Samobójcza taktyka Platformy
Czwartek, 14 maja 2020 (17:30)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Sejm uchwalił nową ustawę w sprawie wyborów prezydenckich, która przewiduje głosowanie metodą „mieszaną” – w lokalach wyborczych oraz na wniosek – w wersji korespondencyjnej. Zważając na okoliczności, to dobre rozwiązanie?
– Wybory korespondencyjne powszechne, dla wszystkich miały sens tylko i wyłącznie wtedy, kiedy była ku temu konieczność – sytuacja epidemiczna, która nie pozwalała na swobodne poruszanie się, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Natomiast, jeśli weźmiemy pod uwagę skuteczność procesu wyborczego, to wybory hybrydowe – stwarzające możliwość głosowania w formie tradycyjnej, a więc w lokalach oraz w wersji korespondencyjnej, są lepsze, łatwiejsze, co więcej ograniczają możliwość nadużyć i to jest sprawa oczywista.
To nie jest tak, że wybory korespondencyjne są obiektywnie rzecz biorąc dobrym rozwiązaniem, ale na pewnym etapie pandemii koronawirusa było to działanie konieczne, w tej sytuacji jedyne możliwe. Dzisiaj, kiedy etapami likwidowane są obostrzenia, kiedy ponownie otwarte są galerie handlowe, a od najbliższego poniedziałku – w trzecim etapie łagodzenia restrykcji – zniesione zostaną kolejne obostrzenia, nastąpi otwarcie branży gastronomicznej, fryzjerskiej czy chociażby kosmetycznej, to widocznie nie ma przeszkód, aby pójść do urn wyborczych.
Zresztą, choć nie jestem epidemiologiem, to zawsze mówiłem, że większość osób jest w stanie – przy zachowaniu pewnej dyscypliny i zasad epidemiologicznych – bezpiecznie oddać głos w lokalu wyborczym. Dlatego rozwiązanie przyjęte przez Sejm uważam za obiektywnie słuszne i dobre. Przy czym minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski zachowuje szereg uprawnień, pozostawiając sobie możliwość reagowania na sytuację, która może się dynamicznie rozwijać.
Kiedy mogą odbyć się wybory prezydenckie? Raczej trudno oczekiwać szybkiej ścieżki w Senacie, skoro Borys Budka – z mównicy sejmowej mówił do większości rządzącej, że „Senat będzie prostował wasze podejście do parlamentaryzmu. Będzie rzetelnie pracował. Będzie słuchał ekspertów”. W tym samym tonie wypowiadał się marszałek Grodzki po spotkaniu z prezydentem Dudą…
– Borys Budka kreuje się na lidera opozycji, tymczasem głosowanie w Sejmie nie było wyrazem jedności po stronie opozycji, skoro posłowie Lewicy, PSL wstrzymali się od głosu, a Konfederacja poparła projekt ustawy w sprawie wyborów prezydenckich. Ta nowa sytuacja jeszcze bardziej pogrąża Platformę, która deklaruje się tylko jako obóz totalny, w kontrze do wszystkiego, co robi Zjednoczona Prawica, a sama nic nie wnosi nowego, nie przedstawia żadnej alternatywy obok negacji.
Siłą rzeczy taka postawa nie daje im większego poparcia wśród wyborców, którzy nie rozumieją, o co chodzi Platformie. Przecież wybory zostały przesunięte w czasie – jak chcieli, proponowali system mieszany, a więc to, czego chcieli też zostało zrealizowane. Tymczasem w dalszym ciągu chcą utrudniać przeprowadzenie wyborów prezydenckich. Jednak wybory muszą się odbyć, bo 6 sierpnia mija kadencja Andrzeja Dudy i nowy prezydent musi zostać wybrany, w innym wypadku grozi nam kryzys konstytucyjny, a kraj pogrąży się w chaosie.
Widać, że Platforma będzie chciała przeciągać całą procedurę legislacyjną maksymalnie długo, tylko po to żeby utrudniać, żeby być w kontrze do PiS. To pokazuje, że dla tej formacji ważniejsze od interesu państwa są własne interesy. Ostatnio w Senacie marszałek Tomasz Grodzki przewlekał procedowanie, a ostatecznie i tak większość senacka nie zgłosiła poprawek, tylko odrzuciła ustawę w całości. To są wszystko fakty, które wcale nie pomagają Platformie.
Skąd zatem ten upór?
– Opozycja, która sama siebie określiła jako totalną, przyjęła postawę negowania wszystkiego, co zrobi PiS. Uważają, że jeśli będą przeszkadzać, gdzie tylko się da – łącznie z wyborami, to na tym zbudują swój kapitał i jakimś cudem odzyskają wyborców, którzy im zaufają, i tym samym będą mogli powrócić do władzy. Tylko, że ta obłędna samobójcza taktyka stosowana od pięciu lat daje za każdym razem, tylko jeden efekt – przegraną. Totalność zgubiła Platformę. Widać jednak, że o refleksję po stronie Platformy bardzo trudno.
W Parlamencie odbył się okrągły stół zwołany przez Lewicę – z udziałem wszystkich ugrupowań zasiadających w Sejmie – w sprawie konsensusu dotyczącego wyborów prezydenckich…
– Taka propozycja – z tego, co pamiętam pojawiła się jeszcze przed ogłoszeniem decyzji przez Państwową Komisję Wyborczą, która stwierdziła, że w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na 10 maja brak było możliwości głosowania na kandydatów, i że proces wyborczy ruszy od początku, według nowego kalendarza wyborczego. Propozycja ta pojawiła się też przed tym, jak ustawa o wyborach prezydenckich przeszła przez Sejm, w związku z tym są to raczej wizerunkowe ruchy. Najwidoczniej Lewica próbuje coś ugrać, czyli inicjować działania, mówić o potrzebie porozumienia, a tym samym odróżnić się od totalnej postawy Platformy i atakowania PiS za wszelką cenę.
Natomiast, co zrobi Platforma, która sama siebie zapędziła w kozi róg, z którego nie ma wyjścia tego nie wiadomo. Sami sobie mocno ograniczyli ruchy swoim radykalizmem, anty PiS-em, a tym samym zredukowali możliwość pozyskania nowego elektoratu nie mówiąc już o tym, że zniechęcili nawet swoich wyborców. Jakby nie liczyć wybory prezydenckie za miesiąc z okładem, a partia, która przez dwie kadencje rządziła w Polsce, partia z ambicjami powrotu do władzy, nie ma nawet pewnego kandydata. Jak na tak dużą partię jest to sytuacja kuriozalna.