• Czwartek, 12 marca 2026

    imieniny: Bernarda, Józefiny

Gra na dwóch poziomach

Czwartek, 24 stycznia 2013 (02:08)

Z prof. Tomaszem Grzegorzem Grossem, ekspertem ds. integracji europejskiej, rozmawia Marta Ziarnik

Jak ocenia Pan przemówienie brytyjskiego premiera Davida Camerona w sprawie przyszłości jego kraju w strukturach Unii Europejskiej?

– Na razie Cameron gra na dwóch poziomach. Przede wszystkim w stosunku do własnego społeczeństwa, własnego zaplecza politycznego i elit politycznych, bo – jak wiadomo – brytyjski premier jest pod presją sił eurosceptycznych zarówno w swoim ugrupowaniu, jak i wśród konkurencji na rynku politycznym Wielkiej Brytanii. Z punktu widzenia wewnętrznego najważniejszym celem tego przemówienia było wskazanie, że Cameron ma bardzo twarde stanowisko w stosunku do partnerów europejskich. Łącznie z tym, że jest gotowy wyprowadzić Wielką Brytanię z UE, jeżeli to nie będzie zgodne z interesem brytyjskim. Drugim celem jest rozpoczęcie negocjacji z partnerami europejskimi oraz wysłanie sygnału, że Brytyjczycy chcieliby odzyskać autonomię i suwerenność w niektórych sprawach objętych polityką europejską. W przypadku niespełnienia tych postulatów, zgodnych z interesem brytyjskim, premier grozi wystąpieniem z UE. I jak dodaje, tę sprawę w sensie negocjacyjnym Londyn traktuje bardzo poważnie, o czym ma też świadczyć zapowiedziane rozpisanie referendum w tej sprawie. Więc tak naprawdę Cameron dokonał ruchu taktycznego, gdzie całą odpowiedzialność za to, czy Anglia zostanie, czy też nie, w Unii, przerzuca poniekąd na partnerów negocjacyjnych. Głównie na Francuzów i Niemców. Sprawdza tym samym, czy będą skłonni ustąpić pola Wielkiej Brytanii, jeśli chodzi o ich warunki negocjacyjne. Sądzę jednak, że w gruncie rzeczy Cameronowi nie zależy na wyjściu z UE, tylko na ugraniu – przy wykorzystaniu powyższego straszaka i silnych nastrojów eurosceptycznych wśród brytyjskich obywateli – jak najlepszych warunków dla swojego kraju.

Taka taktyka jest skuteczna?

– No właśnie. Pojawia się pytanie, jaka będzie odpowiedź na ten „pistolet” przyłożony przez Brytyjczyków do skroni politykom Europy kontynentalnej. Prawdopodobnie ci, którzy są niechętni Brytyjczykom, tak jak np. Francuzi, będą ich wypychać z UE. W związku z tym nie będą skłonni do negocjowania bardziej korzystnych warunków integracji europejskiej dla nich. Z kolei ci, którzy są bardziej pozytywnie nastawieni do tego kraju, jak chociażby Niemcy, prawdopodobnie w ograniczonym stopniu będą skłonni ustąpić w zamian za to, że Brytyjczycy pozostaną częścią Unii.

Czyli zmiana traktatu jest możliwa?

– Jest potencjalnie możliwa, a przynajmniej na zasadzie takiej, że Brytyjczycy uzyskają kolejne możliwości wyjścia poza prawo europejskie. Bo pamiętajmy, że Brytyjczycy już mają całą listę tego typu możliwości pozostawania poza prawem europejskim. Więc chodzi tylko o to, żeby tę listę wydłużyć. I prawdopodobnie na to Niemcy będą skłonni się zgodzić. Ale tak naprawdę przyszłość to pokaże. Przyszłość brytyjska rozstrzygnie się nie tylko w zapowiedzianym przez Camerona referendum (jeśli do niego dojdzie, co jest sprawą otwartą), gdzie Brytyjczycy będą decydować za lub przeciw UE. Rozstrzygnie się także w negocjacjach między rządem w Londynie a partnerami z UE, które nas czekają. Wyniki negocjacji będą bardzo ważne, bo albo będą wzmacniać eurosceptyków, albo euroentuzjastów – w zależności od tego, jak elastyczna okaże się strona europejska.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik