Brak wiarygodności
Wtorek, 19 maja 2020 (21:46)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Jaka wizja prezydentury rysuje się po wystąpieniu kandydata Rafała Trzaskowskiego?
– Póki co w wydaniu Rafała Trzaskowskiego mamy skrajnie nieudolną prezydenturę Miasta Stołecznego Warszawy. Natomiast nie widzę, aby po takich wystąpieniach – jak to w niedzielę – Rafał Trzaskowski miał choćby cień szansy na to, aby zostać prezydentem Rzeczypospolitej. Droga polityczna Trzaskowskiego – ostatnich lat – stawia go w przegranym polu i chyba sam zainteresowany ma tego świadomość. Myślę jednak, że startując w wyborach cele Trzaskowskiego są zupełnie inne, mianowicie zrobienie przyzwoitego wyniku – drugiego wyniku w wyścigu prezydenckim tak, aby Platforma utrzymała pozycję lidera wśród ugrupowań opozycyjnych wobec Prawa i Sprawiedliwości.
Do kogo swój przekaz kieruje Rafał Trzaskowski?
– Platforma i Trzaskowski próbuje zmobilizować około 20-procentowy elektorat skrajnego anty PiS-u. To są wyborcy, którzy poza wrogością czy nienawiścią wobec PiS nie mają żadnych innych poglądów. Platforma utraciła znaczącą część tego elektoratu – zwłaszcza za sprawą kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, której kampania nie była jaskrawie anty PiS-owska. Oczywiście kandydatka była słaba, momentami wywoływała uśmiech politowania i nic dziwnego, że inni kandydaci wykorzystali to bardzo skrzętnie.
Jeśli chodzi o wystąpienie Trzaskowskiego, też nie widać było żadnego przekazu poza agresją i straszeniem…
– Nie zgodzę się z panem redaktorem, bo według mnie konkrety były. Lokują one Trzaskowskiego jako kandydata skrajnej progresywnej Lewicy.
To znaczy?
– Rafał Trzaskowski proponuje likwidację mediów poza stacjami komercyjnymi, takimi jak TVN czy Polsat, chodzi głównie o likwidację mediów publicznych. Z pozycji Platformy wygląda to tak, że jeśli jest jakieś inne medium, które mówi inną narracją niż nasza, to należy taką redakcję zamknąć. Kolejny postulat to jest derogacja części ustawy kodeks cywilny mówiącej o umowach zlecenie czy umowach o dzieło. Rafał Trzaskowski zakłada, że należy w stu procentach wyzbyć się umów śmieciowych. Podczas gdy wspomniane umowy zlecenie czy o dzieło są rzec można od dawna w polskim porządku prawnym jako instytucje oczywiste – także w państwach, które odwołują się do prawa rzymskiego.
Inną kwestią pozostaje nadużywanie przez pracodawców tego typu umów i nie stosowanie prawa pracy, tylko właśnie tych umów cywilnoprawnych. Te akcenty pokazują, że mamy rywalizację o elektorat lewicowy, a to jest ostry skręt Platformy jeszcze bardziej w lewo niż to miało miejsce do tej pory.
Jaki jest zatem plan kampanii Trzaskowskiego?
– Myślę, że istotnym elementem kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego będzie zapewne skądinąd znany plan Pawła Rabieja – adopcja dzieci przez pary homoseksualne i zrównanie instytucji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny ze związkami jednopłciowymi. I to – można się spodziewać, że będzie na agendzie Rafała Trzaskowskiego. Można zatem powiedzieć, że rewolucja obyczajowa będzie jednym z głównych elementów narracji kandydata Platformy, czy szerzej kandydata Koalicji Obywatelskiej.
Czy to oznacza, że Platforma nie ma innego programu, również jej kandydat na prezydenta jest tak ubogi, zawężony programowo?
– Odpowiedź w jednym i drugim przypadku jest pozytywna, to znaczy ani Platforma, ani jej kandydat Rafał Trzaskowski nie mają żadnego innego pomysłu poza kalką rozwiązań skrajnej europejskiej czy w ogóle zachodniej Lewicy.
Działania te przewidują rozwiązania, które uderzają w fundamenty naszej cywilizacji, i to jest w zasadzie jedyny program, który z punktu widzenia marketingu politycznego osiągnie zakładany przez Platformę cel. To znaczy spolaryzuje wybory prezydenckie na dwa obozy i spowoduje, że nie będą one miały one wyłącznie charakteru wyboru prezydenta RP, ale będą swoistym referendum cywilizacyjnym.
Jeśli jesteś przedstawicielem cywilizacji życia, czy uważasz, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, czy uważasz, że rodzina powinna się znajdować pod szczególną opieką państwa, to głosujesz na Andrzeja Dudę, ale jeśli jesteś przeciwnikiem rodziny jako instytucji, która opiera się na sakramentalnym związku kobiety i mężczyzny, jeśli jesteś zwolennikiem adopcji dzieci przez pary homoseksualne, jeśli jesteś przeciwnikiem tradycyjnych wartości, to głosujesz na Rafała Trzaskowskiego. Przy tak spolaryzowanej kampanii inni kandydaci nie będą mieli większego znaczenia.
Jaka to jest wiadomość dla prezydenta Andrzeja Dudy?
– To jest oczywiście dobra wiadomość dla Andrzeja Dudy, bo moim zdaniem oznacza, że urzędujący prezydent wygra w pierwszej turze. Ale jest to też dobra wiadomość dla Platformy i Rafała Trzaskowskiego, że on jako najbardziej wiarygodny kandydat dla skrajnej rewolucyjnej Lewicy ma szanse utrzymać pozycję. Co by nie powiedzieć Robert Biedroń poza jeżdżeniem po świecie po różnych kongresach homoseksualnych, nic dla tego środowiska realnie nie uczynił. Natomiast Rafał Trzaskowski, jednak realizuje plan Pawła Rabieja w Warszawie.
Czy zważając na to, co pan mówi, czeka nas gwałtowne zaostrzenie retoryki wyborczej, a kampania do tej pory dość spokojna stanie się brutalna i de facto będziemy świadkami gry na dzielenie społeczeństwa?
– Tak, uważam, że ta kampania będzie bardzo brutalna, gdzie mało będzie się mówiło o realnych problemach Polaków, natomiast możemy mieć do czynienia z narracją na temat rewolucji obyczajowej i rozwiązań skrajnej europejskiej Lewicy. Można powiedzieć, że Platforma nawet nie wchodzi w buty niemieckiego SPD, co bardziej w buty Die Linke, czyli Lewaków. To jest szkic człowieka – Rafała Trzaskowskiego, który w tej chwili jest wiceprzewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej, a więc tego ugrupowania, które rządzi Unią Europejską.
Na ile wiarygodny jest obóz, który na ostatniej prostej wymienia kandydata i decyduje się na „dublera”?
– Z całą pewnością taki obóz nie jest wiarygodny. To jest jeden z największych blefów, kłamstw, z jakim mieliśmy do czynienia na przestrzeni ostatnich lat. Nie dalej jak jeszcze w połowie ubiegłego tygodnia politycy Platformy zarzekali się, że Małgorzata Kidawa-Błońska to najlepszy kandydat, że zmiana nie jest możliwa tyle tylko, że było to kłamstwo od początku do końca. Chyba nikt w Polsce nie ma dzisiaj wątpliwości, czemu miały służyć akcje wymierzone w samorządowców.
Mogę tylko powiedzieć z własnego łódzkiego podwórka, gdzie samorządowcy żalili się, że dzwonią do nich parlamentarzyści, samorządowcy, działacze Platformy straszą i zmuszają do tego, żeby nie przekazywać spisów wyborców, celem przeprowadzenia prezydenckich wyborów w formie korespondencyjnej 10 maja tego roku.
Dzisiaj już wiemy, jaki cel przyświecał Platformie – wymienić kandydatkę, a tym samym uniemożliwić Polakom wybór prezydenta 10 maja. Tak się nie robi. Na pewno w działaniach Platformy zabrakło nawet najmniejszego pierwiastka myślenia propaństwowego.
Jak, zważając na względy epidemiczne, może wyglądać zbieranie podpisów pod kandydaturą Trzaskowskiego? Chyba wygadała się Hanna Gronkiewicz-Waltz, mówiąc o tysiącach już zebranych podpisów…
– Nie chcę nikomu stawiać jakichkolwiek zarzutów, bo przecież nikogo za rękę nie złapałem. Mogę tylko przypomnieć, że do momentu, kiedy marszałek Sejmu Elżbieta Witek nie zarządzi wyborów prezydenckich, to zbieranie podpisów pod kandydaturą nie może zostać rozpoczęte. Ich zbieranie zaczyna się z chwilą zarejestrowania komitetu wyborczego w drodze postanowienia Państwowej Komisji Wyborczej.
Czy Platforma może mieć problem z legalnym zebraniem wymaganej liczby stu tysięcy podpisów pod kandydaturą Trzaskowskiego?
– Z pewnością tak. Platforma podjęła swoiste ryzyko i mam świadomość, że korci ich, aby już w tej chwili – zawczasu, jeszcze zanim w Senacie zostanie przeprocedowana specustawa dotycząca wyborów prezydenckich, zanim marszałek Sejmu wyznaczy termin wyborów prezydenckich – rozpocząć zbieranie podpisów poparcia pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego w wyścigu prezydenckim.
Stąd też wielkie zadanie dla mediów i uczciwych Polaków, aby na tego typu zachowania bardzo stanowczo reagować i piętnować zbieranie podpisów w sposób niezgodny z prawem. Powiedzmy sobie uczciwie, że Platforma dokładnie widziała jakie warunki, jakie wymogi wiążą się z wymianą kandydata i muszą mieć też świadomość, że ten czas na zebranie stu tysięcy podpisów poparcia dla kandydata może być ekstremalnie krótki, ale również, że rozpoczęcie zbiórki podpisów może się rozpocząć wyłącznie po zarządzeniu wyborów prezydenckich.