Dziś w „Naszym Dzienniku”
Dramat za zamkniętymi drzwiami
Piątek, 10 kwietnia 2020 (02:11)Z dr. Jakubem Klimkiewiczem z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii WIM, członkiem misji polskich medyków we Włoszech, rozmawia Aneta Przysiężniuk-Parys.
Pod koniec marca Wojskowy Instytut Medyczny z udziałem Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej rozpoczął 10-dniową misję w Lombardii. Jaką sytuację zastali Państwo na miejscu?
– Sytuacja tutaj jest katastrofalna. Doszło do całkowitego „lockdownu”: zamknięte są wszystkie sklepy poza spożywczymi, restauracje, pralnie, banki, budynki użyteczności publicznej, muzea i – ku naszemu zdziwieniu – zastaliśmy też pusty szpital. Około 4-5 dni przed naszym przyjazdem doszło bowiem do zmiany strategii wobec pacjentów z COVID-19. W tym szpitalu w Brescii, w którym pracowaliśmy, jest miejsce na blisko 1500 łóżek, natomiast Włosi wstrzymali w nim wszystkie operacje planowe, w tym onkologiczne, czyli takie, które powinny być szybko wykonane. Oni jednak już nie byli w stanie ich przeprowadzać i na terenie dotychczasowego oddziału kardiochirurgicznego czy neurochirurgicznego powstają improwizowane stanowiska intensywnej terapii, na których są leczeni pacjenci z COVID. Także tam jest taka cisza i pustka, bo nie ma pacjentów. Natomiast za zamkniętymi drzwiami trwa dramatyczna walka o ich zdrowie i życie.
Na czym polega ta włoska strategia i organizacja pracy służby zdrowia w walce z epidemią?
– Włosi zreorganizowali całkowicie opiekę zdrowotną. Nie mają szpitali jednoimiennych tak jak w Polsce. Tutaj wszystkie szpitale przyjmują pacjentów z COVID-19, natomiast są w nich pojedyncze oddziały dla pacjentów bez koronawirusa i pacjenci, którzy wymagają pilnego postępowania medycznego, są kierowani do jednego z takich oddziałów. Przykładowo jeden szpital ma na ostro pracujący oddział kardiochirurgiczny, inny: urazowo-ortopedyczny, a jeszcze inny: neurochirurgiczny, i jeżeli pacjent nie ma podejrzenia zakażenia koronawirusem, to trafia właśnie tam. Natomiast każdy szpital przyjmuje i leczy pacjentów z koronawirusem.
Z naszą pomocą został obstawiony jeden oddział dla pacjentów intensywnej terapii. Tych oddziałów w tym szpitalu jest zwykle ok. 4-5. To zależy od tego, ile personelu może pracować, dlatego że potrzeby ze strony pacjentów są ogromne.
W jakim wieku byli pacjenci, którzy trafili na „polski oddział”?
– Są w przedziale 60-80 lat w bardzo ciężkim stanie i tacy ciągle dominują wśród pacjentów leczonych na intensywnej terapii w szpitalu w Brescii. Jednak jest też coraz więcej osób młodych: 40-letnich, 50-letnich, ale też jest 19-latek z ciężką niewydolnością oddechową w przebiegu COVID-19.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym