Bez planu B
Środa, 15 kwietnia 2020 (11:59)Organizatorzy igrzysk olimpijskich w Tokio nie mają planu B na wypadek niemożności przeprowadzenia zawodów w terminie 23 lipca – 8 sierpnia 2021 roku.
Jak każdy kibic doskonale wie, igrzyska w stolicy Japonii miały się odbyć na przełomie lipca i sierpnia, ale 2020 roku. Na przeszkodzie stanęła jednak pandemia koronawirusa, która całkowicie sparaliżowała sportowe życie na całym świecie.
Gdy okazało się, że zmagań w Tokio nie da się przeprowadzić w pierwotnym terminie, przeniesiono je niemal dokładnie o rok, na przełom lipca i sierpnia, ale 2021 roku. Nie oznacza to niestety gwarancji, że właśnie wtedy uda się rywalizację przeprowadzić. W ostatnich dniach w Japonii, a szczególnie w Tokio, odnotowano niepokojący wzrost zachorowań na COVID-19, a kraj nadal nie funkcjonuje normalnie.
Sen z powiek organizatorom spędzają też kwestie finansowe, bo przełożenie igrzysk wiąże się z ogromnymi kosztami. Spekuluje się, że mogą ona wynieść od dwóch do nawet sześciu miliardów dolarów, co może stanowić dla Japończyków potężną przeszkodę. Pomoc na pewno nadejdzie ze strony MKOl, który już zapowiedział, że przekaże do budżetu igrzysk kilkaset milionów dolarów, ale czy okażą się wystarczające, zobaczymy – choć gospodarze zawodów zarzekali się, że sobie poradzą. Warto wiedzieć, że gdyby zapadła decyzja o całkowitym odwołaniu igrzysk, Japończycy otrzymaliby pieniądze z polisy ubezpieczeniowej. Zmiany terminu ona nie dotyczyła.
Tymczasem niepokój wywołały niedawne słowa szefa Komitetu Organizacyjnego Toshiro Muto, który przyznał, że przełożenie igrzysk niemal dokładnie o rok może okazać się nie do końca wystarczające. Thomas Bach, przewodniczący MKOl, podkreślił, że kolejna zmiana terminu już nie wchodzi w grę, a dziś gospodarze zawodów poinformowali, że nie rozważają planu B na wypadek, gdyby nie dało się igrzysk przeprowadzić między lipcem a sierpniem.