• Niedziela, 27 września 2020

    imieniny: Wincentego, Amadeusza

Najgorsza susza w historii?

Niedziela, 26 kwietnia 2020 (10:15)

Jeśli nie pojawią się regularne opady deszczu, to latem czeka nas jedna z największych susz w historii Polski – alarmuje hydrolog, wiceprezes PAN, prof. Paweł Rowiński. Do takiej sytuacji przyczyniły się niskie opady spowodowane zmianami klimatu i nieodpowiednie zarządzanie dostępnymi ograniczonymi zasobami wody.

 

Jak informuje IMGW-PIB, marzec 2020 r. był miesiącem bardzo suchym. Na większości stacji synoptycznych odnotowane miesięczne sumy opadów były zdecydowanie poniżej normy wieloletniej. O ile jeszcze w pierwszej połowie miesiąca występowały opady, to już w drugiej połowie były one minimalne lub ich praktycznie nie było. Kwiecień wygląda pod tym względem podobnie.

– W tej chwili mamy znacznie gorszą sytuację hydrologiczną, niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Zeszłoroczna susza była dotkliwa. Jeżeli w najbliższych tygodniach nie pojawią się regularne opady deszczu, tegoroczna susza może być jeszcze gorsza, być może jedna z najgorszych w historii naszego kraju – alarmuje prof. Paweł Rowiński.

Już teraz mamy symptomy najgorszego rodzaju suszy, określanej mianem suszy hydrologicznej. Jej wyznacznikiem jest bardzo niski stan wód w rzekach oraz obniżanie lustra wód gruntowych. – Stan wody na Wiśle jest nawet niższy, niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Z reguły na wiosnę stan wód był wyższy – wraz z podniesieniem się temperatur topniały śniegi w górach. Tylko że tegoroczna zima była bardzo ciepła i spadło bardzo niewiele śniegu; głównie w najwyższych partiach gór, a na pozostałym obszarze Polski w ogóle. Nie ma co się więc topić i spływać rzekami – dodaje prof. Rowiński.

Nie tylko stan rzek jest alarmujący. Prof. Rowiński wskazuje również na wilgotność gleby na terenie Polski. – Sytuacja wygląda już dziś dramatycznie – podkreśla. W skali wilgotności gleb od 0 do 100 proc., gdzie 100 to największe nasycenie gleby wodą, obecnie w Polsce w wielu miejscach spadło ono do poniżej 30 proc. – Tymczasem 30-40 proc. wskazuje na deficyty wody w strefie korzennej roślin – zaznacza.

Hydrolog dodaje, że w związku z tym, że Polska jest bardzo uboga w naturalne zasoby wody powierzchniowej: jest trzecim od końca państwem w Unii Europejskiej jeśli chodzi o ilość wody przypadającej rocznie na mieszkańca (jest to prawie trzy razy mniej, niż wynosi średnia w UE), to problem suszy dodatkowo się pogłębia. Taka sytuacja wynika z naturalnego, geologicznego ukształtowania terenu i niekorzystnych warunków klimatycznych.

Sytuacji nie ułatwia nieodpowiedni model gospodarowania zasobami wodnymi. – Retencjonujemy, czyli zatrzymujemy w miejscu, gdzie pada za mało wody opadowej, bo zaledwie 6,5 proc. Tymczasem jest to kluczowe, aby skutecznie walczyć ze zjawiskiem suszy – podkreśla badacz.

Retencja może wyglądać różnie. To m.in. sprzyjanie terenom podmokłym, bagnom, tworzenie oczek wodnych, stawów. To również unikanie zbyt intensywnej melioracji pól. Prof. Rowiński jest zwolennikiem dużej liczby mniejszych zbiorników wodnych, niż kilku większych.

– Wodę można zatrzymywać również w miastach. Mowa tu o „miastach gąbkach”, czyli takim modelu miast, gdzie jest mało betonu, a dużo zieleni i drzew, które na dłużej zatrzymują wodę, zamiast odprowadzać ją na zewnątrz – wskazuje.

Na razie w wodociągach nie brakuje wody. – Ale jest to zagrożenie coraz bardziej realne. Ograniczenia w dostępie do wody bieżącej wprowadzono w ubiegłym roku na przykład w Skierniewicach. Taki scenariusz może powtórzyć się w kolejnych miastach, zwłaszcza tam, gdzie jest tylko jedno miejsce poboru wody. W lepszej sytuacji są większe miasta, gdzie woda czerpana jest ze źródeł gruntowych i powierzchniowych – podkreśla.

RP, PAP