trafiła do Senatu, zawiera jasną delegację, że zebrane podpisy przez kandydatów są aktualne.
Przyznam, że dla mnie zaskoczeniem jest to, że Platforma, która rzekomo tak troszczyła się o bezpieczeństwo Polaków, torpedując pomysł wyborów korespondencyjnych, teraz nawołuje do tego, aby wszyscy kandydaci od nowa zbierali podpisy. Nie wiem, czemu ma to służyć, bo przecież mimo folgowania obostrzeń wciąż – w Polsce – mamy stan pandemii i powinniśmy się zachowywać odpowiedzialnie, ograniczając kontakty.
Być może politykom Koalicji Obywatelskiej chodzi o wywołanie zamieszania…
– Nie ulega wątpliwości, że wybory tzw. hybrydowe czy mieszane są po to organizowane, aby niektóre grupy ludzi mogły skorzystać z możliwości oddania swojego głosu w formie korespondencyjnej. Chodzi o to, żeby wybory prezydenckie były powszechne, demokratyczne i bezpieczne. Tymczasem – nagle, Platforma zaczyna to negować, ale mnie to nie dziwi, bo formacja ta lubi szum wokół siebie, jest niespójna w swoim przekazie, a niektórzy z nich zapominają nawet, co mówili godzinę wcześniej. Przykład Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, o której mówili, że jest prawdziwą prezydent, że pozostanie kandydatką Koalicji Obywatelskiej, po czym na następny dzień wymienili ją na Rafała Trzaskowskiego, pozostawiając wicemarszałek Sejmu osamotnioną przy ogłaszaniu decyzji o rezygnacji z kandydowania, świadczy, że ci ludzie mając za nic nawet swoich, kiedy nie są im już potrzebni, a cóż dopiero powiedzieć o innych, o Polakach.
Jakim politykiem jest i jaki program ma Rafał Trzaskowski, oprócz anty-PiS?
– Coś takiego jak program jest tej formacji zupełnie obce. Oni nie mają żadnego programu.
Na jakiej podstawie chcą przejąć władzę w Polsce, z czym startują w kolejnych wyborach?
– Całą swoją działalność budują na niechęci i tworzeniu atmosfery wrogości wobec Zjednoczonej Prawicy tyle, że ludzie zdążyli już poznać ich przebiegłość. Natomiast Rafał Trzaskowski jest, czy też ma być kołem ratunkowym dla Platformy, która obywatelskość ma tylko w nazwie. Małgorzata Kidawa-Błońska, która została wyłoniona w prawyborach, jej kampania oraz działania jej samej i sztabu spowodowały, że cała ta formacja z dnia na dzień w sondażach obniżała swoje loty i w efekcie znalazła się pod lodem. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że gdyby ta „prawdziwa prezydent” dotrwała do końca kampanii prezydenckiej, to osiągnęłaby wynik około zera, maksymalnie do jednego procenta.
Dlatego zdecydowano o podmianie kandydata i los padł na Rafała Trzaskowskiego. Myślę, że wykalkulowali, że jest pewna grupa wyborców Platformy, która zagłosuje za Trzaskowskim, ale dużo większa jest grupa, która odda głos na tego kandydata, żeby się go pozbyć. I kierownictwo Platformy liczy na głosy tych dwóch grup, ale żadnego sensownego programu tam nie widzę.
Jak odbiera Pan styl, w jakim Trzaskowski wystartował w wyścigu prezydenckim?
– Trzaskowski wystartował w swoim stylu. Widać, że niczego się nie nauczył, i niczego się już nie nauczy. Można się zatem spodziewać, że z tym swoim przekazem wrogości pozostanie. Jest pewne, że opozycja totalna nie ma lepszego kandydata, dlatego będą szorować po dnie sondaży, licząc na cud przy urnach, ale cudu nie będzie, bo na wynik trzeba sobie zapracować pozytywnym programem, który trzeba wypełnić treścią. Platforma tego nie ma.
Wygląda na to, że Rafał Trzaskowski idzie na zwarcie. Jaka zatem może być teraz kampania prezydencka, która do tej pory była dość spokojna?
– Z całą pewnością można się spodziewać, że będziemy mieć liczne prowokacje ze strony Rafała Trzaskowskiego i jego sztabu. Na próżno jednak liczą, że uda im się sprowokować prezydenta Andrzeja Dudę.
Tylko, czy Rafał Trzaskowski walczy z prezydentem Dudą, czy może jego zadaniem jest przywrócić Platformie pozycję lidera opozycji?
– Trudno liczyć na poprawę sondaży, które z wynikiem oscylującym w granicach 10-11 proc. plasują Rafała Trzaskowskiego na trzecim, czwartym miejscu w stawce. Co by nie powiedzieć Platforma, to dzisiaj już zanikowa partia i myślę, że najbliższe wybory prezydenckie tylko to potwierdzą. Platforma wykonuje różne rozpaczliwe ruchy, żeby ratować to, co pozostało na zgliszczach i do tego zadania oddelegowano Rafała Trzaskowskiego. Wątpię jednak, żeby to coś dało.
Możemy się spodziewać brutalnej kampanii?
– Znając Rafała Trzaskowskiego, zrobi on wszystko – i jego ekipa, żeby wyciągać niestworzone rzeczy dotyczące obozu rządzącego, żeby zaatakować prezydenta Dudę. Zresztą to nic nowego, bo cały czas – po stronie Platformy – obserwujemy tego typu działania. Ostatnio numerem jeden na celowniku Platformy jest prof. Łukasz Szumowski, który w dobie pandemii koronawirusa dla Europy i świata jest autorytetem i wzorem działania, ale nie dla opozycji totalnej, która próbuje ośmieszyć ministra zdrowia.