• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Stary układ stosuje obstrukcję

Piątek, 15 maja 2020 (19:48)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sędzia Aleksander Stępkowski zastąpił Kamila Zaradkiewicza, który w geście protestu zrezygnował z wykonywania obowiązków I prezesa Sądu Najwyższego, mówiąc, że jest zbulwersowany podważaniem jego kompetencji i przypisywaniem mu politycznych motywacji. O czym świadczy ta nagonka „elity” sędziowskiej?   

– Rezygnacja świadczy przede wszystkim o klasie sędziego Kamila Zaradkiewicza i braku klasy części sędziów Sądu Najwyższego. To, co robili niektórzy sędziowie, co wyprawiali – zwłaszcza ci starzy sędziowie – podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, to z całą pewnością urągało godności sędziów. Obstrukcja, jaką stosowali, była wyjęta niemalże z działań totalnej opozycji – przykład, który szczególnie dla sędziów nie powinien być budujący i inspirujący.

Z uwagi na napięcie, które nastąpiło w Sądzie Najwyższym, pat oraz zarzucanie – zresztą zupełnie bezpodstawnie – sędziemu Zaradkiewiczowi pewnych konotacji politycznych, aby wybić tej części sędziów z ręki argumenty – będące wyrazem złej woli oraz możliwość zablokowania prac, sędzia Zaradkiewicz zrezygnował z pełnienia obowiązków I prezesa Sądu Najwyższego. Wydaje się, że ta decyzja pozwoli na to, że prace Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego będą kontynuowane bez przeszkód i w końcu dojdzie do wyłonienia pięciu kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego.

Wygląda na to, że wcale nie chodzi im o wybór nowego następcy prof. Małgorzaty Gersdorf, ale żeby to wręcz uniemożliwić?

– Nie ma wątpliwości co do tego, że chodzi o zablokowanie możliwości wyłonienia pięciu kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego. Tradycyjnie – cytując klasyka – sędziowie stosujący obstrukcję chcieliby, żeby było tak, jak było, żeby na I prezesa został wybrany ktoś z szeregów nadzwyczajnej kasty, kto utrzyma status quo w Sądzie Najwyższym.

Oczywiście, nie przesądzamy, kogo spośród pięciu kandydatów prezydent Rzeczypospolitej nominuje na I prezesa Sądu Najwyższego, ale działania części sędziów pokazują ewidentnie złą wolę, świadczą o braku jakiejkolwiek odpowiedzialności za państwo, za wymiar sprawiedliwości, który jest przecież istotną częścią państwa polskiego.

Czy ustąpienie sędziego Zaradkiewicza było konieczne?

– Pełniący obowiązki I prezes Sądu Najwyższego, sędzia Kamil Zaradkiewicz, robił wszystko, co mógł, żeby przeprowadzić w sposób skuteczny obrady Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego i dokonać wyboru pięciu kandydatów, ale to się nie udało. Na razie udało się zgłosić 10 kandydatów na kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego, tym samym część prac, mimo wszystko, została wykonana i trzeba jasno powiedzieć, że jest to wynik konsekwencji i stanowczości sędziego Kamila Zaradkiewicza.

Jednak wobec działań destrukcyjnych, dla uspokojenia atmosfery oraz w geście protestu przeciwko kalumniom, które padły pod adresem sędziego Zaradkiewicza ze strony nadzwyczajnej sędziowskiej kasty oraz ze strony totalnej opozycji, sam sędzia zdecydował się zrezygnować. Zobaczymy, jak z tą sytuacja poradzi sobie teraz sędzia Aleksander Stępkowski.

Rzeczywiście pewne prace zostały już wykonane, ale aż trzech dni trzeba było, aby powołać komisję skrutacyjną i zakończyć etap formalny obrad oraz przejść do fazy wyłaniania kandydatów na nowego I prezesa Sądu Najwyższego, sędziowie mieli też problemy z tym, w którym miejscu postawić krzyżyk. Przyzna Pan, że brzmi to absurdalnie?

– To absolutnie dziecinada, tyle że w wykonaniu ludzi, którzy mają uosabiać sędziowski stan, m.in. stać na straży przestrzegania prawa. Tyle że tym wszystkim działaniom przyświecał jeden cel – nie dopuścić do obrad Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, aby poprzez działania proceduralne z wykorzystaniem zapisów regulaminu i różne jego interpretacje zablokować wszystkie prace.

Niestety trudno być optymistą, że zmiana na stanowisku osoby pełniącej obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego coś w tej materii zmieni, bo do tego potrzeba dobrej woli. Dlatego podejrzewam, że wciąż będą stosowane te same metody obstrukcyjne, bo co by nie powiedzieć, w Sądzie Najwyższym większość wciąż stanowią przedstawiciele nadzwyczajnej sędziowskiej kasty. Trzeba będzie zatem dużo dobrej woli ze strony sędziów, a jednocześnie determinacji ze strony pełniącego obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego, sędziego Aleksandra Stępkowskiego, aby przy zachowaniu kultury prawnej, ze spokojem te obrady Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego przeprowadzić, wyłaniając kandydatów.

Co ma myśleć zwykły obywatel, przyglądając się zachowaniu sędziów Sądu Najwyższego, elity sędziowskiej, kiedy widzi, jak ci, którzy mają być najlepszymi z najlepszych, się zachowują, i jak pozbyć się tego starego układu sędziowskiego, który broni się przed zmianami, niczym oblężona twierdza?

– Zwykły obywatel przede wszystkim przestrzega prawa. Tak w Polsce jest, że większość obywateli podporządkowuje się obowiązującym przepisom prawa i tego samego należałoby nie tylko oczekiwać, ale wymagać od sędziów Sądu Najwyższego. Działania zarówno prezydenta Andrzeja Dudy, jak i pełniącego obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego idą w kierunku, aby działania sędziów były absolutnie zgodne z obowiązującym prawem. Jeżeli zatem prawo wymaga wskazania przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego pięciu kandydatów, spośród których prezydent powoła I prezesa Sądu Najwyższego, to sędziowie powinni to prawo wykonać i koniec, kropka.

Natomiast jeśli robią wszystko, żeby się z tego obowiązku nie wywiązać, to dają fatalny przykład obywatelom Rzeczypospolitej. Skoro ci, którzy zasiadają w Sądzie Najwyższym, który ma czuwać nad przestrzeganiem prawa, w ten sposób się zachowują, to jak wymagać od zwykłego obywatela, aby stosował na co dzień prawo, aby stosował się do obowiązków, które na obywateli Polski są nałożone. Postawa, jaką prezentuje część sędziów Sądu Najwyższego, jest wyrazem skrajnej nieodpowiedzialności, jest to wyraz braku poszanowania zarówno Konstytucji RP, jak i braku elementarnej przyzwoitości.  

Czy w Sądzie Najwyższym mamy mobbing? Mówił o tym dzisiaj w swoim oświadczeniu sędzia Zaradkiewicz, wskazując, że zachowania części sędziów „w sposób jaskrawy świadczą o nasilającym się mobbingu wobec nowych sędziów. Niestety były one dotychczas bagatelizowane przez odpowiedzialne za ich zwalczanie kierownictwo Sądu Najwyższego, co w mojej ocenie doprowadziło do ich eskalacji”.

– Niestety, ale tak to można określić. Podejmowanie uchwał, które były sprzeczne z prawem, które kwestionowały chociażby status sędziów zaopiniowanych przez obecną Krajową Radę Sądownictwa i powołanych przez prezydenta, zakwestionowanie podstaw działania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, oraz próby wykluczania sędziów Izby Dyscyplinarnej od obowiązków świadczenia pracy, którą powinni wykonywać, to jest nic innego jak mobbingowanie. Przecież przepisy prawa – w tym wypadku – absolutnie nie budzą wątpliwości. Sędziowie ci zostali powołani prawomocnie przez prezydenta i mają taki sam status jak inni sędziowie Sądu Najwyższego.

Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że wbrew orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego kwestionowanie statusu sędziów powołanych przez prezydenta Andrzeja Dudę, a wcześniej zaopiniowanych przez obecną Krajową Radę Sądownictwa, jest działaniem absolutnie niezgodnym z obowiązującym w Polsce prawem i rzeczą niegodną sędziów Sądu Najwyższego.

           Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki