• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Odwołają Arłukowicza?

Czwartek, 24 stycznia 2013 (20:36)

Bartosz Arłukowicz jest złym ministrem i zawiódł społeczne oczekiwania – to tylko część z zarzutów, jakie formułowała opozycja pod adresem szefa resortu zdrowia. Dzisiejsza gorąca debata sejmowa odbyła się w związku z wnioskiem Prawa i Sprawiedliwości o odwołanie ministra zdrowia.

Za odwołaniem Bartosza Arłukowicza z funkcji ministra zdrowia opowiedziały się Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Ruch Palikota. Przeciwko – Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe.

 – To, że ochrona zdrowia to szczególnie skomplikowane, ale i bardzo ważne społeczne zadanie i zobowiązanie władz publicznych do zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli, to banał. Od roku obserwujemy narastanie zjawisk kryzysowych. Ja nie przypominam sobie czasów, kiedy było bardzo dobrze, ale od roku ta sytuacja jest coraz bardziej skomplikowana i coraz trudniejsza – mówił w Sejmie przedstawiciel wnioskodawców Bolesław Piecha (PiS).

Uzasadniając wniosek o wotum nieufności dla Arłukowicza, poseł zauważył, że kryzys ten jest wynikiem fatalnej polityki państwa. Przypomniał, że dostęp do świadczeń zdrowotnych nie uległ poprawie, a nawet systematycznie się pogorszył w ostatnim roku.

– Ocena naszych rodaków w stosunku do rządów pana ministra nie jest zachęcająca, żeby nie powiedzieć – skrajnie negatywna. Te odczucia społeczne w zasadzie powinny być początkiem i końcem mojego uzasadnienia, ponieważ należałoby powiedzieć "basta" i poprosić pana ministra o złożenie dymisji jako człowieka honoru. Ale rozumiem, że mamy tutaj do czynienia raczej z grą polityczną, a nie honorem – mówił Piecha.

Wśród głównych zarzutów kierowanych pod adresem Arłukowicza Bolesław Piecha wymienił m.in. „narastanie zagrożenia katastrofą finansową w polskich szpitalach”, którego nie należy tłumaczyć jedynie ciężkimi czasami i kryzysem gospodarczym, lecz także konkretnymi działaniami ministra zdrowia.

– Od 2005 roku obserwowaliśmy systematyczne zmniejszanie długów szpitali, a od momentu objęcia funkcji ministra zdrowia przez Bartosza Arłukowicza sytuacja się zmieniła i dług wzrósł – zauważył poseł PiS.

Kolejną kwestią podnoszoną przez niego była dostępność pacjentów do opieki zdrowotnej. Według ekspertów, na których powoływał się poseł, kolejki do specjalistów i specjalistycznych zabiegów wydłużyły się za czasów rządów Arłukowicza średnio o 10-14 dni. Piecha podał przykład kolejek do okulisty, gdzie na poradę w niektórych przypadkach trzeba czekać nawet dwa lata. To, co według Piechy dyskwalifikuje obecnego ministra zdrowia, to także wdrożenie ustawy refundacyjnej, która co prawda przyniosła pewne oszczędności, jednak wynikają one z tego, że pacjenci nie wykupują leków, bo ich na to nie stać.

Minister, którego nie ma

– Bartosz Arłukowicz jest złym ministrem. Nie chcą go pacjenci, nie chcą go lekarze, a my powinniśmy działać w imieniu obywateli. Mówi często i dużo, szkoda tylko, że w żadnej wypowiedzi nie znalazło się stwierdzenie: „przepraszam, zawiodłem, odchodzę”. Przyzwoity człowiek, który odpowiedzialnie pełni funkcję ministra zdrowia, w sytuacji, kiedy drzwi oddziałów pediatrycznych są zamykane przed dziećmi, zrobiłby tylko jedno – odszedł – zauważył Mariusz Błaszczak z Prawa i Sprawiedliwości. Poseł nazwał Arłukowicza „likwidatorem publicznej służby zdrowia” i podkreślił, że w historii wolnej Polski nie było ministra zdrowia, który pozwoliłby na taką sytuację.

 – Gdzie pan był, kiedy Centrum Zdrowia Dziecka wstrzymywało przyjęcia dzieci lub gdy wrocławskie szpitale odsyłały małych pacjentów na nowy rok? Zapewne na kolejnej konferencji prasowej, to bowiem główny przejaw pana aktywności – stwierdził Błaszczak.

Również Solidarna Polska, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Ruch Palikota negatywnie oceniły rządy ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Jeszcze przed debatą, na zwołanej przez SLD konferencji prasowej były minister zdrowia Marek Balicki stwierdził, że Arłukowicz, to „minister, którego nie było”.

– Gdybyśmy mieli podsumować najkrócej działalność ministra Arłukowicza – to minister, którego nie było. Więc jak mamy ministra zdrowia, którego nie było, to najwyższy czas obsadzić to stanowisko – mówił Balicki.

Zarzucił ministrowi zdrowia, że za jego kadencji pogorszył się dostęp do opieki medycznej, a wzrosły dopłaty dla pacjentów za leki.

– Rzeczywistość jest taka, że przed wejściem w życie ustawy refundacyjnej dopłata pacjentów wynosiła 34 procent. Po wejściu jej w życie dopłata zwiększyła się do 35 procent, a gdyby wziąć te leki, które wcześniej były przepisywane na recepty refundowane, a teraz są przepisywane przez lekarzy na recepty pełnopłatne, to dopłaty wzrosły do 38 procent – stwierdził Balicki. Były minister zdrowia dodał też, że od 2011 roku dramatycznie pogorszyła się sytuacja szpitali. Według ekspertów, długi szpitali wzrosły w ubiegłym roku o 17-20 procent.

Kpiny Arłukowicza

– Ta debata służy temu, by wokół zdrowia budować pewną atmosferę polityczną. To nie służy przeprowadzaniu zmian. Nie obawiam się dyskusji, mam argumenty, które będę przedstawiał – mówił przed debatą dziennikarzom Arłukowicz. Odpowiadając jednak posłom podczas sejmowej debaty, minister zdrowia skupił się głównie na podważaniu kompetencji tych, którzy domagają się jego dymisji. Nacisk położył na oczernianiu Bolesława Piechy.

– Z uwagą wczytałem się w uzasadnienie wniosku o odwołanie. To już drugi wniosek składany w tym roku przez Prawo i Sprawiedliwość. W przypadku pierwszego wniosku tam trochę państwo się krygowaliście, tak nie do końca chcieliście powiedzieć, o co chodzi – mówił mętnie Arłukowicz. Ostatecznie stwierdził, że okolicznościami tymi była wchodząca w życie ustawa refundacyjna.

– Wzbudziła w was gwałtowną chęć odwołania ministra zdrowia. Ale w tym drugim wniosku, który złożyliście teraz, a właściwie pan minister Piecha, bo wiadomo, że to pan minister jest głównym autorem tego wniosku, piszecie wprost na pierwszej stronie, dlaczego składacie wniosek. Zacytuję: „Bardzo krytyczne głosy w sprawie ustawy refundacyjnej podnoszą producenci leków”. Panie ministrze, wreszcie powiedział pan to, o co panu chodzi. Dopiero na drugiej stronie, panie ministrze, tak cichutko zaczyna pan przebąkiwać o pacjentach – kpił Arłukowicz.

W jego obronie stanęły Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe. Elżbieta Radziszewska (PO) starała się dowieść, że w uzasadnieniu wniosku o odwołanie ministra zdrowia „nic nie ma, tylko straszenie, straszenie i straszenie”.

– Nigdy nie będzie lepiej, jeśli opozycja tylko dlatego, że ma wilcze prawo zgłaszania wniosku o wotum nieufności, będzie robiła coś, co pracownikom i pacjentom nic nie przyniesie – mówiła Radziszewska.

Z kolei Jan Bury (PSL) za wszelką cenę próbował przedstawić Arłukowicza jako dobrego i prężnie działającego ministra. – Nasz klub parlamentarny pozytywnie ocenił dotychczasową pracę pana ministra Arłukowicza. To niełatwa praca i niełatwy resort, będziemy głosować przeciw wnioskowi wnioskodawców – stwierdził Bury.

Jutro w Sejmie zostało zaplanowane głosowanie nad odwołaniem Arłukowicza.

Piotr Czartoryski-Sziler