Misteryjna siła
Czwartek, 16 kwietnia 2020 (19:33)„W Afryce Papież wciąż trzyma się mocno” – tak zatytułowaną depeszę przesłał korespondent Deutsche Presse Agentur towarzyszący Papieżowi z Polski podczas jego pierwszej podróży apostolskiej do Afryki w maju 1980 roku.
Nie sposób nie dziwić się temu spostrzeżeniu, zważywszy na fakt, że temperatura sięgała 40 stopni, Jan Paweł II raczej nie był przyzwyczajony do takiego klimatu. „Po pięciu dniach intensywnego słońca twarz Papieża jest mocno opalona. Jego głos jest jak zwykle mocny. Brzmi pewnie, gdy przemawia po angielsku, francusku, czy też gdy mówi całe zdania w jakimś lokalnym afrykańskim narzeczu” – pisał niemiecki dziennikarz.
„Wygląda na to, że niektórzy towarzyszący Papieżowi starsi wiekiem prałaci i kardynałowie już po pięciu dniach podróży po Czarnym Kontynencie są u kresu swych sił. Sześćdziesięciu towarzyszących Ojcu Świętemu dziennikarzy ledwie wytrzymuje tropikalny upał. Program papieskiej podróży jest tak przeładowany, że prawie nikt nie może dotrzymać kroku. Tylko na Papieżu nie widać śladów zmęczenia” – zwrócił uwagę korespondent DPA.
Dziennikarze zauważyli, że kiedy towarzyszący Ojcu Świętemu dostojnicy kościelni wprost opadali z sił, Jego cały czas stać na to, by w charakterystyczny dla siebie sposób żartować. Gdy przy jednej okazji, widząc znużenie upałem zachodnioniemieckiej ekipy telewizyjnej, zawołał wesoło w ich kierunku po niemiecku: „No, jak tam, wciąż jeszcze żyjecie?”. Innym razem, widząc towarzyszących mu dostojników Kurii Rzymskiej na skraju wyczerpania, uśmiechnął się mówiąc: „No dobrze, Boże Narodzenie spędzimy dla odmiany na śniegu...”.
Podróż w maju 1984 roku na Daleki Wschód była chyba najbardziej wyczerpującą z dotychczasowych. Korea Południowa, Papua-Nowa Gwinea, Wyspy Salomona, Tajlandia – w sumie 237 godzin, z czego 50 godzin w samolocie. W tym czasie Ojciec Święty odbył 80 spotkań i wygłosił 46 przemówień. Ktoś obliczył, że na odpoczynek i sen musiało mu wystarczyć zaledwie 5 godzin na dobę. Jednak to nie wszystko. Weźmy choćby Nową Gwineę, która położona jest niemal na równiku, pokryta w większości dziewiczym lasem tropikalnym.
Wilgotność sięga granicy 100 procent, a temperatura: 50 stopni. Klimat wilgotny i gorący, dla Europejczyka trudny do zniesienia. Jak sobie z tym radził Papież z Polski? Przecież – co również zauważyli dziennikarze – ani przez moment nie widać u niego objawów zmęczenia, podczas gdy większość towarzyszących mu osób ledwo trzymała się na nogach. Jak to możliwe, biorąc pod uwagę niedawny zamach, związaną z wirusem chorobę i jej konsekwencje?
We wstępie do książki wydanej z okazji 10-lecia pontyfikatu Jana Pawła II ks. kard. Hans Urs von Balthasar napisał: „Osłabienie wynikające z nieuniknionego upływu lat nie zniechęca go do odwiedzania nowych krajów lub ponawiania wizyt w miejscach już znanych. Pokazuje to wystarczająco, że nie jest to tylko wola podróżowania, nie potrzeba wejścia w nowe tłumy, ale przynaglające zadanie skłaniające go do podjęcia wysiłków, które stając się świadectwem, są znoszone z trudem przez samych jego towarzyszy. On natomiast wydaje się być podtrzymywany niewiarygodną siłą, która pozwala mu przejść także przez chwile największego utrapienia. Ta misteryjna siła ma proste imię: modlitwa…”.