Wybijamy się na energetyczną niepodległość
Czwartek, 7 maja 2020 (19:50)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Po latach oczekiwań wreszcie rusza budowa gazociągu Baltic Pipe. Co ta inwestycja oznacza dla Polski, ale też dla Europy?
– Pierwsze koncepcje budowy rurociągu pojawiły się już w latach 90. ubiegłego stulecia. Jednak dopiero na początku XXI w. przybrały one bardziej realne kształty ze strony Polski. Ale dopiero teraz inwestycja ta będzie realizowana. Warto wspomnieć, że na progu stulecia między Norwegią, Danią i Szwecją plany budowy gazociągu przybrały bardziej realny kształt i Polska, co trzeba powiedzieć z uznaniem dla władz naszego państwa, dla dyplomacji – wpisała się w ten skandynawski projekt.
Dla Polski powstanie tego gazociągu oznacza zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, wzmocnienie niezależności naszego kraju od dostaw z Rosji. Oznacza rezygnację z dostaw błękitnego paliwa z Rosji i zastąpienie go zdywersyfikowanymi dostawami nie z jednego, ale z wielu innych kierunków. Jest także inny aspekt tej sprawy, mianowicie ta inwestycja może przyczynić się do zacieśnienia współpracy Polski z krajami skandynawskimi.
Jest to kwestia dotycząca nie tylko Polski, bo poza krajami skandynawskimi beneficjentami przedsięwzięcia będą również kraje bałtyckie, kraje Europy Środkowej. To projekt, który wykracza poza polską rację stanu i ma charakter uniwersalny, dzięki czemu stał się realny – mam na myśli pierwszy etap realizacji tego projektu, który finalnie ma być zakończony w 2022 r.
W 2022 r. wygasa też kontrakt jamalski na dostawy gazu z Rosji…
– Płacimy za gaz z Rosji więcej niż inne państwa, to efekt niekorzystnej umowy podpisanej z rosyjskim Gazpromem przez rząd Donalda Tuska, a konkretnie przez ówczesnego wicepremiera Waldemara Pawlaka. Czas najwyższy, żeby zastąpić gaz rosyjski innym gazem, w tym wypadku norweskim oraz amerykańskim gazem LNG, który już do nas dociera drogą morską.
Dlaczego ta inwestycja nie mogła wcześniej dojść do skutku?
– Sprawę należy rozpatrywać niejako w dwóch wymiarach – zewnętrznym, czyli planami utworzenia gazociągu między Norwegią, Danią a Szwecją, które miały charakter głównie biznesowy, a druga kwestia to umiejętność wpisania się w projekt czy też dołączenie do niego Polski, co trzeba oddać rządowi Prawa i Sprawiedliwości. Polska stała się też animatorem projektu w szerszym wymiarze, w wymiarze regionalnym, bo Baltic Pipe zwiększy bezpieczeństwo państw naszego regionu.
W efekcie zostało to zaakceptowane przez kraje skandynawskie, choć nie bez problemów, bo na pewnym etapie Dania niekoniecznie podzielała polski punkt widzenia. Rząd Zjednoczonej Prawicy – na forum unijnym – niejednokrotnie zwracał uwagę na zagrożenia, jakie płyną ze strony rosyjskiej związane z dostawami gazu, że monopol Moskwy zagraża bezpieczeństwu energetycznemu nie tylko Polski, ale także państw Europy Środkowej. I ta nasza determinacja została w końcu zauważona, także przez Unię Europejską.
Stanowisko Unii Europejskiej jest jednak dość zróżnicowane…
– Owszem, Unia Europejska, która będzie miała finansowy udział inwestycyjny w tym przedsięwzięciu, podkreślała, że Baltic Pipe zwiększy bezpieczeństwo energetyczne w regionie, ale wyrażała też pewne obawy, co do budowy drugiej nitki gazociągu Nord Stream – jednoznacznego stanowiska nie było. W tej sytuacji tylko determinacja Polski spowodowała, że projekt budowy Baltic Pipe zaczyna być realizowany – wbrew stanowisku Rosji, która używa swoich wpływów propagandowych w krajach unijnych, przekonując, że gazociąg z Norwegii do Polski wręcz zagrozi dostawom gazu do Europy Zachodniej. Jest to oczywiście element rosyjskiej propagandy, zresztą Rosjanie cały czas podkreślają, że inwestycja ta skazana jest na niepowodzenie. W tej chwili nie ma jednak odwrotu i Unia Europejska ma nawet – jak wspomniałem – dofinansować projekt Baltic Pipe.
Jak na wybijanie się Polski na niepodległość energetyczną może zareagować Rosja, czy możemy się spodziewać kontynuacji działań na szkodę projektu Baltic Pipe?
– Eksperci zwracają uwagę na możliwe zagrożenia ze strony Rosji związane z przepustowością czy też podnoszonym przez Rosję krzyżowaniu się szlaków komunikacyjnych rurociągu Baltic Pipe z Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Należy się więc spodziewać kolejnych działań destabilizacyjnych, z czego zresztą Rosja jest znana. Jednak, jeśli chodzi o możliwości technicznej ingerencji, to są one niewielkie. Możemy się zatem spodziewać bardziej propagandowych sprzeciwów czy działań, które mają pokazać, jak drogi w sensie kosztów jest projekt Baltic Pipe, i że jest niepotrzebny.
Będzie to zatem pewna próba oddziaływania na opinię publiczną, ale także na rządy państw zachodniej Europy. Mogą się też pojawić próby kształtowania takich ośrodków w Polsce, a wszystko po to, żeby pokazać, iż Baltic Pipe jest inwestycją zbyteczną, zbyt kosztowną, która nie ma uzasadnień finansowych, a zastąpienie gazu rosyjskiego gazem norweskim i amerykańskim – w dłuższej perspektywie – będzie dla Polski niekorzystne.
Można się zatem spodziewać, że Rosja będzie robić wszystko i do końca, żeby postawić tamę temu projektowi?
– Rosja sprzeciwia się wszystkiemu, co działa wbrew jej interesom, ale nam pozostaje robić swoje i przeciwstawiać się tej propagandzie metodą faktów dokonanych. Projekt Baltic Pipe, którego wykonawcą będzie włoska firma Saipem, kosztować będzie ok. półtora miliarda euro. Na całą inwestycję składa się pięć głównych komponentów, w tym gazociąg przez dno Morza Północnego łączący systemy przesyłowe Norwegii i Danii, dalej rozbudowa duńskiego systemu przesyłowego, ponadto tłoczni gazu na duńskiej wyspie Zelandia, budowa gazociągu na dnie Morza Bałtyckiego między Danią a Polską oraz rozbudowa polskiego systemu przesyłowego.
Całość ma tworzyć tzw. Bramę Północną. Polski rząd podaje, że przepustowość Baltic Pipe ma wynosić ok. 10 mld m³ gazu rocznie. Ważny jest też udział polskiej spółki PGNiG w wydobyciu gazu w Norwegii, gdzie ma ona wydobywać ok. 3 mld m³, a więc blisko jedną trzecią przepustowości gazociągu Baltic Pipe.
Co w dzisiejszym świecie oznacza bezpieczeństwo energetyczne i dywersyfikacja dostaw?
– Bezpieczeństwo energetyczne jest kluczowe i każdy szanujący się kraj stara się wychodzić naprzeciw potrzebom, starając się, możliwie jak najbardziej uniezależnić się od dostaw – w tym wypadku gazu – z jednego kierunku. Poprzednie rządy nie widziały tego problemu, ale już prezydent Lech Kaczyński podkreślał wagę uniezależnienia się od dostaw gazu z Rosji.
Dlatego został wybudowany Terminal LNG w Świnoujściu, który obecnie może zgromadzić 5 mld m³ gazu, a po rozbudowie jego techniczna moc regazyfikacyjna wzrośnie do 7,5 mld m³ gazu rocznie. Dzisiaj dzięki dobrym relacjom i pewnej wizji dotyczącej dywersyfikacji dostaw kupujemy gaz skroplony, LNG ze Stanów Zjednoczonych. Jak widać, podjęte działania realizowane przez Grupę Gaz-System przynoszą konkretne efekty, które zmierzają do uniezależnienia energetycznego Polski.
Rosja uczyniła z gazu broń, a przynajmniej środek nacisku czy wpływania na inne państwa. Cały czas istnieje groźba symbolicznego zakręcenia kurka z gazem, a więc przerwania dostaw, co zresztą było już stosowane, gdzie płynność dostaw gazu z kierunku rosyjskiego była delikatnie rzecz ujmując zachwiana. Zawsze więc istniało niebezpieczeństwo gry Kremla gazem, chodziło nie tylko o to, że Polska sprowadzała gaz z Rosji po wysokich cenach, ale do tego dochodził także brak stabilizacji, istniało bowiem zagrożenie dostaw, czyli brak bezpieczeństwa energetycznego kraju. To wszystko powodowało uzależnienie Polski od Rosji, a decyzje Gazpromu nie były decyzjami tylko i wyłącznie biznesowymi czy finansowymi, ale politycznymi.
Do tego dochodzi jeszcze niemiecko-rosyjski projekt Nord Stream…
– Ten projekt rosyjsko-niemiecki szkodzi państwom Europy. Istotny, a zarazem symboliczny udział ma w nim Gerhard Schröder, który jako kanclerz Niemiec był orędownikiem projektu Nord Stream, a dzisiaj jest szefem rady dyrektorów w rosyjskim koncernie naftowym „Rosnieft”. Współpraca rosyjsko-niemiecka – odwołując się do historii i do układu z Rapallo z 1922 r. m.in. w zakresie gospodarczym – wciąż jest i trwa w najlepsze. Rząd Zjednoczonej Prawicy uważał od początku, że jest to wrogi projekt, stąd dążenie do dywersyfikacji dostaw gazu.
Czy projekt Baltic Pipe może być alternatywą dla Nord Stream?
– To jest jedno pytanie, a drugie brzmi, jakie stanowisko w tej sprawie zajmą Niemcy? Wydaje się, że współpraca ze stroną rosyjską jest dla Niemców priorytetem, a na pewno ważniejsza. To oczywiście będzie miało wpływ na działania Unii Europejskiej, Komisji Europejskiej, której wcześniejsze wypowiedzi były zbieżne ze stanowiskiem czy też opiniami Polski.
Kończy się gazowa dominacja Rosji w Europie Środkowej?
– Tak to wygląda. Realizacja projektu Baltic Pipe powinna być absolutnie przełomem, bo może to spowodować koniec rosyjskiej energetycznej dominacji w tej części Europy. Jest to wydarzenie wręcz epokowe, może oznaczać także uniezależnienie Polski i całego regionu od rosyjskiego Gazpromu. Dzięki temu sytuacja może się diametralnie zmienić, bo warunki tzw. porozumienia jamalskiego były dla nas bardzo niekorzystne, a podejrzewam, że niekoniecznie były korzystne dla innych państw europejskich. Dlatego budowa gazociągu Baltic Pipe, to kwestia wybicia się na niepodległość energetyczną nie tylko Polski, ale również krajów Europy Środkowej.
Zasadniczą kwestią jest zatem uniezależnienie się Polski, ale także całego regionu Europy Środkowej od politycznych nacisków Gazpromu a de facto Kremla. Jest to zatem bardzo ważna rzecz, która realnie wzmacnia bezpieczeństwo Polski, wzmacnia naszą suwerenność energetyczną oraz polityczną pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w tej części Europy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki