• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Obstrukcja wpisana w działania totalnej opozycji

Wtorek, 12 maja 2020 (16:46)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm proceduje nowy projekt ustawy w sprawie wyborów, który przewiduje wybory mieszane – tradycyjne w lokalach i korespondencyjne. Czy mamy szanse wreszcie wyjść z tego politycznego klinczu?

– Obowiązkiem państwa jest przeprowadzenie wyborów, to jest obowiązek konstytucyjny, bo państwo musi mieć prezydenta na kolejną kadencję. Projekt tej ustawy jest odpowiedzią i przejawem odpowiedzialności za państwo polskie. Jestem przekonany, że mamy szansę wyjść z tej niełatwej sytuacji, skończyć dyskusje i wybrać prezydenta. W tej chwili nie wiem, czy to będzie 28 czerwca, 5 lipca czy może 12 lipca, ale wybory muszą się odbyć, bo 6 sierpnia kończy się pięcioletnia kadencja prezydenta Andrzeja Dudy. Jestem przekonany, że zostanie wybrany prezydent na kolejną kadencję, że będzie nim Andrzej Duda, że będzie to przed 6 sierpnia i dziury konstytucyjnej w ciągłości państwa uda się uniknąć.  

Opozycja też zgłosiła pomysł głosowania hybrydowego. Czy teraz można mieć nadzieję, że zaproponowana przez większość sejmową propozycja nie będzie kontestowana?

– Osobiście byłbym bardzo ostrożny, jeśli chodzi o podejście do opozycji, która wprawdzie mówi, żeby usiąść do dyskusji i wypracować konsensus, ale nie wierzę, by jakiekolwiek ustalenia, gdyby takie zapadły – zostały dotrzymane w Senacie. Mam na myśli czas 30 dni, jakim dysponuje Senat, aby odnieść się do uchwały sejmowej. Moim zdaniem, będzie to 30 dni, bo w zapewnienia marszałka Tomasza Grodzkiego nie wierzę, wielokrotnie podczas tej kadencji Senatu dał ku temu powód.

Ten człowiek mija się z prawdą – tak było w ubiegłym tygodniu – podczas prac Senatu nad ustawą o wyborach 10 maja, kiedy powiedział (można to sprawdzić w stenogramie obrad), że głosowania będą pod koniec następnego dnia, pod koniec posiedzenia Senatu, co potwierdził także na konwencie seniorów, natomiast za kilka godzin na sali plenarnej zarządził głosowanie, kiedy ustawiona była egzotyczna większość, próbując w ten sposób zabawić się z senatorami Prawa i Sprawiedliwości. Czy człowiekowi, który postępuje w taki sposób, można wierzyć…?

Zatem możemy się spodziewać kolejnej obstrukcji w Senacie?   

– Tak sądzę. Uważam, że pozorowane prace nad ustawą w sprawie wyborów prezydenckich, w Senacie mogą zostać wydłużone maksymalnie i mogą potrwać 30 dni.

Ostatnio Senat przyjął uchwałę wzywającą premiera do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej w Polsce. Głosi ona, że unikanie wprowadzenia stanu nadzwyczajnego może mieć także bardzo niekorzystny wpływ na finanse państwa. Czemu to miało służyć?

– Uchwała ta mówi, że w związku ze stanem epidemii wprowadzono w Polsce wiele ograniczeń, w tym z zakresu praw człowieka, wolności osobistych i obywatelskich, w związku z tym wprowadzenie stanu klęski żywiołowej pozwoliłoby – zdaniem większości senackiej – na legalne, zgodne z Konstytucją, przesunięcie w czasie wyborów prezydenckich. I to był główny powód. Podano sześć powodów, dla których stan klęski żywiołowej powinien być w Polsce wprowadzony, m.in. uzasadnienia medyczno-gospodarcze, ale także polityczne, aby – jak zaznaczył senator sprawozdawca – w spokoju móc przesunąć wybory prezydenckie o miesiąc czy dłużej.

Kiedy próbowaliśmy rozmawiać na argumenty i pytaliśmy, czy nad projektem tej uchwały przypadkiem nie pracowali lobbyści, to nie usłyszeliśmy odpowiedzi. Również żadne argumenty, że uruchomienie stanu klęski żywiołowej powoduje uruchomienie uproszczonej procedury dochodzenia roszczeń na drodze powództwa cywilnego wobec Skarbu Państwa za poniesione straty w wyniku czegoś, co było powodem wprowadzenia tego stanu, nie docierały do wnioskodawców tej uchwały, senatorów totalnej opozycji, że zwłaszcza firmy, koncerny zagraniczne w ramach uproszczonej procedury mogłyby przed sądem dochodzić roszczeń, co rozjechałoby budżet państwa polskiego.

Trudno sobie nawet uzmysłowić skalę tego problemu. Wniosek, aby przełożyć obrady Senatu nad projektem tej uchwały na inny czas, aby w ramach komisji budżetu i finansów publicznych poznać szczegóły i spróbować wyliczyć skutki finansowe proponowanego zabiegu, oczywiście nie przeszedł, ich to nie interesowało.

Jaki był cel tego działania, tej uchwały?     

– Poprzez stan klęski żywiołowej chcieli stworzyć możliwość przesuwania wyborów w nieskończoność. Ale de facto cel ten w jakimś sensie został osiągnięty. Mianowicie, w drodze postępowania prawnego wybory prezydenckie 10 maja zostały przeniesione i to na okres dłuższy niż miesiąc. Tymczasem teraz opozycja totalna, która krzyczała, że wybory nie mogą się odbyć 10 maja, nagle zmienia front i atakuje nas, że wybory 10 maja się nie odbyły. Konia z rzędem temu, kto zrozumie logikę działań totalnej opozycji. Mam nadzieję, że Polacy już dawno zdemaskowali cel działań opozycji totalnej, która chce zdestabilizować scenę polityczną w Polsce. Jestem przekonany, że będzie to miało przełożenie na wynik wyborów prezydenckich, które przed nami. Na razie ma to odzwierciedlenie w sondażach.

Jeśli chodzi o szczegóły ustawy, czy możliwość głosowania w formie mieszanej w obecnej sytuacji, w sytuacji pandemii się sprawdzi?  

– Uważam, że wybory hybrydowe to najlepsze rozwiązanie, najlepszy pomysł w tej ekstraordynaryjnej sytuacji. Polacy będą mieli wybór, bo kto będzie chciał pójść do lokalu wyborczego i oddać głos w sposób tradycyjny, będzie mógł to zrobić, kto zechce zagłosować w formie korespondencyjnej, też będzie miał taką możliwość. Myślę, że ta forma głosowania zwiększy frekwencję, a to przecież jest sedno demokracji.

Wszyscy żyjemy w sytuacji pandemicznej, ale sytuacja dzięki mądrym posunięciom rządu i odpowiednio szybkiej reakcji oraz ograniczeniom przemieszczania się, jest w Polsce dużo lepsza niż w innych krajach, co widać po liczbie zachorowań. Powoli oswajając się z koronawirusem, przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa gospodarka jest odmrażana, można powiedzieć, że życie powoli wraca do normy. Zarówno ruch towarowy, jak i pasażerki wraca na drogi, co miałem okazję zaobserwować w poniedziałek, kiedy jechałem samochodem do Warszawy na posiedzenie Senatu. Również na chodnikach miast jest coraz więcej ludzi, warto jednak pamiętać o dystansie i o noszeniu maseczek, bo można dostrzec także takich, którzy tego nie przestrzegają. To wszystko sprawia, że wybory mogą się odbyć bezpiecznie. Co więcej, każdy Polak będzie mógł zdecydować, jaką formę głosowania wybrać.  

Większość sejmowa zapowiada szybką ścieżkę prac nad ustawą nowelizującą prawo wyborcze, ale na drodze legislacyjnej jest jeszcze Senat. Zważając na wypowiedź senatora Borowskiego, który uważa, że należy się pochylić nad propozycją PiS, czy zatem destrukcyjna większość w Senacie – przynajmniej w tej sprawie – tym razem będzie?

– Posiedzeń Senatu nie zwołuje senator Marek Borowski i to nie on ustala porządek obrad, ale gdyby nawet tak było, to jemu też bym nie wierzył. Nie wierzę też marszałkowi Tomaszowi Grodzkiemu. Człowiek o takiej – wydawać by się mogło – pozycji społecznej czy zawodowej, także politycznej, pozwala sobie na gierki. Na pewno nie można dopuścić do nerwowych chwil, godzin i dni, bo niezakończona, przeciągana procedura w Senacie będzie wstrzymywać wybór prezydenta RP. Przecież przeciąganie terminu powoduje utrudnienia w pracach Państwowej Komisji Wyborczej i w ogóle w zorganizowaniu tych wyborów.

Są jeszcze samorządowcy, którzy – przynajmniej ci stojący po stronie opozycji – już pokazali, że jak chcą, to mogą stosować obstrukcję, nie przekazując list wyborców?

– Jeśli wracamy do procedury, że wybory przeprowadza PKW, to techniczny udział mają też samorządy i tutaj podzielam obawy pana redaktora, że możemy mieć do czynienia – kolejny raz – z jakąś obstrukcją. Podobnie trzeba się liczyć z obstrukcją w Senacie i maksymalnym wykorzystaniem czasu procedowania, czyli 30 dni.

Owszem, Sejm dzisiaj rozpoczął prace i teoretycznie ustawa o wyborach prezydenckich, cała procedura – pierwsze, drugie i trzecie czytanie może być zakończona w tym tygodniu. Normalnością byłoby, gdyby za tydzień – we wtorek – zebrał się Senat, który w tym samym dniu, góra w ciągu dwóch dni, przeprowadził procedowanie nad tą ustawą, która szybko trafiałaby do Sejmu, albo – bez poprawek – prosto na biurko prezydenta.

Wtedy cała procedura mogłaby się zakończyć w przyszłym tygodniu w środę. Można to zrobić, przy odrobinie dobrej woli. Tylko na drodze jest nieprzewidywalny marszałek Tomasz Grodzki z większością – kruchą, bo kruchą, ale jednak – większością opozycyjną wobec rządu. A zatem, zważając na możliwą obstrukcję, trzeba wszystko na chłodno przeanalizować i wyliczyć, aby nie doszło do następnego przesilenia i kryzysu, tak, aby marszałek Elżbieta Witek mogła ogłosić termin wyborów prezydenckich.

Wcale nie jest pewne, czy Małgorzata Kidawa-Błońska weźmie udział w wyborach, decyzja zapadnie dopiero wtedy, kiedy będą znane warunki, na jakich odbędą się wybory prezydenckie. Czy należy się liczyć ze zmianą kandydata?

– Na kogo…?

Formacja ta jest dość liczna, są też inni?

– Pozostali mówią to samo. Poza tym do wyborów prezydenckich, a więc na najwyższy urząd w państwie, każda szanująca się formacja, tym bardziej taka, która ma ambicję rządzenia Polską, wystawia najlepszego kandydata, pierwszą szablę w swojej drużynie.

Sondaże są jednak bezlitosne dla kandydatki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej…  

– Nie zmienia to faktu, że w mniemaniu Platformy formacja ta wciąż dysponuje siłą, potencjałem. Gdyby wystawić jakiegokolwiek innego kandydata z tego grona, to wyniki byłyby chyba podobne.

              Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki