• Sobota, 6 czerwca 2020

    imieniny: Norberta, Ingridy, Laurentgo

Roszady między branżami

Sobota, 25 kwietnia 2020 (16:28)

ROZMOWA z prof. Elżbietą Mączyńską, prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, nauczycielem akademickim w Szkole Głównej Handlowej

 

Władze USA zarzucają Chinom, że nie udostępniają pełnych informacji o epidemii, potrzebnych do zorganizowania globalnej walki z tym problemem. Do czego ten brak informacji może prowadzić w gospodarce?

– Zaczęło zgrzytać w zglobalizowanym świecie. Niesłychanie groźne jest to, że dochodzi do tego typu zgrzytu między wielkimi mocarstwami w warunkach niebywałego, ogólnoświatowego, pandemicznego kryzysu, z ogromnymi, rozlicznymi negatywnymi jego następstwami. Określenie ich całkowitego wymiaru jest obecnie niemożliwe, bo wirus wciąż sieje zniszczenie i zbiera ofiary. W takiej sytuacji bariery w przepływie informacji na ten temat to bardzo groźny syndrom. Tworzy to dodatkową przeszkodę w skutecznym przeciwdziałaniu pandemicznym następstwom.

Jakie mogą być skutki tego braku informacji?

 – Rzetelna informacja na temat koronawirusowej sytuacji w Chinach ma kolosalne znaczenie, Chiny bowiem jako pierwsze zostały dotknięte tą epidemią. Pierwsze musiały sobie z tym radzić i poszukiwać remediów. Wiele wskazuje na to, że radzą sobie dość skutecznie, ale też nie ulega wątpliwości, że ze względu na nierozpoznanie w pełni istoty zakażania zmuszone były stosować metodę prób i błędów. Rzetelna międzynarodowa wymiana informacji na ten temat umożliwiałaby ograniczanie ewentualnych nieprawidłowości w innych krajach, chociażby na zasadzie uczenia się na cudzych błędach. Ma to oczywiste i  szczególne znaczenie dla sektora ochrony zdrowia w poszczególnych krajach. Równocześnie rzetelność i wymiana informacji jest niemniej ważna dla gospodarki. Może np. pokazać, czy i w jakim stopniu będą utrzymane łańcuchy dostaw. Jeśli wynikłoby, że Chiny nie byłyby w stanie pewnych produktów dostarczać, to Stany Zjednoczone czy inne kraje musiałyby podjąć pilne działania zastępcze, restrukturyzacyjne. To dotyczy np. przemysłu farmaceutycznego i innych branż, wytwarzających produkty niezbędne dla ochrony zdrowia (maseczki, respiratory, środki dezynfekujące, rękawiczki, przyłbice i in.). Niedosyt informacji zawsze szkodzi. Powoduje działania „w ciemno”, bez należytego obudowania informacyjnego. To generuje ryzyko błędów. Zarazem jednak powstaje problem zarządzania informacją, należyte jej adresowanie i upowszechnianie. Błędy w zarządzaniu informacją epidemiczną mogą np. w skrajnym przypadku prowadzić do paniki. A panika nie jest dobrym doradcą, z reguły uniemożliwia lub ogranicza racjonalne działanie. Nie ulega jednak wątpliwości, że im większe niedoinformowanie, tym trudniej przeciwdziałać pandemii i kryzysowi. W sytuacji barier informacyjnych zaraza może się szerzyć i długo utrzymywać, co nieuchronnie przenosi się na gospodarkę, wykluczając, zamrażając niektóre aktywności. Brak należytego przepływu informacji może zarazem tworzyć bariery odmrażania gospodarki. Pojawia się zatem syndrom błędnego koła niedostatku informacji.

 

Mówi się, że świat nie będzie taki, jaki był dotychczas. Jakie skutki w wymiarze społeczno-gospodarczym będzie miała pandemia?

– Każdy kryzys przynosi zmiany. Niesie za sobą zagrożenie, ale i szanse. Kryzys w 2008 roku obnażył rozmaite wynaturzenia sektora finansowego, ale zarazem wymusił ozdrowieńcze zmiany w jego funkcjonowaniu. Chociaż nie wszystkie nieprawidłowości zostały wyeliminowane, to mimo tego antykryzysowe zabezpieczenia okazały się istotne. Jednak stwierdzenie, że świat będzie wyglądał całkiem inaczej, chyba jest przesadą. Zmiany będą następowały, ale w skali ogólnej będzie to raczej przyspieszona ewolucja niż rewolucyjny przełom. Z pewnością jednak dojdzie, a w pewnym stopniu już dochodzi, do rozmaitych przewartościowań i nowych przemyśleń na temat nie tylko modeli biznesowych, modeli rynku pracy, edukacji, a zatem i modeli życia prywatnego oraz funkcjonowania rodziny, ale także na temat optymalnego modelu ustroju społeczno-gospodarczego.

 

Jak rysuje się przyszłość polskiej gospodarki?

– Prognozy są bardzo rozstrzelone i oparte na bardzo dyskusyjnych, obarczonych znaczną niepewnością założeniach, a w dodatku prognozy te z natury są uśrednione. Jeśli nawet – w optymistycznym scenariuszu – przewiduje się, że polska gospodarka nie zostanie głęboko zraniona, to jest to prognoza ogólna, właśnie uśredniona. Natomiast dla każdej branży czy grupy społecznej może to oznaczać zupełnie coś innego. W przypadku niektórych grup ludności i branż zmiany mogą być niewielkie, ale w innych przypadkach – bardzo głębokie, mające charakter wręcz absolutnego przewrotu, a nawet życiowej czy biznesowej katastrofy i bankructw. Niektóre branże i grupy społeczne są szczególnie, niemal tragicznie zagrożone, inne mniej, a jeszcze inne wręcz zyskują.

Które branże zyskują?

– W warunkach pandemii zyskują przede wszystkim branże wytwarzające produkty niezbędne w ochronie zdrowia: nie tylko leki, lecz także aktualnie szczególnie deficytowe takie produkty, jak np. maseczki, rękawiczki gumowe, środki dezynfekujące, przyłbice, respiratory itp. Na produkty tych branż popyt obecnie gwałtownie wzrasta. Dotyczy to także takich dziedzin gospodarki jak przemysł spożywczy czy rolnictwo. To działy zaspokajające potrzeby podstawowe, warunkujące utrzymanie się ludzi przy życiu.

Co trzeba zmienić w gospodarce, aby zapobiec zapaści ekonomicznej?

– Odmrażanie gospodarki jest niezbędne, ale nie może być realizowane bez należytej staranności i ostrożności ukierunkowanej na bezpieczeństwo zdrowotne. I każdy z nas ma tu sporo do zrobienia, zgodnie z zasadą: wszystkie ręce na pokład. Niezbędne jest konstruktywne współdziałanie ludzi, przedsiębiorstw i instytucji wszystkich szczebli. Jeżeli np. ludzie mają kłopoty w nawiązaniu kontaktu z urzędami pracy, a szukają pracy, bo popadli w bezrobocie lub została zamrożona ich działalność, to jest to karygodne. To, mówiąc metaforycznie, jest tak, jakby lekarz zoperował pacjenta z najwyższą pieczołowitością i z zastosowaniem najbardziej zaawansowanych nowoczesnych procedur i technologii, ratując mu życie, ale przez brudną pościel w szpitalu pacjent uległby zakażeniu, co zniweczyłoby wysiłki lekarza. Metafora ta obrazuje, jak ważne jest zgodne współdziałanie ludzi funkcjonujących na wszystkich szczeblach instytucjonalnych gospodarki i państwa. Niezbędne jest współdziałanie rozmaitych instytucji – od najniższych do najwyższych.

 

Nie możemy zapominać jednak o ludziach. Jak odpowiednio zadbać o bezpieczeństwo, ale umożliwić też godny zarobek?

– Oczywistym priorytetem powinna być ochrona bezpieczeństwa ludzi. Dotyczy to przede wszystkim bezpieczeństwa zdrowotnego. Przy tym pomiędzy bezpieczeństwem zdrowotnym a stanem gospodarki istnieją sprzężenia zwrotne. Podzielam opinię tych ekonomistów, którzy przedstawiają tę kwestię w formie wykresu kopuły. Na osi pionowej jest zaznaczone bezpieczeństwo zdrowotne, a na osi poziomej czas izolacji. Jeżeli dla bezpieczeństwa zdrowotnego wprowadzona zostanie antywirusowa nasilająca się izolacja, to bezpieczeństwo to w miarę wydłużania okresu izolacji  będzie rosło (co obrazuje wznosząca linia kopuły), ale tylko do pewnego poziomu. Izolacja bowiem nieuchronnie skutkuje zamrażaniem gospodarki i jeśli to trwa zbyt długo, to w konsekwencji prowadzi do braku środków materialnych i finansowych, niezbędnych do zapewnienia należytego bezpieczeństwa zdrowotnego. W wyniku tego bezpieczeństwo zaczyna spadać, co obrazuje druga, „spadkowa” część kopuły. Dlatego też niezbędne są rozwiązania ukierunkowane na wypracowanie złotego środka, zapewniającego zharmonizowanie działania na rzecz ochrony zdrowia z działaniami na rzecz ochrony gospodarki. Lekarze i inni pracownicy sektora ochrony zdrowia morderczo zmagają się z pandemią, ale jeżeli sektor ten nie otrzyma należytego, materialnego i finansowego wsparcia ze strony gospodarki, to nie będzie mógł zapewnić należytego bezpieczeństwa zdrowotnego. Dlatego tak ważne jest odmrażanie gospodarki.

 

W tym momencie pojawia się poważne wyzwanie przed urzędami pracy.

– W tych szczególnie trudnych, pandemicznych warunkach urząd pracy powinien nie tylko skutecznie pomagać bezrobotnym, lecz także współdziałać z innymi instytucjami i przedsiębiorstwami, aby zapewnić bezrobotnym sprzyjającą ich aktywizacji pomoc m.in. w organizacji dostępu/dojazdu do pracy, np. w gospodarstwach rolnych, czy w zakwaterowaniu. Istotne jest też współdziałanie urzędów pracy z regulatorami rynku pracy, m.in. w celu identyfikowania i usuwania regulacyjnych barier aktywizacji zawodowej. Praca jest bowiem zawsze lepsza do zasiłku dla bezrobotnych, tym bardziej że bezrobocie przeważnie degraduje nie tylko materialnie, lecz nierzadko także zdrowotnie. 

 

Jednak ludzie skarżą się, że w urzędach ciężko jest załatwić cokolwiek. Do niektórych instytucji nie sposób się dodzwonić ani skomunikować w żaden inny sposób.

– Nie można zdawać się wyłącznie na pracę zdalną czy komunikację elektroniczną. W instytucjach tego typu niezbędny jest kontakt z żywym człowiekiem, oczywiście przy zapewnieniu należytych środków bezpieczeństwa. Nie jest przecież tajemnicą, że wiele osób w Polsce ma spore trudności w posługiwaniu się technologiami cyfrowymi, komunikacją elektroniczną, wciąż spore grupy społeczne są wykluczone cyfrowo, żeby nie powiedzieć cyfrowo zanalfabetyzowane. Pandemiczny kryzys wymusza co prawda przyspieszoną edukację cyfrową, ale to nie zmienia faktu wykluczenia cyfrowego. W takich warunkach skazywanie interesantów niektórych instytucji wyłącznie na komunikację cyfrową świadczy o braku wyobraźni i empatii kierownictwa tych instytucji, co jest szczególnie dysfunkcyjne, jeśli dotyczy interesantów dotkniętych kryzysowym nieszczęściem. Jeżeli np. urząd pracy nie zapewnia należytej obsługi bezrobotnych, a zarazem rolnicy sygnalizują, że nie mają rąk do pracy, to znaczy, że system nie działa jak należy. I brak jest należytego współdziałania rozmaitych instytucji. W obecnych, szczególnie trudnych, pandemicznych warunkach urząd pracy nie tylko powinien skutecznie pomagać bezrobotnym, lecz także współdziałać z innymi instytucjami i przedsiębiorstwami, aby  zapewnić bezrobotnym sprzyjającą ich aktywizacji pomoc, m.in. w organizacji dostępu/dojazdu do pracy np. w gospodarstwach rolnych czy zakwaterowaniu itp. 

 

Potrzebna jest antykryzysowa reorganizacja gospodarki, pozwalająca zapewnić miejsca pracy wielu ludziom?

– Są działy gospodarki, które wskutek pandemii zostały całkowicie zmuszone do zamrożenia swojej działalności, takie jak np. gastronomia czy hotelarstwo. Z drugiej strony są też działy, w których aktywność jest szczególnie nasilona. Przykłady tego typu już wymieniłam. Zasadne byłoby zatem przesuwanie zasobów kadrowych i innych między takimi działami. To zresztą już stopniowo się dzieje, ale wciąż w niedostatecznym stopniu. Jeśli jest zamknięty hotel, to „przesuwna” restrukturyzacja polegałaby na tym, że hotelowe obiekty mogłyby być udostępnione jako miejsca na kwarantannę albo na izolatoria dla lekarzy i innych pracowników sektora ochrony zdrowia. Równocześnie niektórzy pracownicy hoteli, np. informatycy, obsługa telefoniczna i recepcyjna, mogliby oferować swoją pracę tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna. Do wielu placówek medycznych nie można się dodzwonić, linie telefoniczne są zajęte. Jeśli np. telefonujący do instytucji znalazł się na 600. (sic!) pozycji w kolejce do konsultanta (to rzeczywisty przypadek), to znaczy, że funkcjonowanie tej instytucji bardzo szwankuje.

W jaki sposób można ten problem rozwiązać?

– Rozwiązaniem byłoby czasowe oferowanie pracy w takich instytucjach telefonistek, recepcjonistek i innych pracowników hoteli i innych przedsiębiorstw, które z konieczności nie pracują. Czasowe przekształcanie hoteli w izolatoria czy miejsca kwarantanny wiąże się przy tym z koniecznością zapewnienia kwaterowanym tam osobom wyżywienia. Tworzy to miejsce dla działalności restauracji. Tego typu możliwości przesuwania zasobów występują w wielu obszarach gospodarki. Przekształcenia takie powoli są wdrażane, ale wciąż w niedostatecznym stopniu lub zbyt wolno. Potwierdzają to m.in. okresowe braki niektórych produktów, braki dość niezrozumiałe, wręcz kompromitujące zarządcze kompetencje biznesowe. Jeśli np. brakuje drożdży czy octu, to powstaje pytanie, czy uruchamiana jest przez ich producentów chociażby praca trzyzmianowa, oczywiście z zachowaniem reguł prawa pracy.

W części przedsiębiorstw można by szybko przestawić produkcję, tak jak zrobił to Orlen, który produkuje środek do dezynfekcji zamiast płynu do spryskiwaczy.

– Ludzie często pytają, dlaczego brakuje w sklepach np. spirytusu. Jeśli w dodatku wciąż brakuje środków dezynfekcyjnych, to dlaczego nie zamienia się linii produkcji wódki na linie produkcji spirytusu, który ma właściwości odkażające? To są pytania zwykłych ludzi dopominających się o biznesową logikę. Przesuwanie zasobów biznesu zamrażanego do biznesu o wzmożonej aktywizacji wymagać może dostosowań regulacyjnych, co zarazem wskazuje na konieczność współdziałania biznesowo-instytucjonalnego. Powinno być określone, na jakich zasadach prawnych mogłoby się takie przesuwanie zasobów dokonywać. Wymaga to współdziałania instytucji ochrony pracy, w tym urzędów pracy i jej regulatorów. Niestety, niektóre instytucje stosują restrukturyzację à rebours. Dotyczy to m.in. niektórych prywatnych placówek ochrony zdrowia, które albo ograniczyły funkcjonowanie, albo też nie włączają się w jakąkolwiek pomoc, choćby zdalną, chorym z podejrzeniem zakażenia wirusem. Nie udzielając nawet pomocy w kontaktach z innymi wyspecjalizowanymi placówkami ochrony zdrowia. To dość kompromitujące zachowania.

W zaistniałej sytuacji pojawiają się apele zachęcające do wybierania polskich produktów i usług.

– Te sprawy same się powoli regulują. Wskutek pandemii wystąpiły spore ograniczenia w międzynarodowej wymianie handlowej. Niektóre łańcuchy dostaw zostały przerwane. Stąd konieczność intensyfikowania lub uruchamiania produkcji własnej. Ochrona krajowej wytwórczości jest zasadna i niezbędna. Istotne jednak jest, żeby nie tracić korzyści, jakie wynikają z międzynarodowego handlu, tym bardziej że dla krajowej gospodarki ważny jest zarówno import, jak i eksport. Produkcja krajowa wymaga importu rozmaitych komponentów. Jeśli doszłoby do protekcjonistycznego ograniczania wymiany handlowej, to musielibyśmy liczyć się z efektem: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Co jest prawdopodobne, tym bardziej że wiele transakcji handlowych ma cechy transakcji wiązanych. Wskazuje to, że działania na rzecz ochrony krajowej wytwórczości muszą być przemyślane, z uwzględnieniem ryzyka odwetu ze strony innych krajów czy zagranicznych kontrahentów. Nie prowadziłoby to do niczego dobrego, tym bardziej że polska gospodarka jest jednak gospodarką zorientowaną na eksport. Zatem trzeba brać pod uwagę całościowe rezultaty wymiany międzynarodowej, a nie tylko czasowy efekt cząstkowy, krótkofalowy.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Sądej