Wgłębiajmy się w nauczanie św. Jana Pawła II
Piątek, 15 maja 2020 (21:00)Z ks. abp. Mieczysławem Mokrzyckim, metropolitą lwowskim, w latach 1996-2005 osobistym, drugim sekretarzem Ojca Świętego Jana Pawła ІІ, w latach 2005-2007 – sekretarzem Papieża Benedykta XVI, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Ekscelencja doświadczył niezwykłej łaski, był Ksiądz Arcybiskup sekretarzem dwóch papieży. Proszę o refleksję.
– Fakt, że mogłem służyć dwóm papieżom, to przede wszystkim była wielka, niezasłużona łaska od Pana Boga. Każdy z nas w życiu ma chwile, takie momenty, kiedy dokonuje pewnego podsumowania, pewnej refleksji i uświadamia sobie, że wszystko, co ma, wszystko, kim jest, jest darmo dane, że nie dorastamy do pewnych rzeczy, że o własnych siłach pewnych rzeczy nigdy byśmy nie osiągnęli, nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy.
Nasze życie, wzrastanie, rodzice, całe nasze otoczenie, później łaska powołania czy to do kapłaństwa, czy małżeństwa, to wszystko jest wielkim darem Bożym. Także wybór, to, że mogłem znaleźć się w Watykanie, to też ogromny dar – niezasłużony. Pamiętam, że kiedy mój poprzednik na stolicy biskupiej we Lwowie, ks. kard. Marian Jaworski, wysyłał mnie na studia do Rzymu na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu „Angelicum”, to moja babcia – prosta i bardzo pobożna kobieta – była niezadowolona z tego faktu, że będę tak daleko. Dla mnie było to jednak wielkie doświadczenie. Kiedy zaproszono mnie do służenia Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, odczytałem to jako wielkie wyróżnienie i łaskę, że mogę służyć Piotrowi naszych czasów.
Jakie były pierwsze refleksje płynące z faktu wyboru Papieża Polaka, a później z pracy u Jego boku?
– Wcześniej jako kleryk i kapłan z wielkim zainteresowaniem śledziłem doniesienia z Watykanu. Później, już jako student w Rzymie, z bliska czy na audiencjach środowych, czy w niedziele na „Anioł Pański” niejednokrotnie stałem na placu Świętego Piotra, spoglądając w okno papieskie, z zaciekawieniem słuchając słów Papieża. Zastanawiałem się też, jak to wszystko wygląda od środka, jak Ojciec Święty pracuje, jak spędza czas. Rozświetlone okna zawsze świadczyły o Jego obecności i o życiu tego domu.
Później doświadczyłem szczęścia, aby już z bliska stanąć w tym miejscu, wcześniej niedostępnym, i z bliska spoglądać na codzienne życie i posługę Głowy Kościoła i państwa Watykan. To było wielkie przeżycie duchowe, a także ludzkie. Od Ojca Świętego Jana Pawła II, ale również od Papieża Benedykta XVI mogłem się nauczyć szerszego spojrzenia na życie, na świat, ale przede wszystkim na sprawy Kościoła, co dzisiaj procentuje w prowadzeniu Kościoła w archidiecezji lwowskiej.
Wspomniał Ksiądz Arcybiskup o domu stworzonym przez Jana Pawła II na Watykanie. Proszę powiedzieć, jak wyglądało życie i dom papieski.
– Wszyscy wiemy, jak z zewnątrz wygląda ten piękny, okazały budynek, zwany też Pałacem Apostolskim. Ojciec Święty mieszkał na ostatnim piętrze. Niżej, na pierwszym piętrze, mieszka sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, a na drugim odbywają się wszystkie oficjalne spotkania, audiencje. Kiedyś ostatnie piętro było zajmowane przez sekretarza stanu i kiedy ówczesny sekretarz stanu został wybrany na Papieża, zdecydował, że nie będzie schodził na pierwsze piętro, gdzie wtedy znajdowały się apartamenty papieskie, tylko został już tam, gdzie mieszkał.
Pomieszczenia zajmowane przez Ojca Świętego są bardzo proste – takie rodzinne. Nie ma tam żadnych fresków, malowideł, są białe sufity i ściany pomalowane w różnych kolorach i w gruncie rzeczy to prosty budynek, proste wnętrza. Ktoś może sobie pomyśleć, że teraz Ojciec Święty Franciszek nie zamieszkał w tych apartamentach, bo jest tam przepych, ale nic z tych rzeczy. Kiedy biskupi czy osoby świeckie, zapraszani przez Jana Pawła II na posiłek, przychodzili do apartamentów papieskich, to nieraz słyszałem od nich: jakie to wszystko proste, takie zwyczajne, a nam się wydawało, że jak w pałacu jest tu przepych, bogactwo. I ta prostota była nam wszystkim potrzebna, także dla rozwoju duchowego, stwarzała bowiem atmosferę domu rodzinnego. Z kolei kaplica papieska – urządzona jeszcze przez Papieża Pawła VI – była bardziej dostojna, a jej odwzorowanie możemy oglądać w sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.
I w tych prostych wnętrzach w Watykanie rodziła się świętość, ale do świętości Karol Wojtyła dojrzewał już wcześniej – poprzez rodzinny dom, poprzez wzór i przykład swoich rodziców, także brata Edmunda. Czy Ojciec Święty wspominał o swoich rodzicach?
– Kiedy ja rozpocząłem swoją posługę, służbę dla Ojca Świętego, te wspomnienia rodziców nie były zbyt częste. Owszem, Jan Paweł II mówił na przykład, że od swojego ojca, który zmarł w 1941 roku, nauczył się bardzo wiele, że jego przykład był dla niego pierwszym domowym seminarium. Matkę stracił bardzo wcześnie, zanim ukończył 12 lat, później zmarł starszy brat Edmund, a więc przyszły Papież wiele doświadczył. Zawsze jednak uczył się, czerpał od ludzi, których Pan Bóg postawił na jego drodze. Byli to wychowawcy, koledzy, z których mądrości skorzystał bardzo wiele. Świadectwem tego, że cały czas miał w sercu swoich bliskich, były też zdjęcia na jego biurku.
Rozpoczyna się proces beatyfikacyjny rodziców Karola Wojtyły. Wiele wskazuje na to, że jeśli Bóg pozwoli, będziemy się też cieszyć z wyniesienia na ołtarze rodziców św. Jana Pawła II…
– Ojciec Święty Jan Paweł II podczas blisko 27 lat swojego pontyfikatu beatyfikował i kanonizował wielu ludzi, świadków wiary, przez co chciał nam pokazać, że każdy człowiek jest powołany do świętości i że na każdym etapie dziejów są ludzie dobrzy, są ludzie święci, z których powinniśmy brać przyklad. Uważam, że beatyfikacja czy kanonizacja rodziców św. Jana Pawła II, Emilii Wojtyły z domu Kaczorowskiej oraz Karola Wojtyły seniora – także nam pozwoli i pomoże jeszcze bardziej zrozumieć oraz odkryć jeszcze bardziej samego Karola Wojtyłę – człowieka, kapłana, biskupa i Papieża. Będziemy mogli sobie przypomnieć, zgłębić swoją wiedzę na temat środowiska, w którym dojrzewał, jakie wartości wyniósł z rodzinnego domu przyszły Papież, co miało znaczenie w przygotowaniu do posługi w Kościele, jaką powierzył mu Bóg.
Co św. Jan Paweł II – w obliczu ataków na instytucję małżeństwa i rodziny – chciałby dzisiaj powiedzieć, zwłaszcza nam, Polakom?
– Jan Paweł II od początku swojego pontyfikatu postawił na małżeństwo i rodzinę. Swoje audiencje środowe poświęcił instytucji małżeństwa i rodziny, bo tylko tam człowiek może otrzymać właściwą formację. Jego troska o małżeństwo i rodzinę wyrażała się m.in. w ustanowieniu Światowego Spotkania Rodzin, w katechezach środowych, bardzo głębokich, filozoficznych, może czasami trudnych, poświęconych ludzkiej miłości, gdzie wskazywał na rodzinę jako bardzo ważną komórkę – instytucję, w której człowiek dojrzewa, która kształtuje osobowość człowieka oraz przygotowuje go do służby społeczeństwu, Kościołowi i narodowi. Temu też służy Papieski Instytut Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną. Nauczanie św. Jana Pawła II jest wciąż aktualne, niezmienne, ponadczasowe, dlatego zgodnie z jego wskazaniami powinniśmy bronić małżeństwa i rodziny, bo to gwarantuje prawidłowy rozwój i dobrą przyszłość ojczyzny i Kościoła.
Przed nami setna rocznica urodzin św. Jana Pawła II, ale także beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego. Czym ten czas powinien być dla nas, Polaków?
– Tak, to jest dla Kościoła w Polsce, dla naszego Narodu i dla Polski wielka łaska, że Pan Bóg na drodze historii obdarzył nas takimi wzorcami. Można powiedzieć, że św. Jan Paweł II i Prymas Tysiąclecia, Czcigodny Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński, to są dwa kamienie milowe, dwa autorytety, które nam patronują. Mamy w niebie potężnych orędowników, którzy będą nas wspierali w naszym codziennym życiu i w zmaganiach. To bardzo ważne. Ojciec Święty Jan Paweł II często mówił – słyszałem to także w prywatnych rozmowach, że od kard. Wyszyńskiego nauczył się bardzo wiele. Obchody Roku Jubileuszowego 2000 lat chrześcijaństwa, wszystkie przygotowania, uroczystości, cała idea była przecież zaczerpnięta z tego, co robił kard. Wyszyński, przygotowując Kościół w kraju do obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Ojciec Święty odnosił się zawsze z wielkim szacunkiem i życzliwością do pamięci o kard. Wyszyńskim.
Czego Ksiądz Arcybiskup nauczył się, co wyniósł z posługi dla św. Jana Pawła II?
– Wiemy, że Ojciec Święty Jan Paweł II był człowiekiem – rzec można – wszechstronnym i w każdej dziedzinie czymś nas zaskakiwał, ujmował. Był przecież bardzo utalentowanym człowiekiem, dlatego każdy z nas – wczytując się w nauczanie papieskie – może coś zaczerpnąć dla siebie z tej skarbnicy. Również my, kapłani, biskupi, możemy się od niego wiele uczyć i uczymy się: modlitwy, pokory, całkowitego oddania się służbie Kościołowi i drugiemu człowiekowi. Tak często – podczas formacji duchowo-intelektualnej w seminarium duchownym – uczono nas, zachęcano, żebyśmy się spalali w służbie Bogu i bliźniemu. I Jan Paweł II spalał się, nigdy nie patrzył na siebie, nie szukał siebie, nie oszczędzał się, tylko do końca był całkowicie oddany Chrystusowi, służąc Kościołowi i będąc zawsze dla człowieka. Jest dla nas wzorem i będzie wzorem także dla przyszłych pokoleń, bo Ewangelia, którą głosił, jest zawsze aktualna, trzeba tylko ją zgłębiać i wypełniać jej treścią nasze życie.
Co my, świeccy, powinniśmy zaczerpnąć dla siebie z tej wielkiej skarbnicy myśli św. Jana Pawła II?
– Ważne jest, żebyśmy z ufnością otwarli drzwi naszych serc dla Chrystusa, do czego nas wezwał Jan Paweł II już u progu swego pontyfikatu i co stało się mottem jego posługi Piotra. Wczytujmy się w treść nauczania naszego wielkiego rodaka, który nigdy nie zawiódł nas, nie zawiódł Kościoła i świata, co więcej, swoją oddaną postawą sługi, swoją modlitwą, także swoją odwagą w głoszeniu Słowa Bożego i prawdy – często niewygodnej – wskazywał nam drogę, którą jest Bóg. Wgłębiajmy się w nauczanie św. Jana Pawła II i z ufnością, ze spokojem zawierzajmy nasze losy, losy naszych rodzin, losy i przyszłość naszego Narodu – przez Jego wstawiennictwo – Wszechmocnemu Bogu, który nigdy nie zawodzi.