Początek końca Platformy
Sobota, 9 maja 2020 (22:28)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy porozumienie Kaczyński – Gowin nie wbiło klina Platformie, która nie ma dzisiaj pomysłu, jak komentować całą tą sytuację, bo scenariusze, jakie już kreślono, nagle legły w gruzach?
– Moim zdaniem, scenariusz z rządem mniejszościowym był jedynie blefem. Nie sposób jest skutecznie i trwale porozumieć się na linii takich partii jak Lewica czy Konfederacja i spiąć to wszystko w całość, w dodatku z technicznym premierem. Dlatego chodziło tu raczej o podniesienie temperatury negocjacji. Było to też niemożliwe, bo bunt w partii Porozumienie był powszechnie znany, deklarowany, więc łatwo sobie wyobrazić, czym mogło się to skończyć. Natomiast w tym momencie mamy stan pewnego zawieszenia – Platforma ma chwilę, żeby się zastanowić, co zrobić z katastrofą, która niechybnie przed nimi, albo którą już teraz przeżywają.
Jakie są możliwe scenariusze? Czy Małgorzata Kidawa-Błońska nadal będzie kandydatką Platformy, bo póki co jasnego przekazu nie ma. Znajdzie się chętny, by wejść do gry po blamażu wicemarszałek Sejmu?
– Pewnie ktoś by się znalazł, ale nie z pierwszego szeregu polityków Platformy, tylko z drugiego czy trzeciego, i z całą pewnością wypadłby lepiej, bo trudno mieć gorsze sondaże niż Małgorzata Kidawa-Błońska. Przecież Kidawa-Błońska ma poparcie na poziomie kandydatów niszowych. Natomiast wymiana Kidawy-Błońskiej nie jest taka prosta, bo wówczas trzeba by się przyznać do złego wyboru. To po pierwsze, po drugie, wtedy uruchamia się proces wewnętrznej walki, bo obecna kandydatka została wybrana w procesie ogólnego głosowania w Platformie. Borys Budka miałby poważny problem. Zatem wymiana kandydata nie jest rzeczą prostą i nie wiem, czy do tego dojdzie. Chyba że sama Kidawa-Błońska z rozpaczy podejmie taki ruch i wtedy kierownictwo Platformy nie będzie miało wyjścia, i znajdzie mniej lub bardziej racjonalny pretekst.
Platforma jest w stanie zmienić swój przekaz i zmobilizować do pójścia na wybory elektorat, któremu jeszcze kilka dni temu to odradzała?
– To bardzo trudna sprawa. Myślę, że wszyscy inni kontrkandydaci i ich ugrupowania poczuli „krew” i będą robili wszystko, żeby wykorzystać słabość Platformy i jej kandydatki. Stąd medialne show Szymona Hołowni, bo wielu tuzów z zaplecza polityki liberalnej, lewicowej właśnie w nim upatruje swojego kandydata jako tego, który w jakiejś perspektywie wyciągnie całą opozycję na inny poziom. W tym sensie trudno będzie Platformie przemienić się w coś, czym ta formacja nie jest, zmienić oblicze – zwłaszcza że nie wiadomo jeszcze, kiedy odbędą się wybory prezydenckie.
Czy można zaryzykować twierdzenie, że koniec projektu pod nazwą Platforma Obywatelska jest coraz bliżej?
– Myślę, że byłby to koniec, a przynajmniej początek końca Platformy w przypadku szybkich wyborów parlamentarnych, na co się na razie nie zanosi, a przynajmniej taka groźba się odsunęła. Wbrew wszystkiemu to dobra wiadomość dla Platformy, bo gdyby odbyły się wcześniejsze wybory parlamentarne, to Hołownia, który już zapowiada utworzenie ruchu społecznego czy komitetu, odebrałby dużo głosów Platformie. Fundamentem siły Platformy wcale nie jest program, bo tak jak politycy tej formacji zapętlili się w swoich działaniach, nie zrobiła żadna partia, tym fundamentem nie są też personalia, bo żadne z nazwisk, jakie się przewinęły przez kierownictwo czy liderów, jak chociażby Ewa Kopacz, Grzegorz Schetyna, Borys Budka czy Małgorzata Kidawa-Błońska, nie jest autorytetem, co najwyżej mogą rywalizować, kto bardziej się skompromitował. Oczywiście jest lider wyforowany na tę pozycję – Kidawa-Błońska, która miała walczyć o prezydenturę, ale to tylko działa na niekorzyść tej formacji, bo skoro idą tak kaskadowo w dół w sondażach, nie jest żaden czynnik siły.
Co nim zatem jest?
– Jedynym czynnikiem siły Platformy w tej chwili są pieniądze, które ta formacja ma z państwowej kasy, pieniądze gwarantowane jako marce, jako firmie, przez ustawę o finansowaniu partii politycznych. W tym sensie proste ruchy, które powinno wykonać zaplecze tej formacji, czyli przyjazne im media komercyjne oraz międzynarodowe układy, które chciałyby przemodelować scenę polityczną i rozebrać Platformę na kawałki, wstawić nowych liderów i powiedzieć ludziom, że jest to coś zupełnie nowego. Platforma ma bowiem przewagę nad innymi w postaci finansów – sporych jak na polską politykę. Dlatego trzeba rozegrać batalię wewnątrz Platformy, bo z zewnątrz nie sposób tego uporządkować.
Chyba że szybko odbędą się wybory parlamentarne…
– Zgadza się, ale jeśli wyborów nie będzie, to trzeba uporządkować sytuację wewnątrz Platformy, co jest rolą reżyserów z zaplecza polityki, bo inaczej wszystko wciąż będzie w chaosie. A wszystko dlatego, bo nie da się przeskoczyć finansów.
Kto mógłby dokończyć dzieła?
– Do tego najpierw potrzebne jest osłabienie Platformy, doprowadzenie do chaosu, wewnętrznego kryzysu i wylansowanie kogoś, kto będzie w stanie przejąć tę masę upadłościową lub wprowadzić tam kogoś, kto będzie potrafił to zrobić. Droga jest zatem długa i dość skomplikowana, nie jest to proste, zakończyć jeden projekt i w jego miejsce rozpocząć drugi. Proszę pamiętać, że był już Ryszard Petru i była taka próba, a czym się różniła Platforma od Nowoczesnej – może ilością wpadek jej lidera, choć z drugiej strony, przy ilości wpadek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej Ryszard Petru był – rzecz można – niemalże perfekcyjny. O rozpadzie Nowoczesnej rozstrzygnęły finanse – pewne błędy w sprawozdaniach finansowych spowodowały, że Nowoczesna nie miała pieniędzy, a Platforma owszem, tak, i nawet przy słabym przywództwie Grzegorza Schetyny zdołała ograć Nowoczesną. Moim zdaniem, wbrew pozorom to pieniądze, które są dotacją państwową dla partii politycznych, są problemem, żeby posprzątać po Platformie i stworzyć nowy byt – sprawniejszy i skuteczniejszy w walce z PiS-em.
Czyli Platforma kreuje się na lidera opozycji, którym de facto już nie jest?
– W tej chwili Platforma nie jest liderem opozycji. Ostatnim akordem potwierdzającym przywództwo Platformy wśród formacji opozycyjnych była Koalicja Europejska, która nie uzyskała sukcesu w wyborach. Ten projekt rozbił się, czy rozmienił na drobne i poszczególni liderzy na opozycji poczuli krew – mając także na uwadze wcześniejsze działania Grzegorza Schetyny zmierzające do tego, żeby likwidować osobne byty partyjne i skleić to wszystko w jedną całość. I tak na listach poselskich Platformy znaleźli się rdzenni działacze lewicowi, wywodzący się z SLD. Włodzimierz Czarzasty dobrze te zagrania pamięta, tym bardziej że jego formacja miała problemy, podobnie jak PSL. Mając w pamięci, jak Platforma chciała ich zniszczyć i przejąć ich elektorat, dzisiaj sami chętnie zlikwidowaliby Platformę, przejmując jej elektorat. Stąd w retoryce Kidawy-Błońskiej słyszymy wezwania do bojkotu wyborów. Trwa rywalizacja, kto będzie liderem opozycji. Gdyby SLD nie miał tak, nazwijmy to, trudnego dla elektoratu kandydata, jakim jest Robert Biedroń, to byłby w dużo lepszej pozycji. Ponadto gdzie dzisiaj jest Wiosna? Wiosnę mamy w przyrodzie, a gdzie jest partia Wiosna, która miała trwale wpisać się w polską scenę polityczną, tymczasem odeszła w niebyt. Tak czy inaczej ten kandydat osłabia SLD, które pewnie już dawno odbiłoby się, gdyby zamiast Biedronia był, dajmy na to, Hołownia.
Czy Szymon Hołownia może na dłużej zaistnieć na scenie politycznej?
– Szymon Hołownia, może lekko popłakujący teatralnie, ale to wszystko jest spektakl, który ma budzić jakieś emocje w pogrążonym w apatii elektoracie lewicowo-liberalnym. Elektorat posługujący się rozumem jest zniesmaczony kandydaturą Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, zasadniczo nie widzi też przyszłości w kandydaturze Roberta Biedronia, a Władysław Kosiniak-Kamysz, który ma potężne ambicje, aby zostać liderem opozycji, jest jednak zbyt chłopski w tym pejoratywnym znaczeniu, ale też zbyt mało atrakcyjny dla elektoratu wielkomiejskiego. Rozgorzała więc walka, kto będzie liderem na opozycji. Wydaje się, że dzisiaj takim liderem może być Hołownia, bo jest świeży, bo jest dobrze przygotowany w sensie PR-owo-medialnym, ale nie ma struktur partyjnych. I jeśli nawet uzyskałby duży wynik w wyborach prezydenckich, to może nie utrzymać tej przewagi do wyborów parlamentarnych, chyba że odbędą się wcześniej. Zatem dla Hołowni im wcześniej odbyłyby się wybory parlamentarne, tym lepiej, bo byłby w stanie stworzyć byt, który w perspektywie doprowadziłby do likwidacji Platformy.
Możliwy jest tutaj wariant Pawła Kukiza, który wynik w wyborach prezydenckich przekuł w sukces formacji Kukiz’15 w wyborach parlamentarnych, inna sprawa, że później roztrwoniony?
– Pawła Kukiza wciąż oceniam jako spontaniczny talent sceniczno-polityczny, który się nagle pojawia, który nie bardzo wi,e jak działają mechanizmy polityki, ale jednak porywa serca ludzi, którzy mają dość partyjności na wszystkich szczeblach naszego życia społecznego. Mimo to był w stanie porwać ludzi, a następnie na skutek nieznajomości mechanizmów polityki zgasł. Natomiast Szymon Hołownia jest bardzo precyzyjnie przygotowanym projektem politycznym i jeśli nawet sam nie zna mechanizmów, jak robi się politykę, to ma zaplecze, które go w tym wyręcza i pomaga. Proszę zwrócić uwagę, że zaplecze Hołowni to są dawni ludzie Donalda Tuska. Dlatego Hołownia precyzyjnie – nieprzypadkowo – szuka wsparcia na renie międzynarodowej. Wystarczy tylko wspomnieć jego zachwyty nad Angelą Merkel, nad jej polityką, co sytuuje go w perspektywie polityki niemieckiej, czyli tak jak Tuska, a więc to nie jest Kukiz, to nie jest samorodek, ale jest to projekt, produkt przemysłu medialno-politycznego. Oczywiście sprawniej byłoby stworzyć taki projekt, jak to było w przypadku Kukiza, gdyby za chwilę po wyborach prezydenckich były wybory parlamentarne, co premiowało ten nowy wówczas ruch Kukiz’15. Natomiast dzisiaj, kiedy do wyborów parlamentarnych mamy trzy lata, to po wyborach prezydenckich przed Hołownią ciężka praca polegająca na krytyce Platformy i innych formacji opozycyjnych, aby zdobyć kapitał i przejąć elektorat. Tylko że przy różnych zawirowaniach, także gospodarczych spowodowanych przez pandemię i spodziewany kryzys, gwiazda Szymona Hołowni może szybko przygasnąć, i to jest problem Hołowni.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki