Styl dobrany do celu
Wtorek, 19 maja 2020 (16:36)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Jakie są cele kampanii Rafała Trzaskowskiego w trwającej, choć oficjalnie jeszcze nierozpoczętej kampanii wyborczej?
– Cele Rafała Trzaskowskiego są tożsame z celami Platformy. Zatem jest to próba ratowania ginącej czy zanikającej formacji politycznej, która znalazła się w poważnym kryzysie. Kampania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej doprowadziła ich na skraj przepaści, dlatego rolą Trzaskowskiego będzie, aby przeprowadzić Platformę przez ten kryzys.
A zatem celem nie jest wygrana z prezydentem Dudą?
– W tej chwili dla pogrążonej w kryzysie Platformy celem jest zdobycie drugiego wyniku, co dałoby drugą turę, o ile taka będzie, co byłoby dla tej formacji bardzo dobre, bo przydałoby jej kandydatowi głosy całej opozycji. Wówczas Platforma mogłaby znów ogłosić, że jest największą siłą opozycyjną i wtedy skupić na sobie całą uwagę. Natomiast jeśli prezydent Duda wygrałby w pierwszej turze, przy drugim wyniku kandydata Platformy, to choć z mniejszą siłą mogliby mówić to samo, kreując się na lidera opozycji. Myślę więc, że zwycięstwo w wyborach prezydenckich przez Trzaskowskiego jest na marginesie.
Jak odbiera Pan styl, w jakim Trzaskowski wystartował w wyścigu prezydenckim?
– Styl dobrany do celu. Celem jest odebranie głosów kandydatom opozycji. Elektorat takich kandydatów, jak Szymon Hołownia jest skrajnie anty PiS-owski, czy jak określił to prof. Przemysław Czarnek – anty Kaczyński, czy wręcz kaczyńskofobiczny. Jeśli zatem chce się zdobyć głosy tego elektoratu kaczyńskofobicznego, to żeby osiągnąć ten cel trzeba posłużyć się retoryką skrajnie anty PiS-owską. W Tym sensie cel Platformy i Trzaskowskiego jest całkowicie przemyślany, a metody dobrane do tego celu, jaki sobie postawiła ta formacja.
Widać, że Platforma wyraźnie skręca w lewo, ale czy agresywna retoryka, postawa Trzaskowskiego jednak nie zawęża elektoratu Platformy?
– Owszem, ale proszę pamiętać, o co toczy się cała ta batalia. W pierwszej turze wyborów prezydenckich batalia toczy się o to, kto będzie drugi i kto wejdzie do ewentualnej decydujące rozgrywki. Nie jest zatem tak, że Rafał Trzaskowski – jako nowy kandydat ma 20 czy 25 proc. poparcia i dobija do 30 proc., co wtedy da mu szansę na zwycięstwo w drugiej turze. Natomiast Trzaskowski bije się z Hołownią na jeden czy dwa procent różnicy. I jest problem, jak przyciągnąć elektorat, który zniechęcili i stracili za pośrednictwem nieudolnej kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Trzeba więc cały obecny przekaz związać emocjonalnie.
Jak związać ten betonowy elektorat Platformy?
– Ten twardy elektorat to rząd około dwudziestu, dwudziestu kilku procent. Można go związać przy pomocy takich akcji, jak chociażby pamiętna okupacja Sejmu, organizacja majdanu, marsze KOD, a więc za pomocą sprawdzonych w tym środowisku metod. Oczywiście, że Rafał Trzaskowski tego robić nie będzie, bo nie taka jego rola – póki co, ale w retoryce jest bardzo podobny.
Oczywiście, w Platformie zdają sobie sprawę, że jest to karkołomne zadanie, bo wystawienie Trzaskowskiego w zamian za Kidawę-Błońską nie broni się od strony wizerunkowej, dlatego muszą stosować kłamliwą retorykę mówiąc, że Kidawa-Błońska startując w wyborach, osiągnęła swój cel, bo jakby nie było, doszło do przesunięcia terminu wyborów. A więc są to takie rzeczy, które nawet średnio rozeznany wyborca jest w stanie zidentyfikować i uznać, że jest to rodzaj hipokryzji.
W Platformie zdają sobie z tego sprawę, więc walczą o swoje, chcą wziąć tylko to, co uważają, że jest ich, aby w przyszłości Platforma znów była główną opozycyjną siłą. A jak przy okazji weszłoby się do drugiej tury wyborów prezydenckich, to retoryka ulegnie zmianie, to jest oczywiste. Tyle że Platforma się boi, że Trzaskowski nie wejdzie do drugiej tury, a jeśli tak, a środowisko TVN, które postawiło na Szymona Hołownię – to będzie tworzyć alternatywną partię. W tym momencie cały wysiłek Grzegorza Schetyny, który jak pamiętamy, skupiał się, żeby zlikwidować Nowoczesną, będzie bezproduktywny.
Trzaskowski wyraźnie idzie na starcie…
– Trzaskowski owszem idzie na starcie, bo wtedy skupia na sobie emocje przeciwników PiS, jawi się jako główny fajter, który walczy z obecną władzą. Warto jednak pamiętać, że Trzaskowski ma jeszcze jedną poważną słabość – pomijając problemy z oczyszczalnią „Czajka” i tym, co wraz z falą ścieków zafundował mieszkańcom nie tylko Warszawy, ale połowy Polski. Słabością Trzaskowskiego, która może go eliminować z walki o prezydenturę jest to, że jest prezydentem Warszawy. Co za tym idzie, jest gwarantem pewnego układu urzędniczego, biznesowego. Wyrazicielem emocji i poglądów tej grupy – a przypomnę, że Warszawa jest przecież bastionem Platformy i są to setki tysięcy głosów – jest Hanna Gronkiewicz-Waltz, która na wieść o kandydaturze Trzaskowskiego powiedziała wprost, co wy robicie, nie oddawajcie PiS Warszawy. To tylko pokazuje, że Warszawa spina cały układ samorządowy wielkich miast w Polsce itd.
Jakie zatem zadanie stoi dzisiaj przed Rafałem Trzaskowskim?
– Zadaniem, jakie teraz stoi przed Trzaskowskim i jego sztabem, jest zaostrzenie retoryki, aby maksymalnie skupić na sobie emocje tych, którzy nie lubią PiS, a kolejne działania będą zależały od osiągniętego wyniku. W Platformie kalkulują też, że na finiszu kampanii TVN może zepchnąć Trzaskowskiego na margines i jako ośrodek medialny skupią się tylko na poparciu Hołowni. I to są problemy, przed którymi stoi dzisiaj Platforma. Zatem, celem Platformy nie jest wygrana z Andrzejem Dudą, co wydaje się być poza ich zasięgiem, ale odzyskanie pozycji lidera opozycji. Miękka kampania, co udowodniła już postawa Małgorzaty Kidawy-Błońskiej może się dla Platformy zakończyć nawet nie trzecią, ale nawet czwartą pozycją Trzaskowskiego. Takie są zatem realne problemy, przed którymi dzisiaj stoi Platforma i Rafał Trzaskowski.
Czemu ma służyć zapowiedź Trzaskowskiego, który mówi, że jeśli zostanie prezydentem Polski, to będzie namawiał swojego następcę w Warszawie, aby w stolicy powstała ulica prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
– To szczyt hipokryzji. To jest kontynuacja tego, co Trzaskowski zapowiadał jeszcze nie dawno, kiedy pytano go, dlaczego upamiętnia Armię Ludową, tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i różne inne osoby bliskie mu ideowo, a nie upamiętnił prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wówczas odpowiedział, że zrobi to, kiedy zakończy się kampania wyborcza, która – jego zdaniem – nie jest odpowiednim momentem do rozstrzygania tego typu spraw. To jest pewna retoryka, która ma służyć podsycaniu nastrojów, gra wizerunkowa, a wszystko po to, żeby uwiarygodnić się.
Jaka zatem może być ta kampanii – do tej pory raczej spokojna, żeby nie powiedzieć niemrawa?
– Jest ostra rywalizacja wśród kandydatów opozycyjnych o elektorat anty PiS-owski i cały ten wyścig będzie się odbywał poprzez zaostrzenie retoryki. Będzie to zatem konkurencja, kto jest bardziej anty PiS-owski, bardziej antyrządowy czy bardziej anty Andrzej Duda. I można się spodziewać, że tak to będzie wyglądało zresztą licytacja, kto jest bardziej ostry, już trwa. Jeśli jednak wyścig o drugą pozycję w wyścigu prezydenckim będzie wyrównany, to nie wykluczałbym ataków nie tylko na PiS czy Andrzeja Dudę, ale także nawzajem na siebie. Proszę zwrócić uwagę, że ostatnio w Sejmie ustawa o wyborach prezydenckich spotkała się ze sprzeciwem tylko Platformy, która zagłosowała przeciwko, natomiast pozostałe partie opozycyjne albo były za, albo wstrzymały się od głosu. To świadczy też o podziale wewnątrz obozu opozycji.
Tyle, że gdyby doszło do drugiej tury, to wówczas te podziały znikną i na zasadzie wszystkie ręce na pokład, cała opozycja byłaby przeciwko Andrzejowi Dudzie…
– Wtedy nie będą mieli innego wyjścia, jak próbować się zjednoczyć. Również liberalne ośrodki medialne będą się skupiać na atakowaniu obecnego prezydenta i sprzyjać kandydatowi opozycji. Ale to wszystko są dywagacje, bo póki co, nikt nie wie, czy będzie druga tura wyborów prezydenckich, natomiast każdy wie, że ten, kto zajmie drugie miejsce w kampanii będzie miał ułatwione zadanie w umacnianiu swojej macierzystej partii.
Platforma niewątpliwie jest w kryzysie, dlatego są tacy, którzy chętnie połknęliby elektorat partii, której przewodzi Borys Budka. W związku, z czym – przy okazji wyborów prezydenckich – zawładnąć elektoratem Platformy, przed czym Trzaskowski i kierownictwo tej partii się broni. Dlatego dążyli do tego, aby wybory pod pozorem zagrożenia epidemicznego Polek i Polaków, nie odbyły się 10 maja, a de facto chodziło o wymianę kandydata i zamiast słabej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wprowadzić – w tym wypadku Rafała Trzaskowskiego, aby maksymalnie powstrzymać proces anihilacji partii.
Ponadto w Platformie doskonale zdają sobie sprawę, że jeśli będzie druga tura, a nie znajdzie się w niej Rafał Trzaskowski, albo jeśli nie dojdzie do drugiej tury, a Trzaskowski nie będzie drugi z w miarę dużym poparciem, to Platformę czeka bardzo silna wojna wewnętrzna, walka o przywództwo w partii.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki