• Poniedziałek, 25 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Urbana, Magdy

Tusk – Wałęsa polskiej polityki

Czwartek, 16 kwietnia 2020 (14:20)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Z jednej strony wprowadza się obowiązek zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych, a z drugiej słyszymy o stopniowym odmrażaniu państwa. Czy da się pogodzić te dwie kwestie?

– Musi się dać pogodzić, jeśli się nie chce doprowadzić do katastrofy państwa. Musimy wierzyć medykom, którzy twierdzą, że epidemia koronawirusa może potrwać jeszcze rok, a może nawet dłużej. Trwanie w zamrożeniu gospodarczym doprowadziłoby do niewyobrażalnej w skutkach katastrofy ekonomicznej, społecznej, państwowej, idącej dalej niż sama epidemia.

Ten czas ogólnonarodowej kwarantanny miał być w zamierzeniu czasem dla rządu, ażeby przygotować służbę zdrowia, a zarazem zabezpieczenia środków medycznych do tego, żeby w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ludzie nie pozostali bez pomocy, co więcej, żeby nie doszło do spiętrzenia chorych w jednym momencie, czego nie wytrzymałby żaden system ochrony zdrowia na świecie. Natomiast jeśli epidemia ma trwać dłużej, to te dwie rzeczy, a więc odmrażanie gospodarki i bezpieczeństwo obywateli, trzeba próbować godzić.

Łatwo powiedzieć…?   

– Oczywiście, jest to zadanie gigantycznie trudne, to wymaga nie tylko sprawności rządu, ale również odpowiedzialnego podejścia obywateli. Ale żyjemy w takich czasach, że nie da się na dłuższą metę funkcjonować w zamrożonej gospodarce, że nic się nie stanie, bo w końcu może dojść do sytuacji, że ludzie zaczną umierać z głodu czy na skutek innych chorób wywołanych nędzą, a niekoniecznie z powodu zakażenia koronawirusem.  

Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca większą ostrożność, jeśli chodzi o strategię wyjścia z kryzysu…

– Dobrze, tylko że Światowa Organizacja Zdrowia – po pierwsze za bardzo się nie sprawdziła, jeśli chodzi o poinformowanie w porę, jak faktycznie wygląda problem z koronawirusem, bo jak pamiętamy żaden z krajów zachodnich nie był dostatecznie przygotowany, żeby sobie z tym problemem poradzić.

Po drugie WHO – siłą rzeczy – zajmuje się kwestiami medycznymi, natomiast poszczególne rządy są odpowiedzialne za całość, za funkcjonowanie państwa w wielu obszarach, a więc za zdrowie obywateli, i to nie tylko tych zakażonych koronawirusem, ale także tych chorych onkologicznie, neurologicznie, kardiologicznie i cierpiących na szereg innych chorób. I zadaniem państwa jest zabezpieczenie środków na funkcjonowanie wszystkich dziedzin ochrony zdrowia, a żeby były pieniądze na te i na inne sprawy, to musi działać gospodarka. Nie można zatem brać pod uwagę tylko aspektu medycznego wywołanego koronawirusem, bagatelizując wszystko inne, bo życie toczy się dalej.

Swoją drogą nic dziwnego, że prezydent Trump zarzucił WHO, że zbyt późno zareagowała na pandemię koronawirusa, i wstrzymał finansowanie tej organizacji z amerykańskich środków…

– Warto w tym miejscu podkreślić, że prezydent Donald Trump, ale także szereg państw np. anglosaskich – mając przekonanie, że informacje, jakie docierały do opinii światowej z Chin, także informacje WHO, że – nawet biorąc pod uwagę skalę ludnościową i terytorium tego państwa – skala zachorowań jest względnie umiarkowana, nie zastosowali odpowiednio wcześnie radykalnych środków, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się pandemii.

Wygląda zatem, że WHO – mimo iż było kilka miesięcy czasu – nie przygotowała, nie poinformowała reszty świata na tyle, aby kraje zachodnie obrały jedną strategię walki z koronawirusem. Proszę zwrócić uwagę, że jeśli na początku mówiono, że to jest grypa, tylko trochę ostrzejsza, to zarówno Anglicy, Holendrzy, Amerykanie przyjęli tę informację na zasadzie niewielkiego zagrożenia, że poprzez zachorowania społeczność się uodporni i nic tragicznego się nie stanie.

Okazało się jednak, że te informacje z Chin nie były dostatecznie precyzyjne, że skala zachorowań wydaje się dużo większa, niż przypuszczano. Oczywiście, Chiny jako państwo totalitarne nie musiało i pewnie nie poinformowało rzetelnie o całej sprawie, natomiast rolą i zadaniem WHO było to, żeby podać całą prawdę, czego – jak widać – nie uczyniła.      

Wróćmy na grunt polski: w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że zmniejszając restrykcje, władza niejako na siłę chce pokazać, że sytuacja epidemiologiczna się stabilizuje, a wszystko to w kontekście majowych wyborów prezydenckich…

– Opozycja o niczym innym – przynajmniej podczas trwania epidemii koronawirusa – a może w ogóle o niczym innym nie myśli, jak tylko o przejęciu władzy w Polsce. Tymczasem wszyscy poważni ekonomiści wskazują na problem gospodarczy, jaki nas czeka. Zatem epidemia to jeden problem, a drugi – kto wie, czy nie poważniejszy – to kryzys, jaki się pojawi po zakończeniu epidemii: kryzys, którego skala jest na dzień dzisiejszy trudna do oszacowania.

I każdy o tym mówi, każdy przestrzega, że trzeba się na nadejście tego kryzysu możliwie jak najlepiej przygotować, że konieczne jest stopniowe, ale jednak odmrażanie gospodarek. Do tego przygotowują się zarówno Czesi, Brytyjczycy, Amerykanie. Już robią to Chińczycy, a więc wszyscy, którzy myślą poważnie o społeczności i o odpowiedzialności za państwo, wszyscy, którzy – widząc, co się dzieje w świecie, jak wielowymiarowy jest to problem – starają się, aby skutki zamrożenia gospodarek były możliwie jak najmniejsze.

W tym względzie – jak czyni to totalna opozycja w Polsce – sprowadzanie wszystkiego do majowych wyborów prezydenckich jest tak bardzo zawężone myślowo – zwłaszcza w obliczu problemów, jakie są przed nami – że aż trudno to pojąć, a tym bardziej poważnie komentować.

Do Polski dotarła kolejna partia sprzętu potrzebnego do walki z koronawirusem, m.in. siedem milionów maseczek, kilkaset tysięcy kombinezonów medycznych i kilkaset tysięcy przyłbic. Tymczasem Donald Tusk znów „błysnął” w mediach społecznościowych, kpiąc sobie z tego. Jak tłumaczyć tego typu wpis?

– Z Donaldem Tuskiem jest podobnie jak z Lechem Wałęsą. Mianowicie, gdyby Wałęsa mimo swojej – ujmijmy to bardzo delikatnie – „dziwnej przeszłości lat 80.” potem, kiedy w latach 90. przestał już być prezydentem RP, starał się jednak być dyplomatą, starał się wypowiadać w sprawach Polski na sposób wyważony, taki, który jest zgodny z interesem państwa polskiego, a nie wikłał się w gigantyczne konflikty polityczne i wręcz kompromitował się różnymi wypowiedziami, to pewnie miałby dziś większy autorytet w społeczeństwie.

Również gdyby Donald Tusk, który – jak pamiętamy – przez parę lat był premierem, ale w imię własnego interesu umknął z Polski do Brukseli, i gdyby ten człowiek dzisiaj wypowiadał się w zdystansowany sposób – przynajmniej tak jak to robi Aleksander Kwaśniewski, który nawet krytykując PiS, robi to w sposób wyważony, nie tak jak Tusk, to pewnie jego notowania wśród Polaków byłyby wyższe. Natomiast Tusk stał się Wałęsą w polskiej polityce, który twittuje, atakuje – czy trzeba, czy nie trzeba, a przez to daje świadectwo o sobie, jakim był premierem.

Oczywiście, wszyscy to sobie kojarzymy i widzimy w jakich kategoriach patrzył na państwo polskie, że nie robił tego dla dobra Polski i Polaków, ale działał wizerunkowo, politycznie. Jeśli bowiem do Polski w tak trudnym czasie docierają duże ilości sprzętu, który na linii frontu walki z koronawirusem jest niezbędny, a Tusk – jako były premier – zamiast docenić starania rządu jest w stanie tylko zdobyć się na kpinę, ale to źle świadczy tylko o nim, a nie o tych, których krytykuje.         

Donald Tusk jest szefem Europejskiej Partii Ludowej, która – jak twierdzi europoseł Saryusz-Wolski – przygotowała projekt rezolucji dotyczący sposobu walki z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa, gdzie widnieje zachęta, aby Unia uruchomiła powtórnie art. 7 przeciw Polsce i Węgrom. Węgry są krytykowane za wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, a Polska za niewprowadzenie. Jak to skomentować?

– To jest śmieszne. Jeśli cała Europa, ale także świat zmagają się z koronawirusem, jeśli Włosi zbliżają się do granicy wytrzymałości i większość społeczeństwa jest zdeterminowana, aby opuścić szeregi Unii Europejskiej, tymczasem jedna z największych partii europejskich EPL przygotowuje rezolucję zmierzającą do nałożenia sankcji na Polskę i Węgry, żeby sobie zrazić do Unii kolejne narody, to tylko pokazuje wprost niewyobrażalną degrengoladę elit europejskich oraz części polskich polityków, którzy się w tę grę angażują.

Można powiedzieć, że Titanic tonie, a oni zamiast ratować ludzi zajmują się konfliktami, uprawiając jakąś dziwną grę na pokładzie. To pokazuje małość, miałkość tych elit w sytuacji tego, co faktycznie grozi Europie. Jednakowoż świadczy to o polityce niemieckiej, bo jak wiadomo EPL – zresztą nie tylko ona – jest w istocie pod dominacją niemiecką i widać, że Niemcy mimo całego obecnego kryzysu w żaden sposób nie starają się zejść ze swojej egoistycznej polityki, nie chcą w sposób wspólnotowy działać w Europie, tylko jak do tej pory politycznie wszystko podporządkowują swoim interesom – także polską gospodarkę i polską politykę.

To jest bardzo smutne. Z kolei Donald Tusk – zresztą nie od dziś – gra w drużynie niemieckiej. Wystarczy tylko przypomnieć, kto go wyniósł na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej i kto go zrobił przewodniczącym EPL. Jeśli nie widzimy, że jest to sprawstwo kanclerz Angeli Merkel, to niczego nie widzimy, zaś Donald Tusk swoją postawą stara się spłacić ten dług wdzięczności, występując w taki czy inny sposób przeciwko Polsce.

                   Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki