Nie jestem zaskoczony postawą Donalda Tuska
Środa, 29 kwietnia 2020 (17:22)Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Donald Tusk sam nie weźmie udziału w – jak to określa – „procedurze głosowania”. Co więcej, zachęca do tego innych. Podaje też trzy powody: wybory nie będą bezpieczne, nie będą ani wolne, ani równe, a poza tym przyzwoitość nie pozwola mu uczestniczyć w procederze, jaki przygotował minister Sasin i PiS na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego…
Nie jestem zaskoczony postawą Donalda Tuska, którego działania miałem okazję obserwować zarówno jako poseł na Sejm RP, a także jako poseł do Parlamentu Europejskiego. Donald Tusk działa – zresztą nie pierwszy raz – na szkodę Polski i Polaków. Jak bowiem inaczej nazwać nawoływanie do łamania prawa? Z Brukseli prowadził walkę z Polską i prowadzi ją również dzisiaj jako przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej i – jak sądzę – będzie prowadził ją nadal. Łamie prawo, łamie Konstytucję RP, ale to nie nowość. Co gorsza jednak: zachęca do tego innych. Byłemu premierowi taka postawa nie przystoi.
Tym samym włącza się w kampanię wyborczą…
Myślałem, że zależy mu na zatopieniu Platformy, ale okazuje się, że tym swoim działaniem usiłuje spuścić szalupę ratunkową partii pogrążającej się coraz bardziej w odmętach absurdu. Jeśli ta formacja z szerokimi ambicjami ma tak niskie notowania wśród polskiego społeczeństwa, jeśli jej liderem jest najlepszy – jak się wydaje – członek Platformy, jakim jest kandydatka na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska, to świadczy to bardzo źle.
Zazwyczaj jest tak, że najlepszego z grona deleguje się do ubiegania się o najwyższy urząd w państwie, ale jeśli tak wygląda primus inter pares tej politycznej formacji, kandydat, który z tygodnia na tydzień dołuje w sondażach i jest coraz bliżej sondażowego dna, to komentarz jest tu zbyteczny.
Donald Tusk niejako rzutem na taśmę próbuje coś jeszcze zrobić, żeby uratować Platformę przed całkowitym blamażem. Wzywając do bojkotu wyborów, chce dać tej formacji czas na zmianę kandydata, robi wszystko, żeby nie dopuścić do całkowitego zatopienia tej partii, o której od paru lat konsekwentnie mówię, że jest to formacja zanikowa. Nie sądzę jednak, żeby te rozpaczliwe próby się powiodły, więc z ich punktu widzenia tylko bojkot wchodzi w grę. Destrukcję politycy tej formacji mają – rzec można – we krwi.
Jakie prawo ma Tusk, „europejski polityk”, do dyktowania Polakom, co mają robić?
Zastanawiające jest to, jako kto wygłasza takie stanowisko: czy robi to jako przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, w której szeregach jest mało Polaków, ale zdecydowaną większość stanowią Niemcy i przedstawiciele innych państw…? Jako przywódca tej na pewno niepolskiej partii ewidentnie miesza się w sprawy Polski. I to powinno być jasne i czytelne dla Polaków.
W swojej ocenie Donald Tusk wskazuje na zagrożenie, jakie wybory niosą dla Polaków – także poprzez Pocztę Polską…
Zastanawiające jest, w jakiej pozycji tym swoim działaniem stawia zwykłych Polaków, przedsiębiorców, którzy niezmiennie korzystają z usług Poczty Polskiej, dostarczającej tygodniowo ponad 40 milionów listów, nie wspominając też o innych prywatnych firmach kurierskich itd., które codziennie dostarczają Polakom miliony przesyłek.
Tym samym Donald Tusk stwierdza, wręcz straszy, że Poczta Polska naraża ludzi, doręczając im przesyłki. Myślę, że tym samym ten człowiek stracił poczucie rzeczywistości. W podobnym tonie wypowiada się też marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który co rusz wygłasza „orędzia”, mówiąc o „zabójczych kopertach”. Ciekawe, co ma na myśli…?
Czy Donald Tusk rzeczywiście rzuca koło ratunkowe Platformie, bo gdyby naprawdę zależało mu, aby opozycja osiągnęła dobry wynik wyborczy, to może od początku doradzałby, aby wystawić innego kandydata? A może w miałkości kandydatki upatruje swoich ewentualnych szans na przyszłość?
Donald Tusk rzeczywiście bardzo zaszkodził Platformie i to, że formacja ta wygląda dzisiaj tak, a nie inaczej, to jest niewątpliwie jego zasługa. Wygląda, że zreflektował się, uświadomił sobie, co zrobił, jak niedźwiedzią przysługę oddał swoim koleżankom i kolegom, dlatego dzisiaj chce doprowadzić do tego, aby majowe wybory prezydenckie nie doszły do skutku – wtedy będzie możliwość wymiany kandydatki na kogoś innego.
A zatem to, co teraz robi Tusk, nawołując do nieposłuszeństwa, do bojkotu wyborów prezydenckich, ma jeden cel: przełożenie wyborów, i to nie o tydzień, nie o 13 dni, czyli na 23 maja, tylko o odłożenie ich na inny termin, bo tylko wówczas mogłaby być przeprowadzona ponownie procedura wyborów i wymiana kandydatów czy kandydata. Donald Tusk nie ma żadnego prawa, aby dyktować Polakom, co mają robić. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że niewiele może zrobić poza utyskiwaniem, bo jego zdanie się nie liczy, no może w pewnych liberalnych kręgach i sprzyjających mu mediach. Robi to bez zasłony, bez skrępowania, bo dobrze też wie, że Polska to państwo demokratyczne, państwo szanujące prawa i swobody obywatelskie, dlatego nawet zajmując taką wrogą postawę, ma świadomość, że nic mu nie grozi, że de facto ma zagwarantowaną bezkarność.
To niepedagogiczna postawa i zły przykład, jaki daje Tusk?
To prawda, ale to jego sprawa i jego sumienie. Natomiast w Polsce mamy rządy prawa, w Polsce nie ma dyktatury, bo gdyby była chociaż namiastka tego, o czym mówi Donald Tusk, strasząc Polaków, to nikt – także on sam – nie odważyłby się mówić w różnych, niekoniecznie polskich, komercyjnych itd. mediach, bo mogłoby to powodować określone skutki. Tak już bywało, ale za rządów Platformy i PSL-u, gdzie wszyscy byliśmy świadkami, jak ABW wtargnęło do redakcji tygodnika „Wprost”.
Podczas gdy Donald Tusk nawołuje do bojkotu majowych wyborów, to np. Władysław Kosiniak-Kamysz czy Robert Biedroń wzywają Polaków, aby jednak pójść na wybory. Opozycja jest podzielona?
Opozycja ma jeden cel: obalić rządy Prawa i Sprawiedliwości, tyle że oprócz chęci nie przedstawia żadnej rozsądnej alternatywy dla Polski; jest tylko niemerytoryczna krytyką obecnej władzy, a to za mało. Do tego jest mocno podzielona, każde z tych ugrupowań ma różne interesy i wspólnego racjonalnego mianownika brak. Na próżno też szukać nici sympatii czy chęci współdziałania między Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, Robertem Biedroniem a Donaldem Tuskiem czy Małgorzatą Kidawą-Błońską. Powiem więcej: chętnie wykorzystają moment, kiedy Platforma – jak mawia młodzież – zaora się sama, aby na tych politycznych zgliszczach pozbierać to, co po tej formacji zostanie.
Na temat wyborów prezydenckich w Polsce wypowiada się OBWE, twierdząc, że wybory korespondencyjne nie spełniają standardów demokracji.
Może warto przypomnieć, że opinia Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) dotycząca głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich powstała na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, Adama Bodnara, który zwrócił się o nią 9 kwietnia tego roku, co też nie jest bez znaczenia.
Natomiast nie wiem, czy OBWE powinna się wtrącać w sprawy wewnętrzne wolnego, demokratycznego państwa, jakim jest Polska. Jeśli bowiem Komisja Europejska ostatnio – rzecz można – poszła po rozum do głowy i stwierdziła w jednoznaczny sposób, że wybory to jest wewnętrzna sprawa Polski, to niby dlaczego w tej sprawie głos zabierać ma OBWE? Jest też pytanie, czy OBWE tak ochoczo zabiera głos w sprawie wyborów w Bawarii czy chociażby w Korei Południowej, bo jakoś cisza panuje w tym względzie. Ponadto dlaczego jakoś nikt nie zabiera głosu na temat wyborów korespondencyjnych w Szwajcarii, które są tam na porządku dziennym, za to za cel obiera się Polskę i nagminnie ją atakuje.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki