Ukrzyżowanie
Środa, 13 maja 2020 (14:59)Gdy rozpoczynał się pontyfikat Papieża z Polski, zapewne nikt nie mógł przypuszczać, że po dwóch i pół roku jego trwania, cierpienie wtargnie weń w aż tak drastyczny sposób.
Było to środa, 13 maja 1981 roku. Dzień ten obchodzony jest w Kościele katolickim jako wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Fatimy. Na placu św. Piotra było ok. 40 tysięcy pielgrzymów. Audiencja ogólna rozpoczęła się, jak zwykle trasą wyznaczoną przez ustawione barierki, odkrytym samochodem Ojciec Święty powoli objeżdżał plac pośród entuzjastycznie reagujących tłumów.
Starał się odwzajemniać pozdrowienia, rozmawiał, błogosławił… Przejeżdżając przy prawym skrzydle kolumnady Berniniego, w pobliżu Spiżowej Bramy, dostrzegł małą dziewczynkę. Pochylił się, wziął ją na ręce, ucałował, po czym oddał matce. Wtedy rozległy się strzały. Na białej sutannie Papieża z Polski pojawiła się krew. Z grymasem bólu na twarzy Ojciec Święty osunął się na ręce osobistego sekretarza. Samochód, do którego wskoczyli członkowie papieskiej ochrony natychmiast przyspieszył, znikając po chwili w Bramie Dzwonów, oddzielającej plac św. Piotra od reszty Watykanu.
Przejechawszy ulicę okrążającą apsydę bazyliki watykańskiej i dziedziniec Belvedere, dotarł do budynku służb medycznych Państwa Watykańskiego. Papieżem jako pierwszy zajął się jego osobisty lekarz – dr Renato Buzzonetti.
Zakrwawionego Biskupa Rzymu ostrożnie położono na noszach przybyłego ambulansu. Kilka minut później karetka reanimacyjna wyjechała na sygnale z prowadzącej do Watykanu Bramy św. Anny w kierunku Polikliniki Gemelli. Poruszała się bez żadnej eskorty, choć – jak zawsze w godzinie szczytu – rzymskie ulice były praktycznie zablokowane. Jakby tego było mało, po kilkuset metrach przestał działać sygnał dźwiękowy. Posługując się klaksonem, kierowca przebijał się przez zatłoczone miasto.
Gdy karetka dotarła do szpitala stracił przytomność. Stan był krytyczny. Papież stracił trzy czwarte krwi, ciśnienie spadło do stanu alarmującego. Puls był prawie niewyczuwalny.
Profesor Corrado Manni, który asystował przy operacji jako anestezjolog, wspominał: „Kiedy go zobaczyłem na stole operacyjnym, zakrwawionego, z ramionami unieruchomionymi przez transfuzję i kroplówkę, wydał mi się wizerunkiem Chrystusa na krzyżu; tak myślałem, że widzę Chrystusa ukrzyżowanego…”.
Niezwykle skomplikowanego zabiegu podjął się prof. Francesco Crucitti, który później zauważy: „Żaden ważny dla życia organ, jak tętnica główna, tętnica biodrowa czy moczowód, nie zostały naruszone. Pocisk przeszedł przez kość krzyżową po przebiciu przedniej ściany brzucha. […] Otarł się tylko o ważne narządy, których uszkodzenie mogłoby sprowadzić śmierć, i wydawało się, że sąsiadujące z nimi ośrodki nerwowe nie ucierpiały. To było zupełnie zdumiewające”.
W owym dniu, niedługo przed zamachem Jan Paweł II spożył obiad z prof. Jérôme’em Lejeune’em, światowej sławy francuskim genetykiem, wykładowcą na paryskiej Sorbonie, znanym obrońcą życia, z którego inicjatywy powstało we Francji stowarzyszenie „Pozwólcie im żyć” („Laisses-les vivre”), sprzeciwiające się zabijaniu dzieci poczętych. Strzały na placu św. Piotra padły na audiencji, podczas której Ojciec Święty miał rozpocząć nowy cykl rozważań poświęcony rodzinie. Miał również ogłosić dokument „Familia a Deo institutia” („Rodzina ustanowiona przez Boga”), powołujący Papieską Radę ds. Rodziny. Zamachu dokonano w momencie, gdy w związku z zaplanowanym na niedzielę referendum o tzw. aborcji włoska prasa rozpoczęła kampanię skierowaną przeciw Papieżowi…
Sebastian Karczewski