• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Mosty nad przepaścią

Sobota, 11 kwietnia 2020 (19:55)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Instytutu Prawa Gospodarczego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Do „Tarczy antykryzysowej” dołącza „Tarcza finansowa”, która w zamyśle ma chronić przedsiębiorczość i miejsca pracy. To chyba dobry sygnał?  

– Kolejnych wersji tzw. Tarczy antykryzysowej, czyli uzupełniania pierwotnego pakietu, korygowania go, należało się spodziewać, ponieważ sytuacja jest dynamiczna i, niestety, nie rozwija się w najlepszym kierunku. Oczywiście, przedsiębiorcy się cieszą, bo 100 miliardów złotych w połączeniu z tym, co już uruchomiono wcześniej, i w zestawieniu z informacją, że większość tych nowych środków to najprawdopodobniej będą środki bezzwrotne – mówię: najprawdopodobniej, bo ostatecznego kształtu zapisanego w ustawach i rozporządzeniach przecież jeszcze nie znamy i musimy kilka dni poczekać – mam nadzieję, że jak najkrócej, to tak czy inaczej są to dobre informacje dla przedsiębiorców. Faktycznie, są to środki bardzo duże, realne. Co ważne, reakcja jest szybka i to właśnie tempo rządu, ale też NBP należy docenić.

100 miliardów złotych to poważna kwota…

– Ta kwota powinna pomóc polskiej gospodarce przejść przez ten kryzys – co podkreślam – względnie suchą nogą i pomóc utrzymać płynność wielu firmom, na które ten kryzys spadł niespodziewanie, w związku z czym nie miały możliwości zgromadzenia odpowiednio wcześnie zapasów – przede wszystkim w formie kapitału. Najgorsze w tym kryzysie jest jednak to, że nieznany jest horyzont jego końca. Gdyby przedsiębiorcy znali taki horyzont, który z powodu przyczyn biologiczno-medycznych jest nieznany, to łatwiej byłoby im zaplanować, łatwiej skalkulować, na ile strat mogą sobie jeszcze pozwolić, ile pieniędzy potrzebują pożyczyć, aby przetrwać, ale to jest niewykonalne. Dlatego mamy naprawdę trudną sytuację – niestety, przedłużającą się. Rząd robi, co może, pojawiają się nowe pomysły, kolejne postulaty, kolejne głosy. Oczywiście, nie ze wszystkimi się zgadzam, ale rząd najwyraźniej wsłuchuje się w tego głosy, poszerza pakiet pomocy antykryzysowej, tym samym dołącza czy poszerza kolejne grupy firm, które mogą z tego wsparcia skorzystać. Przypomnę, że najpierw były to przedsiębiorstwa czy firmy zatrudniające do dziewięciu osób, teraz już do 49 osób, i to jest – według mnie – odpowiednia kolejność. Zaczynamy od tych małych firm, którym jest najtrudniej, a potem, kiedy sytuacja się nie uspokoiła, uzupełniono ofertę wsparcia także o te większe.

Ważne jest także to, co podkreślał premier Mateusz Morawiecki, mianowicie fakt, że pomoc ta adresowana jest do firm, które podatki płacą w Polsce, a nie w rajach podatkowych, oraz do firm, które chcą utrzymać miejsca pracy…

– Utrzymanie miejsc pracy – obok utrzymania płynności – to jeden z dwóch najważniejszych celów pomocy adresowanej do przedsiębiorców. To pokazuje, że rząd chce zrobić, co w jego mocy, by nie pojawiło się w Polsce zjawisko bezrobocia, żeby firmy nie zaczęły upadać przez utratę płynności. Przetłaczająca większość polskich firm ma zdrowe fundamenty, jest rentowna, ale z tą płynnością bywało u nas różnie, i to bez koronawirusa, a teraz problemy w tym zakresie tylko się pogłębiły, i to bardzo wyraźnie. Premier ma oczywiście rację i należy też cieszyć się z faktu współdziałania rządu z NBP, choć muszę być tutaj wobec naszych Czytelników do końca uczciwy i zaznaczyć, że kroki, które podejmuje NBP, których podjęcie zapowiada, to są kroki odważne, ale niektórzy powiedzieliby też, że ryzykowne. Chodzi o to, że nigdy wcześniej Polski Bank Centralny nie finansował bezpośrednio naszego długu publicznego, nie skupował polskich obligacji, bo – krótko mówiąc – zakrawa to na dodruk pieniądza, i to w połączeniu z kilkoma innymi zjawiskami, takimi jak deprecjacja złotego i w związku z tym wzrost cen – już wkrótce – wszystkich towarów, jakie Polska importuje, w zestawieniu ze zjawiskiem suszy, która w tym roku się nam szykuje, i w związku z tym także ograniczenie podaży płodów rolnych, a w rezultacie wzrost ich cen. Tych kilka zjawisk razem wziętych może spowodować wyższą inflację, a inflacja w połączeniu z regresem PKB, ze wzrostem bezrobocia, ze spadkiem wynagrodzeń Polaków – to już jest scenariusz dla gospodarki i dla nas wszystkich nieciekawy. Nie chcę powiedzieć, że nie należy tak robić, jak zapowiedział prezes Glapiński i premier Morawiecki podczas konferencji prasowej, ale trzeba bardzo, ale to bardzo uważać, pilnować dzień po dniu skutków realizacji tego planu, jaki obaj panowie zapowiedzieli, gdyż nie jest on pozbawiony ryzyka. Trzeba to sobie uświadomić.   

Czy program ten może być też zachętą, a przynajmniej rozpoczęciem dyskusji na temat tego, aby polscy przedsiębiorcy płacili podatki w Polsce, a nie w tzw. rajach podatkowych?

– Zdecydowanie tak. W ogóle uważam, że jak z każdej trudnej życiowej sytuacji, tak i z tej związanej z pandemią koronawirusa można wyciągnąć wnioski, ona też może być dla nas lekcją i możemy wyjść z tego kryzysu wzmocnieni. Po pierwsze patriotyzm gospodarczy, patriotyzm w wydaniu przedsiębiorców, którzy powinni płacić podatki w Polsce, którzy powinni wykazywać się społeczną odpowiedzialnością biznesu. I wielu przedsiębiorców tak robi, choć ton nadają tu spółki Skarbu Państwa – zwłaszcza te największe. Kolejna sprawa to samowystarczalność – oczywiście niecałkowita, bo to jest nie do osiągnięcia, ale na tyle, na ile jest to możliwe – samowystarczalność przede wszystkim w wymiarze naszego bezpieczeństwa, strategicznych gałęzi produkcji polskiej gospodarki ponadto przeniesienie jeszcze większej sfery naszej życiowej aktywności do internetu, do sfery online, czego się teraz wszyscy uczymy i czego uczą się przede wszystkim urzędnicy oraz petenci w relacji z nimi. Idąc dalej: lekcje powinni wyciągnąć też nasi frankowicze i w ogóle osoby zadłużone w obcych walutach, którzy nie powinni zwlekać, tylko jak najszybciej zwrócić się do sądów i załatwić swoje sprawy z bankami, bo – jak się okazuje – polska waluta jest podatna na deprecjację, czyli utratę wartości w sytuacjach kryzysowych w stosunku do głównych walut, w tym do franka szwajcarskiego. Reasumując, każdy ma do odrobienia jakąś lekcję i powinien jak najszybciej wdrażać wnioski, które same się narzucają – wręcz proszą się, aby zacząć je realizować.                    

Opozycja w Polsce, w odróżnieniu o innych państw, gdzie mamy przykłady współdziałania, nie wychodzi naprzeciw działaniom rządu premiera Morawieckiego w kwestii działań antykryzysowych, ale gra tylko na przejęcie władzy…

– Pośród ogółu głosów opozycji rzeczywiście niewiele jest merytorycznych propozycji, niewiele jest konstruktywnych planów czy rad – choć i takie się zdarzają. Można nad tym faktem ubolewać z jednej strony, ale z drugiej można się cieszyć, że podobny kryzys jak ten, z którym mamy dzisiaj do czynienia, nie nastąpił kilka lat temu, bo wtedy bylibyśmy w o wiele gorszej sytuacji zarówno jako obywatele, konsumenci, jak i jako przedsiębiorcy czy w ogóle jako całe społeczeństwo i nasza gospodarka. Wtedy nie byłoby nas stać na tego rodzaju pomoc, na jaką stać nas dzisiaj, bo wtedy państwo polskie było zdecydowanie mniej sprawne. Aż strach pomyśleć, co by się działo z Polską, gdyby koronawirus „zawitał” do nas w roku 2010, 2011, 2012 czy, dajmy na to, w roku 2013. Dlatego doceniam i apeluję o docenienie wysiłków, które podejmuje rząd premiera Mateusza Morawieckiego, jednocześnie zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, a także z pewnego ryzyka oraz z tego, że działania, które już zostały podjęte, czy też zapowiedziane, najprawdopodobniej nie są ostatnimi, że nasza gospodarka będzie jeszcze wymagała pomocy. Jedyną receptą na ostateczne rozwiązanie tego problemu będzie, niestety, bo to też może się wiązać z określonymi stratami już na poziomie zdrowotnym, powrót do normalności, powrót do pracy, powrót do normalnego życia, oczywiście przy zachowaniu pewnych zaradczych środków bezpieczeństwa, ale jednak powrót do względnie normalnego funkcjonowania. Bez tego gospodarka – choćbyśmy nie wiem ile pakietów antykryzysowych, pomocowych uruchomili – nie poradzi sobie w dłuższym terminie. Te pakiety pomocowe, które uruchamia rząd, powinny być tylko mostami przerzuconymi nad przepaścią, nad którą cały świat się obecnie znalazł, aby swobodnie przejść na drugą część lądu – tam, gdzie czeka nas normalne życie.

Dziękuję za rozmowę.               

 

Mariusz Kamieniecki