Brak odpowiedzialności
Środa, 1 kwietnia 2020 (14:25)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak można rozumieć nawoływanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej do bojkotu wyborów prezydenckich?
– Przede wszystkim Platforma powoli – jak słoń – umiera. I to, co robi w tej chwili Małgorzata Kidawa-Błońska, to jest sprawstwo kierownicze czy efekt tego procesu agonalnego. Ruchy, jakie wykonywała w całym ubiegłym tygodniu kandydatka Platformy na prezydenta, czego apogeum był sobotni apel, aby bojkotować wybory, a warto dodać, że był to apel skierowany do jej wyborców, aby nie głosowali na nią, żeby zostali w domach, a jednocześnie brak jednoznacznej deklaracji dotyczącej rezygnacji ze startu w wyborach, to jest pomieszanie z poplątaniem.
Małgorzata Kidawa-Błońska jest całkowicie osamotniona w chaosie, jaki zapanował w szeregach Platformy. Zachowanie parlamentarzystów tej formacji, co można było zaobserwować w miniony czwartek w Sejmie, przekroczyło już granice przyzwoitości. Jak bowiem nazwać happeningi, selfie w maseczkach i goglach, robienie sobie groteskowych żartów, a ponadto blokowanie możliwości zdalnego – poza Izbą – przeprowadzenia obrad Sejmu tak, aby ograniczyć niebezpieczeństwo rozprzestrzeniania się koronawirusa i podporządkować się również zaleceniom rządu, do których wszyscy Polacy powinni się zastosować, i unikać skupisk ludzkich.
Tymczasem spotykanie się w gronie ponad 400 posłów i około tysiąca pracowników Sejmu, którzy w związku z posiedzeniem stacjonarnym byli zmuszeni pojawić się w pracy, to jest to wyraz braku odpowiedzialności, co zafundowała Platforma.
Jak nazwać to postępowanie Platformy?
– To jest brak odpowiedzialności, ale Polacy to obserwują, podobnie jak przedziwne zachowania podczas głosowań czy tyrady dotyczące ewentualnej, przyszłej współpracy z Konfederacją – to wszystko powoduje, że nawet wyborcy Platformy zastanawiają się, na kogo w najbliższych wyborach zagłosować, ale na pewno nie na Platformę.
I to bardzo skrupulatnie wykorzystuje lider PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz, który widząc kapiącą z tętnicy szyjnej krew Platformy, sam rzucił się, aby dokończyć dzieła i politycznie dobić tę formację. Ale tak działają nie tylko ludowcy, ale również Lewica, która próbuje walczyć o przejęcie elektoratu Platformy, stąd też cała ta wojenka pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami na i tak już bardzo mocno podzielonej opozycji.
Czy stan agonalny – jak Pan to określił – kandydatki Platformy na prezydenta to efekt słabości samej kandydatki, czy może problem jest głębszy?
– To jest wypadkowa wszystkich tych kwestii, o których pan redaktor wspomniał. Każda organizacja społeczna – w tym wypadku partia polityczna czy ruch społeczny – od jednego błędu nie popada w aż tak tragiczną sytuację, w jakiej w tym momencie znalazła się Platforma. To jest szereg ustawicznych działań tej formacji na przestrzeni ostatnich blisko pięciu lat, która będąc w opozycji, dysponując największymi spośród wszystkich formacji opozycyjnych w Polsce możliwościami działania finansowego, medialnego, programowego, nie przedstawiła absolutnie nic.
Platforma przyjęła bardzo prostą, a jednocześnie tragiczną w skutkach strategię negowania wszystkiego, co robi Prawo i Sprawiedliwość, a jednocześnie nie zaproponowała żadnych alternatywnych rozwiązań czy programów dla Polski i Polaków, nawet dla swoich wyborców. Ich program sprowadzał się wyłącznie do negacji wszystkiego, co robi rząd PiS, do tego dochodzi brak jakiejkolwiek alternatywy dla sprawujących władzę. Również karuzele kadrowe, które nastąpiły w łonie Platformy – najpierw oczyszczenie przedpola przez byłego już przewodniczącego Grzegorza Schetynę, a następnie, można rzec, porażka samego Schetyny i przejęcie schedy przez Borysa Budkę, tylko przyspieszyły proces upadku tej formacji.
Samego Budki może bym nawet nie obarczał winą, bo jego błędem było wyłącznie to, że podejmując się przewodnictwa Platformie, wydawało mu się, że formacja ta jest w dużo lepszym stanie niż faktycznie jest. Tymczasem Platforma po czterech latach zasiadania w ławach opozycji, nie mając właściwie żadnej koncepcji działania, jak na duży okręt, nie ma możliwości zawrócenia z obranego kursu. W tej sytuacji, co by się nie wydarzyło, ten okręt zderzy się z górą lodową, to pewne.
Można zatem powiedzieć, że nie tylko czas Kidawy-Błońskiej w roli kandydata na prezydenta się kończy, ale też kończy się rola Platformy jako lidera opozycji?
– Nie ulega wątpliwości, że tak. Wydaje się, że Platforma będzie pełniła rolę, jaką w latach 1997-2001 Unia Wolności, to znaczy będzie to małe ugrupowanie polityczne balansujące między progiem wyborczym a 10-procentowym wynikiem. Natomiast – w mojej ocenie – znacząco wzrośnie rola PSL czy też SLD, aktualnie Lewicy, również część byłych wyborców Platformy będzie poszukiwała innej alternatywy poza dwiema wymienionymi przeze mnie formacjami postkomunistycznymi. Warto też w tym momencie pamiętać, że Platforma po części wyrosła również z szeroko rozumianego Ruchu Społecznego „Solidarność”.
Jaką rolę może odegrać PSL – partia obrotowa, która współpracowała z Platformą, a wcześniej z PZPR, SLD?
– Wszystko zależy od tego, jakie decyzje będzie podejmowało kierownictwo ludowców i sam lider tej formacji Władysław Kosiniak-Kamysz. W mojej ocenie, PSL będzie się starało być konstruktywną opozycją, co widać nawet w tej kadencji Sejmu, kiedy formacja ta przedstawia różne propozycje – jedne mądrzejsze, inne mniej, często podlane sosem populizmu. Bywa, że proponują coś, czego – gdyby rządzili, nigdy by nie zrealizowali, ale takie jest wilcze prawo opozycji, że można zgłaszać najbardziej absurdalne i nierealistyczne propozycje, za to bardzo nośne społecznie.
I tak właśnie postępuje PSL, ale zasadnicza różnica pomiędzy ludowcami a Platformą polega na tym, że PSL w wielu kwestiach jest w stanie przedstawić jakąś propozycję i współpracować, co było widoczne chociażby podczas negocjacji i przygotowywania projektu tzw. tarczy antykryzysowej, gdzie przedstawiciele PSL – tak samo jak przedstawiciele Lewicy – uczestniczyli w tych pracach, natomiast politycy Platformy bojkotowali wszystko.
Też mam wrażenie, że w przeciwieństwie do Platformy politycy PSL bardziej skupiają się na kwestiach związanych z realnymi problemami Polaków aniżeli na utarczkach politycznych. Politycy Platformy uważają, że na dzisiaj największą bolączką Polaków jest to, że 10 maja mają się odbyć wybory prezydenckie, a nie powinny, natomiast w ocenie PSL, podobnie jak większości Polaków, największym problemem jest obecnie walka z koronawirusem i konsekwencjami gospodarczymi epidemii. I to jest ta zasadnicza różnica.
Oczywiście nie wróżę PSL powrotu do dawnej świetności z czasów II kadencji Sejmu, czyli z lat 1993-1997, gdzie formacja ta zanotowała rekordowy – jak do tej pory niepowtórzony – wynik wyborczy, natomiast jeśli PSL zaoferuje ciekawą ofertę dla elektoratu Platformy, to może być największym grabarzem Platformy. Nie jestem też wcale przekonany, że Platforma ostanie się nawet na poziomie nieboszczki Unii Wolności.
A co z wiarygodnością PSL?
– Problem z wiarygodnością jest – można powiedzieć – grzechem pierworodnym PSL, z którego jak do tej pory nie byli w stanie się oczyścić. Jest to formacja, która nie jest kontynuatorem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, jest to formacja bardzo pragmatyczna – tak jak pan redaktor zauważył – formacja, która była w stanie tworzyć rząd Jana Olszewskiego, była też w stanie – przez dwie kadencje – rządzić z SLD, czyli następcą PZPR, a nie tak dawno również przez dwie kadencje współtworzyć rząd z Platformą.
Jest to zatem formacja, która była zapleczem dla siedmiu rządów w III Rzeczypospolitej. Można też powiedzieć, że jest to najdłużej rządzące ugrupowanie w Polsce, które dzisiaj próbuje kupić elektorat, przedstawiając się jako formacja antysystemowa – z racji zbratania się z Pawłem Kukizem, formacja, która udaje, że chce łączyć, a nie dzielić, która chce wprowadzać radykalne rozwiązania związane z liberalizmem gospodarczym, co po części – oczywiście – nie jest wiarygodne.
I to jest problem PSL – brak wiarygodności na pewnym etapie, na dosyć mocno rozchwianej scenie politycznej, co można było zaobserwować podczas ostatniego posiedzenia Sejmu, gdzie rodziły się różne egzotyczne koalicje doraźne, jak chociażby koalicja Platformy i Konfederacji czy np. koalicja PSL i SLD celem zwalczenia Platformy. To pokazuje, że pewne szanse na przejęcie przez PSL elektoratu Platformy istnieją, natomiast nie wykluczam, że na gruzach Platformy powstanie jakaś nowa formacja polityczna.
Wygląda na to, że ciekawe czasy nas czekają?
– Owszem, i to pod wieloma względami: gospodarczymi, społecznymi, zdrowotnymi i nawet na scenie politycznej. Obyśmy tylko byli zdrowi.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki