• Sobota, 6 czerwca 2020

    imieniny: Norberta, Ingridy, Laurentgo

Roszady w światowej gospodarce

Wtorek, 5 maja 2020 (15:33)

Ekonomiści podkreślają, że stracą państwa, w których spory udział w gospodarce mają ponadnarodowe korporacje, np. Francja, Włochy czy Wielka Brytania.

Dodatkowo w przypadku Francji, Włoch oraz Hiszpanii, która już przed kryzysem borykała się z potężnym bezrobociem, na pogorszenie sytuacji będzie miało wpływ już obecnie wysokie zadłużenie tych państw sięgające jak w przypadku Francji 100 proc. PKB, czy znacznie je przewyższające, jak we Włoszech i w Hiszpanii – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Zbigniew Krysiak ze Szkoły Głównej Handlowej.

W jego ocenie, relatywnie najlepiej z kryzysem może poradzić sobie gospodarka amerykańska. – Gospodarka Stanów Zjednoczonych dysponuje ogromną siłą. Stany Zjednoczone po każdym kryzysie – chociaż ten akurat jest specyficzny – podnosiły się stosunkowo szybko. Po kryzysie sprzed 12 lat odbudowały się w ciągu roku. Podobnie może być i teraz – podkreśla ekonomista.
Według dr. hab. Pawła Śliwińskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, najlepiej w dobie obecnego kryzysu poradzić mogą sobie te kraje, które stać na duży dodruk pieniędzy: USA –  dysponujące dolarem, będącym pieniądzem międzynarodowym, czy też Niemcy ze stosunkowo nisko zadłużoną gospodarką. – Jednak, czy te duże gospodarki osiągną sukces, będzie zależało od tego, jak szybko uruchomią produkcję. Uważam jednak, że największe szanse na sukces będą miały gospodarki takie jak Polska.

Musimy bezpiecznie i szybko ponownie uruchomić gospodarkę. Wtedy możemy być beneficjentem jako kraj wzmożonego popytu z zagranicy, nie wspominając o szansie na przyciągnięcie bezpośrednich inwestycji zagranicznych lokowanych dotychczas w dużej mierze w Chinach w skazuje – dr hab. Paweł Śliwiński, prof. nadzw. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu,  kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Stracą kraje, których gospodarki oparte są na wydobyciu surowców, a zwłaszcza ropy naftowej. Nagły spadek popytu na ropę będący konsekwencją zamrożenia największych gospodarek na całym świecie doprowadził do sytuacji, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy cena baryłki ropy spadła niemal o 70 proc.  Od pewnego czasu, w wyniku mniejszej podaży ropa zaczęła drożeć. Trudno jednak stwierdzić, na ile ten trend się utrzyma. Biorąc pod uwagę konsumpcję ropy – najwięcej na stosunkowo tanim surowcu może zyskać gospodarka chińska.

Stracą najwięksi producenci. O ile jednak krajom z silną gospodarką – takim jak USA czy Arabia Saudyjska – łatwiej będzie przełknąć spadek cen, to w niezwykle trudnej sytuacji znalazła się Rosja, której dochody budżetowe w około 40 proc. zależą od eksportu ropy i gazu. Nasz rozmówca wskazuje, że w całym nieszczęściu przy naszym zadłużeniu sięgającym 45 proc. PKB mamy stosunkowo dużą poduszkę finansową, podobnie Niemcy – z długiem 60 proc. PKB – co jest tym istotniejsze z naszego punktu widzenia, że Niemcy to nasz największy partner w handlu zagranicznym.

Mimo że już dziś, kiedy większość państw ciągle jest na polu walki z koronawirusem, gotowość ekspansji gospodarczej ogłosiły Chiny, to właśnie gospodarkę chińską nasz rozmówca wskazuje jaka tę, która w dłuższym okresie za koronawirusowy kryzys zapłaci najwięcej. To będzie wynikać z tego, że będą zapadać decyzje firm spoza Chin o ograniczaniu produkcji w tym kraju.
 
Kto zyska?

Ekonomista dr Marian Szołucha z Instytutu Prawa Gospodarczego zwraca uwagę, że gospodarczy wyścig po zakończeniu epidemii wygrają te kraje, które stracą na kryzysie najmniej. – Czy to będą Niemcy? Oni ten kryzys odczuwają w sposób umiarkowany. A to dlatego, że są bogaci, mają prężnie działającą gospodarkę i zgromadzili pokaźne zapasy kapitału. To sprawia, że wszystkie kryzysy dotykają ich w sposób mniej bolesny – stwierdza dr Marian Szołucha. Jak dodaje, sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna i trudno jest wskazać – już dzisiaj – ostatecznego zwycięzcę zbliżających się wojen gospodarczych. – W pierwszych tygodniach epidemii myśleliśmy, że szczególnie mocno ucierpią Chiny i kraje europejskie, które z nimi ściśle współpracują.

Dzisiaj ten obraz zmienił się o 180 stopni. Chiny – jeżeli wierzyć statystykom – wychodzą na prostą. Natomiast świat Zachodu pogrążył się w głębokim kryzysie, bo zdecydował się na zamrożenie całych gospodarek i społeczeństw. Pekin z COVID-19 rozprawiał się radykalnie, ale nigdy nie stanęła cała chińska gospodarka. To pokazuje, jak sytuacja jest dynamiczna – stwierdza ekonomista.
Prof. Grzegorz Kucharczyk zauważa, iz kraje Europy Środkowej i Wschodniej mogą odeprzeć zapędy niemieckie, ale wymaga to współpracy całego regionu. – Myślę, że teraz szczególnie mocno powinniśmy postawić na projekt Trójmorza. Sami nie obronimy się przed zapędami Berlina – stwierdza nasz rozmówca.
 
Nowy ład

Skutki, jakie już przyniosła nam pandemia koronawirusa, mogą w dłuższym okresie wpłynąć na zmianę ładu w globalnej gospodarce.
Sięgające – w poszczególnych państwach – nawet kilkunastu procent produktu krajowego brutto nakłady na niezbędne ratowanie gospodarek pociągną za sobą konieczność zwiększenia zadłużenia państw, a także poszukiwania nowych źródeł dochodów. A w konsekwencji pandemii zmienić się mogą, dziś niezwykle rozbudowane, międzynarodowe łańcuchy dostaw, które do tej pory pozwalały na produkcję poszczególnych komponentów finalnego produktu w różnych krajach.

Znamienną konsekwencją obecnej sytuacji jest ostrzeżenie, jakie do państw członkowskich Unii Europejskiej i działających w UE osłabionych kryzysem firm skierowała wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Margrethe Vestager, podkreśając, by „nie dać przejąć się Chińczykom”. Chiny, skąd koronawirus przedostał się na cały świat, zdążyły już zakomunikować, że uporały się z pandemią. Przepisy mające chronić spółki przed przejęciami przygotowuje choćby Francja, a przepisy dotyczące tej sfery będą wprowadzone także w naszym kraju. Kolejne propozycje do polskiej Tarczy antykryzysowej przewidują m.in. poszerzenie katalogu branż uznawanych za strategiczne np. o te produkujące żywność czy leki, których przejęcie warunkowane byłoby decyzją Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
 
Tańsza ropa

Istotne perturbacje w światowej gospodarce przynosi już krach na rynku surowców, a zwłaszacza ropy naftowej. Nagły spadek popytu na ropę będący konsekwencją zamrożenia największych gospodarek na całym świecie doprowadził do sytuacji, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy cena baryłki ropy spadła niemal o 70 proc. Biorąc pod uwagę konsumpcję ropy – najwięcej na tanim surowcu może zyskać gospodarka chińska. Stracą najwięksi producenci. O ile jednak krajom z silną gospodarką, takim jak USA czy Arabia Saudyjska, łatwiej będzie przełknąć spadek cen, to w niezwykle trudnej sytuacji znalazła się Rosja, której dochody budżetowe w około 40 proc. zależą od eksportu ropy i gazu.

W ocenie prof. Zbigniewa Krysiaka, koronawirus realnie wpłynie na zmianę porządku w globalnej gospodarce. – Trudno mówić, co będzie „po kryzysie”, gdyż ten kryzys – z czasem zapewne w łagodniejszej formie – będzie trwał długo i będziemy musieli się już raczej pogodzić, że koronawirus z nami „zamieszka” na stałe. Długotrwałość kryzysu będzie natomiast powodować, że poszczególne państwa będą starały się przetrwać i stabilizować gospodarkę, racjonalizując ją – uniezależniając się od różnych globalnych układów – wskazuje prof. Krysiak.

Dodatkowo na chińskie interesy za granicą wpłyną wprowadzane regulacje ograniczające możliwość ekspansji obcych firm. Kryzys przyspieszy także – wskazuje nasz rozmówca – podjęcie decyzji w UE w szeroko dyskutowanych już sprawach: wprowadzenia podatku od śladu węglowego, którym obłożone byłyby towary spoza UE – to szczególnie uderzy w Chiny jako największego emitenta CO2, podatku cyfrowego, podatku od transakcji finansowych, jak również w sprawie zaostrzenia walki z mafiami VAT-owskimi na obszarze UE i bardziej rygorystycznego podejścia do rajów podatkowych.
 
Kryzys obnażył globalizację

Dr hab. Paweł Śliwiński zaznacza, że kryzys związany z pandemią pokazał słabe strony globalizacji – na której znacznie zyskały Chiny, jednakże – jak zwraca uwagę – Chińczycy łatwo pola nie oddadzą. – Przeniesienie wielu fabryk, przykładowo, ze Stanów Zjednoczonych do Chin spowodowało z jednej strony zmniejszenie zatrudnienia w amerykańskich fabrykach, z drugiej strony zwiększenie zysków dla amerykańskich właścicieli kapitału. Ale jak się okazało – do czasu. Bo dziś Stany płacą za to olbrzymią cenę. Ludzie nie mają pracy, a amerykańskie firmy produkujące w Chinach w wielu przypadkach nie miały przez pewien czas co sprzedawać. Z pewnością wiele firm będzie myślało o przeniesieniu produkcji z Chin do siebie lub do innych krajów, ale trzeba też pamiętać, że tak jak łatwo było kiedyś zamknąć fabrykę, tak dużo trudniej i dłużej bedzie ją odbudować czy odtworzyć – zaznacza nasz rozmówca.

Wskazuje również, że Chiny zarządzają swym krajem w sposób przemyślany, realizując swą długoletnią strategię budowy nowego centrum gospodarczego świata. – Chiny już kilka lat temu postawiły sobie za cel, ażeby głównym motorem gospodarki stał się rynek wewnętrzny i bogata klasa średnia. Stają się też krajem bardzo innowacyjnym. Kupując firmy w Europie i na świecie, przejmują ich technologię.

Dziś, gdy część inwestorów będzie opuszczać Chiny, ich firmy tanio będą mogły być przejmowane przez chiński kapitał. Chińczycy zresztą już wyruszyli na zakupy. Firmy w krajach ogarniętych pandemią przeżywają trudności finansowe i mogą być tanio przejęte – dodaje dr hab. Śliwiński.

Artur Kowalski