• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Rostowski oczekuje nieoczekiwanego

Czwartek, 24 stycznia 2013 (02:03)

Pod koniec roku w polskiej gospodarce może dojść do poważnych perturbacji. Minister finansów Jacek Rostowski wyjaśniał w Sejmie, że zwiększenie limitu pożyczki dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych aż o 100 proc. to zabezpieczenie finansów publicznych przed „możliwymi szokami” na wypadek „sytuacji nieoczekiwanego pogorszenia się na samym końcu roku”.

Ministerstwo Finansów nie wyklucza, że nowelizacja tegorocznej ustawy budżetowej będzie konieczna. Przegłosowując jutro poprawki zaproponowane przez Senat do ustawy budżetowej, Sejm ma zakończyć prace parlamentarne nad budżetem państwa, który następnie zostanie przekazany do podpisu prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu.

Wiele jednak wskazuje na to, że parlamentarzyści za kilka miesięcy jeszcze raz pochylą się nad tabelkami wydatków i dochodów budżetowych.

Dokonując, na wniosek rządu, nowelizacji budżetu, zatwierdzą cięcia wydatków. Dopóki budżet nie opuści Kancelarii Prezydenta z podpisem Bronisława Komorowskiego, wciąż obowiązuje wersja, że „jest to budżet odpowiedzialny, wskazujący, iż troszczymy się o najbiedniejszych i o rozwój kraju w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej Europy i świata”, co zakomunikowała wczoraj podczas rozpatrywania przez Sejm senackich poprawek do budżetu Krystyna Skowrońska (PO).

Minister finansów Jacek Rostowski po raz kolejny powtórzył, iż w drugiej połowie tego roku spodziewa się poprawy sytuacji gospodarczej, prognozowanej także – jak podkreślał – m.in. przez Europejski Bank Centralny. A na dowód, że powinniśmy się cieszyć z naszej sytuacji gospodarczej, przytaczał rankingi, wskazujące, że jesteśmy jednym z tylko pięciu państw Unii, które w minionym roku obniżyły relację długu do PKB (obok np. Danii, Finlandii i Szwecji), oraz że jesteśmy na trzecim miejscu wśród krajów, które w największym stopniu obniżyły strukturalny deficyt – w tym roku wyniesie 2,2 proc. PKB. O tym, iż sytuacja nie jest taka różowa, jak to przedstawia minister finansów, świadczy jednak nie tylko to, co widać gołym okiem, czyli odczuwalny wzrost bezrobocia bądź spadek produkcji. Bowiem to, że pod koniec roku nasza gospodarka może doświadczyć poważnych perturbacji, dało się wyczytać także ze słów ministra finansów.

Rozpatrujących zaproponowane przez Senat poprawki do budżetu posłów zainteresowała przede wszystkim kwestia podniesienia limitu pożyczki, jaka może zostać udzielona z budżetu państwa Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych na wypłatę świadczeń gwarantowanych przez państwo, m.in. rent i emerytur. Chodzi o podniesienie tego limitu – na wniosek resortu finansów – z 6 mld zł do 12 mld zł, czyli o 100 procent.

Wiceminister finansów Hanna Majszczyk wyjaśniała podczas wtorkowego posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych, że podniesienie limitu pożyczki, z której FUS będzie mógł skorzystać, jeśli zajdzie taka potrzeba, wynika głównie z chęci zapewnienia środków na realizację ustaw, nad którymi pracuje Sejm (chodzi o wydłużenie urlopów rodzicielskich), oraz jest efektem wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował zakaz łączenia okresu pobierania emerytury z pracą.

Zarówno jednak koncepcja wydłużenia urlopów rodzicielskich, którą premier przedstawił w październiku podczas „drugiego exposé”, jak i listopadowe orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nastąpiły jeszcze przed uchwaleniem przez Sejm budżetu w grudniu ubiegłego roku. Resort finansów wystąpił natomiast o podniesienie limitu pożyczki dla FUS w ciągu miesiąca po uchwaleniu budżetu. Inicjatywa w tej sprawie mogłaby wskazywać, iż rząd spodziewa się mniejszego wpływu ze składek ZUS-owskich spowodowanego np. wzrostem bezrobocia.

Gospodarka na beczce trotylu

Minister Rostowski nie potwierdzał wczoraj, że oczekuje jakiejś katastrofy w gospodarce. Mówił natomiast o „niepewnej sytuacji” i „możliwych szokach”, które „mogłyby, ale nie muszą” wystąpić pod koniec roku. Przypomnijmy, że jednocześnie na drugą połowę roku minister finansów zapowiada poprawę sytuacji gospodarczej.

– Wszyscy wiemy, że sytuacja jest niepewna, i dlatego zabezpieczamy gospodarkę polską, finanse publiczne Polski i budżet Polski przed nieprzewidywanymi, mało prawdopodobnymi, ale możliwymi szokami. I dlatego bardzo się cieszymy, że mamy tę poprawkę Senatu – w sytuacji nieoczekiwanego pogorszenia się na samym końcu roku, gdyby nowelizacji [budżetu – red.] nie było – mówił Rostowski, który najwyraźniej nie chcąc podzielić się posiadanymi, niepokojącymi prognozami gospodarczymi, lawirował w swoich wyjaśnieniach niczym prokurator Szeląg w sprawie śladów trotylu na tupolewie.

Odnosząc się do ewentualnej nowelizacji tegorocznego budżetu, Rostowski stwierdził, że „raczej myślimy, że nowelizacja nie będzie potrzebna”. – Ale mówiliśmy jasno i niedwuznacznie, że jeżeli będzie taka potrzeba, to do nowelizacji przystąpimy – dodał minister finansów.

To, iż nowelizacja budżetu jest tylko kwestią czasu, prognozowała Beata Szydło (PiS).

– Ten budżet to fikcja, a rząd z premedytacją forsuje go w parlamencie. Wiedzą o tym i posłowie Platformy, i PSL, którzy sami siebie już przekonują, że to jest budżet dobry, bo nie są w stanie nikogo innego o tym przekonać – oceniła wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem Szydło, opowieści ministra Rostowskiego o odbiciu gospodarczym w drugim półroczu to próba podtrzymania na duchu polityków rządzącej koalicji. A sytuacja – według wiceprezes PiS – wygląda tak, iż w urzędach pracy zarejestrowanych jest ponad 2 mln bezrobotnych, ponad 14 proc. firm planuje w tym roku zmniejszenie zatrudnienia, spada produkcja przemysłowa i budowlano-montażowa, dług publiczny jest na granicy konstytucyjnych limitów, inwestycje ze środków unijnych się kończą, samorządy są zadłużone po uszy, będą podwyżki cen wody, wywozu odpadów komunalnych, komunikacji miejskiej, a realne płace nie rosną.

– Nikt nie twierdzi, że trzeba było w tym budżecie przyjąć założenia lepsze. W tym budżecie trzeba było przyjąć założenia realne i stworzyć budżet realny, a nie uprawiać fikcję. W tej chwili wiemy doskonale, że będzie nowelizacja ustawy budżetowej, natomiast robienie dobrej miny do złej gry i przekonywanie nas wszystkich, że jest zupełnie inaczej, niż jest w rzeczywistości, jest tylko i wyłącznie podtrzymywaniem tej fikcji – mówiła Szydło.

Jacek Bogucki (Solidarna Polska) zwracał uwagę m.in., iż stopa bezrobocia na koniec minionego roku już przekroczyła 13 proc., które rząd przewidział na koniec 2013 roku. Ryszard Zbrzyzny (SLD), odnosząc się do rankingów Rostowskiego mających wskazywać na wysoką pozycję polskiej gospodarki na tle gospodarek innych państw unijnych, wskazał, iż 1 proc. PKB np. Niemiec to znacznie więcej niż ten 1 proc. PKB Polski.

Krytykujących budżet państwa posłów opozycji o „przekłamywanie danych” i „fałszywe interpretacje” danych gospodarczych oskarżał z trybuny sejmowej poseł PO Janusz Cichoń, który przed kilkoma dniami został jednym z wielu już wiceministrów w resorcie Rostowskiego.

– Realność tego budżetu jest coraz większa, wzrasta, a nie jest mniejsza – wbrew temu, co państwo mówicie. Wobec tego potrzeba nowelizacji, moim zdaniem przynajmniej odsuwa się w tej chwili w czasie i nie wykluczamy, że nie będzie ona w ogóle potrzebna. Ale monitorujemy sytuację i jeśli będzie taka potrzeba, to rzeczywiście to będziemy robić – zastrzegł Cichoń. Oświadczenie wiceministra finansów o braku potrzeby nowelizacji budżetu sugeruje jednak, że nowelizację budżetu rząd może przeprowadzić nawet szybciej, niż spodziewa się tego opozycja.

Artur Kowalski